06.01.2025, 14:32 ✶
Rzut czy pójdzie Kambodża
Było coś prawie zabawnego w tym, jak oboje uznali, że są przeklęci klątwą piątków trzynastego oraz – prawdopodobnie – innych dziwnych dat – i po prostu w pewnym momencie się z tym pogodzili. Brenna jednak przywykła do brania rzeczy takimi jakimi były, przynajmniej w tych sytuacjach, gdy niewiele mogła na nie poradzić, a tutaj naprawdę nie miała dużego wyboru. Wszystkie piątki trzynastego zostawały przez nią zakreślone w kalendarzu na czerwono już w styczniu. I teraz była pewna, że szósty września też na wszelki wypadek powinna brać w specjalne kółeczko.
– Jestem pewna, że jeśli spróbujemy się kłócić, będzie tylko gorzej. Czytałeś kiedyś greckie tragedie? Jak ktoś próbował umknąć przeznaczeniu, to dochodziło do jego wypełnienia właśnie dlatego, że chciał uniknąć losu… wiesz, syn miał zabić ojca, więc ojciec porzuca syna, i syn wraca go zabić, bo nie ma pojęcia, że to jego ojciec – paplała po swojemu, kiedy powoli skierowali się z powrotem w stronę namiotu. – Hm… w sumie to… hm.
Zawahała się, zastanawiając nad tym, czy jest naprawdę gotowa na taki eksperyment. Przed oczami mignęło jej dużo możliwych scenariuszy: na przykład wsiada na pokład mugolskiego samolotu, okazuje się, że na jego pokładzie jest też Basilius, samolot rozbija się i oboje kończą przedzierając się przez jakąś głuszę… Nie. Nie była gotowa: pomijając wizję przedzierania się przez amazońską głuszę albo coś takiego, nie chciałaby zaryzykować życia innych pasażerów.
– Tylko jeśli podróż odbyłaby się dwunastego, nie trzynastego – przyznała w końcu. – Inaczej jestem pewna, że statek by zatonął, świstoklik się popsuł, samolot spadł z nieba… Naprawdę? Aż tak lubisz tańczyć, czy jesteś fanem wielkiego Mateo?
Przyspieszyła nieco kroku. Muzyka już do nich docierała, podobnie jak inne dźwięki: brzmiało to trochę tak, jakby zaczęło się poruszać w namiocie bardzo dużo osób, ale że nikt nie krzyczał, nikt nie uciekał, Brenna nie zwróciła na to większej uwagi, zwłaszcza że Basilius zaraz ją rozproszył, domagając się, by wymieniła jakiś kraj. Oczywiście, w pierwszej kolejności tak na szybko pomyślała po prostu o Francji, ale przecież on też pewnie pomyślał o jakiejś Francji i…
- Kambodża – rzuciła, dokładnie w tym samym momencie, w którym zrobił to Basilius.
A potem zatrzymała się, spojrzała na niego… i zaczęła się śmiać. Chyba był to śmiech odrobinę histeryczny. Cieszyła się, że właściwie wszyscy są w tej chwili w namiocie, słuchając muzyki wielkiego Mateo, czy jak się tam nazywał występujący.
– Powiedziałam Kambodża, bo byłam pewna, że podasz jakąś… Francję. Albo Egip. Albo Włochy – wykrztusiła w końcu, gdy zdołała się opanować na tyle, aby dobyć głosu. Strzeliła pierwszy lepszy kraj, który wydawał się jej ostatnim, jaki przeciętny Anglik wybrałby na wyjazd. – Nawet nie jestem pewna, gdzie leży Kambodża. – W Hogwarcie raczej nie przykładano dużej uwagi do nauki geografii. Właściwie to nie przykładano żadnej uwagi do nauki geografii, co najwyżej podając jakieś podstawowe informacje o innych państwach na lekcjach historii magii i mugoloznastwa, ale Kambodża nie znajdowała się w programie, Brenna zaś naprawdę niedużo wiedziała o Azji. – To gdzieś w Afryce?
Było coś prawie zabawnego w tym, jak oboje uznali, że są przeklęci klątwą piątków trzynastego oraz – prawdopodobnie – innych dziwnych dat – i po prostu w pewnym momencie się z tym pogodzili. Brenna jednak przywykła do brania rzeczy takimi jakimi były, przynajmniej w tych sytuacjach, gdy niewiele mogła na nie poradzić, a tutaj naprawdę nie miała dużego wyboru. Wszystkie piątki trzynastego zostawały przez nią zakreślone w kalendarzu na czerwono już w styczniu. I teraz była pewna, że szósty września też na wszelki wypadek powinna brać w specjalne kółeczko.
– Jestem pewna, że jeśli spróbujemy się kłócić, będzie tylko gorzej. Czytałeś kiedyś greckie tragedie? Jak ktoś próbował umknąć przeznaczeniu, to dochodziło do jego wypełnienia właśnie dlatego, że chciał uniknąć losu… wiesz, syn miał zabić ojca, więc ojciec porzuca syna, i syn wraca go zabić, bo nie ma pojęcia, że to jego ojciec – paplała po swojemu, kiedy powoli skierowali się z powrotem w stronę namiotu. – Hm… w sumie to… hm.
Zawahała się, zastanawiając nad tym, czy jest naprawdę gotowa na taki eksperyment. Przed oczami mignęło jej dużo możliwych scenariuszy: na przykład wsiada na pokład mugolskiego samolotu, okazuje się, że na jego pokładzie jest też Basilius, samolot rozbija się i oboje kończą przedzierając się przez jakąś głuszę… Nie. Nie była gotowa: pomijając wizję przedzierania się przez amazońską głuszę albo coś takiego, nie chciałaby zaryzykować życia innych pasażerów.
– Tylko jeśli podróż odbyłaby się dwunastego, nie trzynastego – przyznała w końcu. – Inaczej jestem pewna, że statek by zatonął, świstoklik się popsuł, samolot spadł z nieba… Naprawdę? Aż tak lubisz tańczyć, czy jesteś fanem wielkiego Mateo?
Przyspieszyła nieco kroku. Muzyka już do nich docierała, podobnie jak inne dźwięki: brzmiało to trochę tak, jakby zaczęło się poruszać w namiocie bardzo dużo osób, ale że nikt nie krzyczał, nikt nie uciekał, Brenna nie zwróciła na to większej uwagi, zwłaszcza że Basilius zaraz ją rozproszył, domagając się, by wymieniła jakiś kraj. Oczywiście, w pierwszej kolejności tak na szybko pomyślała po prostu o Francji, ale przecież on też pewnie pomyślał o jakiejś Francji i…
- Kambodża – rzuciła, dokładnie w tym samym momencie, w którym zrobił to Basilius.
A potem zatrzymała się, spojrzała na niego… i zaczęła się śmiać. Chyba był to śmiech odrobinę histeryczny. Cieszyła się, że właściwie wszyscy są w tej chwili w namiocie, słuchając muzyki wielkiego Mateo, czy jak się tam nazywał występujący.
– Powiedziałam Kambodża, bo byłam pewna, że podasz jakąś… Francję. Albo Egip. Albo Włochy – wykrztusiła w końcu, gdy zdołała się opanować na tyle, aby dobyć głosu. Strzeliła pierwszy lepszy kraj, który wydawał się jej ostatnim, jaki przeciętny Anglik wybrałby na wyjazd. – Nawet nie jestem pewna, gdzie leży Kambodża. – W Hogwarcie raczej nie przykładano dużej uwagi do nauki geografii. Właściwie to nie przykładano żadnej uwagi do nauki geografii, co najwyżej podając jakieś podstawowe informacje o innych państwach na lekcjach historii magii i mugoloznastwa, ale Kambodża nie znajdowała się w programie, Brenna zaś naprawdę niedużo wiedziała o Azji. – To gdzieś w Afryce?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.