Nie do końca Tristan wiedział, co się dzieje w ich związku. Dlaczego w pewnych momentach, sytuacjach, Olivia zaczynała go unikać. Nie mówiła być może wszystkiego, z jakimi problemami się zmaga. Czy to, że zaprzestał myśleć o własnym biznesie, naruszyło stabilność w ich związku? Czy może ktoś w rodzinie, albo znajomi, nagadali jej, aby go zostawiła? Czy to jego wada, klątwa niemowy jak i pochodzenie, jednak ma znaczenie? Nie powinna wiązać się ze szlamą, bo zniszczy jej to życie? Nie miał pojęcia.
Ale czuł, przeczuwał, że nie jest dobrze.
Jak długo to potrwa?
Czekał cierpliwie. Aż tego dzisiejszego wieczora zjawiła się. Ta sama, cała, wspaniałą Olivia, której uwielbiał słuchać godzinami. Bo choć on nie mógł z siebie wydobyć głosu, słyszał ją. Dzięki Merlinowi, że Śmierciożercy, nie pozbawili go słuchu.
Podszedł szczęśliwy widząc ją, nie ukrywając tego po sobie, że nawet się stęsknił. Gdyby dała mu jakąś informację, że po niego przyjdzie, być może przygotowałby się z bukietem kwiatów. A może byłaby to przesada?
Z troski zapytał, czy wszystko w porządku w języku migowym. Odczytała jego słowa bez problemu. Spoważniał, kiedy szczerze mu przyznała. Tym samym pozwolił jej się do siebie przytulić. Objął ją, jakby była jego cennym skarbem. Bowiem, była nim. Była jego światem który dawał mu sens życia.
Jedyna, która go zaakceptowała, takim, jaki jest.
Na jej prośbę z pytaniem, skinął głową w zgodzie. Ale też zapytał, dokąd chciałaby zmierzać, podczas rozmowy."- Chcesz iść do parku?" – ponownie pytanie zadał w języku migowym, składając propozycję, kiedy jej nie miał w swoich ramionach, patrząc z góry, gdyż przewyższał wzrostem. Skoro nie chciała przy ludziach, najpewniej odpadała opcja kawiarni czy baru, gdzie zawsze się udawali na jakiekolwiek posiłki czy coś wypić.
Jeżeli się zgodziła, chwycił za jej dłoń, chcąc spleść ich palce razem i pozwolić jej mówić, ruszając w kierunku miejsca docelowego. Mogła po drodze wyrzucić z siebie, co leży jej na tym ciepłym, roztapiającym lody sercu.