06.01.2025, 14:05 ✶
– Następnym razem pójdziemy do Hogsmeade – powiedziała Brenna, uśmiechając się do Olivii znad szklanki. Biorąc pod uwagę, jakie miejsce wybrały, cieszyła się, że w ogóle podają tutaj cokolwiek bezalkoholowego: herbaciarnia w Hogsmeade była o tej porze jednak zamknięta, a poza tym tam nie mogłyby porozmawiać o niektórych sprawach.
Wokół było mnóstwo ludzi. Ale tutaj nikt ich nie znał i one nikogo nie znały. Szmer rozmów – o pracy, związkach, ostatnim meczu i rodzinie królewskiej – otaczał je, dla nich bez znaczenia, element świata, z którym czasem się stykały, lecz do którego nie należały. Ich przyciszone głosy ginęły w harmidrze, a nawet gdyby ktoś usłyszał, jak opowiadały o mugolach i śmierciożercach, nie zrozumiałby ani słowa: co najwyżej wziąłby je za szalone.
– Wszystko zależy od okoliczności towarzyszących i nastawienia sędziego, ale nie liczyłabym na to, że spędzą za kratkami więcej niż trzy – cztery miesiące – przyznała. Wiedziała też, że to w żaden sposób ich nie zreformuje. Nie sądziła, by cokolwiek mogło ich zreformować: jeśli dobrze pójdzie, po prostu w przyszłości podarują sobie rękoczyny, nie mając ochoty wrócić do więzienia… Co też jednak działało może w jednym na trzy przypadki. Jednym na dwa, jeśli karę odbywano w Azkabanie: nikt nie chciał wracać w ramiona dementorów. – Wiem. Ale moja rola kończy się na dostarczeniu dowodów i zadbania o to, żeby nikt nie wykorzystał jakiegoś błędu proceduralnego.
Brenna też kiedyś była idealistką, ale ten idealizm chyba umarł w niej już przed laty. Wierzyła w to, że można coś zmienić i naprawdę próbowała, często myślała jednak o tym, że Temida nie bez powodu nosiła na oczach przepaskę. Prawo i sprawiedliwość nie zawsze chodziły w parze: bywało wręcz, że stały przeciwko sobie, jak dwie siostry, niby dążące do tego samego celu, ale mające zupełnie inny pomysł na to, w jaki sposób go osiągnąć.
– Zaskakujesz mnie, Livy. Nigdy nie sądziłam, że jesteś taka wojownicza – stwierdziła, bez choćby śladu potępienia: Olivia zawsze zdawała się jej raczej łagodna, tymczasem najwyraźniej było jednak coś w tych opowieściach na temat rudych, co są w gorącej wodzie kąpane. – Mogliście złożyć zawiadomienie. Ale niezbyt rozumiem, czemu się na ciebie gniewa, skoro to ona zaczęła?
Och, jasne, może powinna rzucić coś w stylu „bo przemoc nie jest rozwiązaniem” i „powinnaś być ponad to”, ale Brenna naprawdę za długo pracowała w BUM, żeby wierzyć w bzdury o tym, że najlepiej nadstawiać drugi policzek i przemoc rodzi przemoc. Przemoc rodziło przede wszystkim przyzwolenie na to, by ktoś ją stosował bezkarnie na słabszych od siebie.
– Tristan jest wyszkolonym aurorem. Jestem pewna, że poradzi sobie, jeśli taki Roger postanowi stanąć na jego drodze. – Nie pamiętała go zbyt dobrze: nigdy nie współpracowali nad żadną sprawą, i mijali się raczej na korytarzach Ministerstwa, ale ciężko było zapomnieć historię końca jego kariery. Nie miał szans z trójką śmierciożerców: na pewno jednak dałby sobie radę z tą dwójką, którą Olivia rozłożyła na łopatki. – Mnie obchodzi. Jeśli zaczęłyby się jakieś kłopoty, po prostu daj znać. Nie chcesz zgłaszać tego do Brygady, spróbuję zobaczyć, co da się zrobić nieoficjalnie – mruknęła i upiła ostrożnie łyk herbaty: faktycznie smakowała kiepsko, ale Brenna rzadko narzekała na jedzenie czy picie, zwłaszcza że nawykła do ministerialnej lury. – Trudno ją winić. To nie są… czasy, w których takie związki są łatwe. Właściwie to nie są czasy, w których cokolwiek jest łatwe – westchnęła. Matka Olivii i tak wykazywała się zdumiewającą jak na czystokrwistą tolerancją, po prostu pozwalając na ten związek i nie rzucając żadnych przykrych komentarzy. – Nie będę udawać, Ministerstwo jest równie blisko złapania Voldemorta, jak wynalezienia samoczarujących różdżek. To nie skończy się dziś, jutro ani w tym roku.
Ministerstwo było związane procedurami, ale też tym, że miało reprezentować całe społeczeństwo, a część społeczeństwa popierało pod pewnymi względami konserwatywne poglądy. A wielu z takimi poglądami zajmowało wysokie stanowiska.
Wokół było mnóstwo ludzi. Ale tutaj nikt ich nie znał i one nikogo nie znały. Szmer rozmów – o pracy, związkach, ostatnim meczu i rodzinie królewskiej – otaczał je, dla nich bez znaczenia, element świata, z którym czasem się stykały, lecz do którego nie należały. Ich przyciszone głosy ginęły w harmidrze, a nawet gdyby ktoś usłyszał, jak opowiadały o mugolach i śmierciożercach, nie zrozumiałby ani słowa: co najwyżej wziąłby je za szalone.
– Wszystko zależy od okoliczności towarzyszących i nastawienia sędziego, ale nie liczyłabym na to, że spędzą za kratkami więcej niż trzy – cztery miesiące – przyznała. Wiedziała też, że to w żaden sposób ich nie zreformuje. Nie sądziła, by cokolwiek mogło ich zreformować: jeśli dobrze pójdzie, po prostu w przyszłości podarują sobie rękoczyny, nie mając ochoty wrócić do więzienia… Co też jednak działało może w jednym na trzy przypadki. Jednym na dwa, jeśli karę odbywano w Azkabanie: nikt nie chciał wracać w ramiona dementorów. – Wiem. Ale moja rola kończy się na dostarczeniu dowodów i zadbania o to, żeby nikt nie wykorzystał jakiegoś błędu proceduralnego.
Brenna też kiedyś była idealistką, ale ten idealizm chyba umarł w niej już przed laty. Wierzyła w to, że można coś zmienić i naprawdę próbowała, często myślała jednak o tym, że Temida nie bez powodu nosiła na oczach przepaskę. Prawo i sprawiedliwość nie zawsze chodziły w parze: bywało wręcz, że stały przeciwko sobie, jak dwie siostry, niby dążące do tego samego celu, ale mające zupełnie inny pomysł na to, w jaki sposób go osiągnąć.
– Zaskakujesz mnie, Livy. Nigdy nie sądziłam, że jesteś taka wojownicza – stwierdziła, bez choćby śladu potępienia: Olivia zawsze zdawała się jej raczej łagodna, tymczasem najwyraźniej było jednak coś w tych opowieściach na temat rudych, co są w gorącej wodzie kąpane. – Mogliście złożyć zawiadomienie. Ale niezbyt rozumiem, czemu się na ciebie gniewa, skoro to ona zaczęła?
Och, jasne, może powinna rzucić coś w stylu „bo przemoc nie jest rozwiązaniem” i „powinnaś być ponad to”, ale Brenna naprawdę za długo pracowała w BUM, żeby wierzyć w bzdury o tym, że najlepiej nadstawiać drugi policzek i przemoc rodzi przemoc. Przemoc rodziło przede wszystkim przyzwolenie na to, by ktoś ją stosował bezkarnie na słabszych od siebie.
– Tristan jest wyszkolonym aurorem. Jestem pewna, że poradzi sobie, jeśli taki Roger postanowi stanąć na jego drodze. – Nie pamiętała go zbyt dobrze: nigdy nie współpracowali nad żadną sprawą, i mijali się raczej na korytarzach Ministerstwa, ale ciężko było zapomnieć historię końca jego kariery. Nie miał szans z trójką śmierciożerców: na pewno jednak dałby sobie radę z tą dwójką, którą Olivia rozłożyła na łopatki. – Mnie obchodzi. Jeśli zaczęłyby się jakieś kłopoty, po prostu daj znać. Nie chcesz zgłaszać tego do Brygady, spróbuję zobaczyć, co da się zrobić nieoficjalnie – mruknęła i upiła ostrożnie łyk herbaty: faktycznie smakowała kiepsko, ale Brenna rzadko narzekała na jedzenie czy picie, zwłaszcza że nawykła do ministerialnej lury. – Trudno ją winić. To nie są… czasy, w których takie związki są łatwe. Właściwie to nie są czasy, w których cokolwiek jest łatwe – westchnęła. Matka Olivii i tak wykazywała się zdumiewającą jak na czystokrwistą tolerancją, po prostu pozwalając na ten związek i nie rzucając żadnych przykrych komentarzy. – Nie będę udawać, Ministerstwo jest równie blisko złapania Voldemorta, jak wynalezienia samoczarujących różdżek. To nie skończy się dziś, jutro ani w tym roku.
Ministerstwo było związane procedurami, ale też tym, że miało reprezentować całe społeczeństwo, a część społeczeństwa popierało pod pewnymi względami konserwatywne poglądy. A wielu z takimi poglądami zajmowało wysokie stanowiska.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.