06.01.2025, 14:39 ✶
Sarkazm z ust Scylli był szokujący i otrzeźwił Charlesa w jednym momencie. Oto było coś, co sprawiało, że Scylla nie była jednak eteryczną istotą z innego świata, a człowiekiem, który mógł stracić cierpliwość do głupich odzywek. Bo czy nie tym to było? Oczywiście, że nie wiedział wcześniej. Teraz się dowiedział. Uśmiech Scylli spowodował, że Mulciber zacisnął zęby i pokornie przyjął uwagę, równając swój szybki marsz z dziewczyną, wciąż nie puszczając jej dłoni. Splecione paluszki pasowały do siebie jak klucz do zamka.
- Taaak... Teraz wiem. - Zgodził się powoli. - Jesteś głodna? Wytrzymasz jeszcze chwilę? Niedługo zjemy obiad. - Obiecał, zerkając na kwiaty. Nie podejrzewał Scylli o ucztowanie na jaskrach, ale umysł podpowiadał mu, że nie było to wcale takie nieprawdopodobne. Scylla była niesamowita na wiele różnych sposobów, ale on przygotował dla niej coś lepszego aniżeli tylko trujące kwiatki. Wykupił połowę sklepu! Na blacie w kuchni czekał kurczak i ryba, świeży chleb z piekarni, ziemniaki, marchewki i cała masa innych warzyw, od cebuli, przez pomidory, na bakłażanach i ziołach kończąc. Charles nie wiedział nawet, jak bakłażanów używać, ale wydawały mu się dość eleganckie. Może jednak powinien poprosić ojca o użyczenie skrzatki Selar... Mieli jeszcze te śmieszne, skaczące owoce na deser. Wyglądały jak śliwki, ale były zdecydowanie bardziej... Magiczne. - Tak, pamiętam, że pomagałaś tacie, mówiłaś mi. Ale to więcej, niż zwykła znajomość, jesteś ekspertką! Widzisz zwykłego kwiatka z kwiaciarni i znasz nie tylko nazwę łacińską, ale jeszcze zastosowanie? Scyllo, to wspaniałe. - Cieszył się, widział jednak jej zmęczenie tematem. - Już, już zamykam usta, bo jeszcze będziesz gotowa wsadzić mi jaskra do herbaty. - Rzucił żartobliwie.
Nie puszczał jej dłoni, wręcz przeciwnie, zacisnął palce odrobinę mocniej, by nie uciekła mu na schodach.
- Na górę, i po lewej! - Poinstruował, wdrapując się za nią, prowadząc do odpowiednich drzwi. - Poczekaj, tu mam klucz... Wejdź przodem.
Uchylił jej drzwi, odkrywając wnętrze. Nowoczesne i czyste, nie było czymś, na co normalnie byłoby stać zubożałą szlachtę, taką jak gałąź Mulciberów, której pochodził, lecz to nie miało znaczenia, gdy Charlie nie musiał wstydzić się tego, gdzie mieszka.
- Taaak... Teraz wiem. - Zgodził się powoli. - Jesteś głodna? Wytrzymasz jeszcze chwilę? Niedługo zjemy obiad. - Obiecał, zerkając na kwiaty. Nie podejrzewał Scylli o ucztowanie na jaskrach, ale umysł podpowiadał mu, że nie było to wcale takie nieprawdopodobne. Scylla była niesamowita na wiele różnych sposobów, ale on przygotował dla niej coś lepszego aniżeli tylko trujące kwiatki. Wykupił połowę sklepu! Na blacie w kuchni czekał kurczak i ryba, świeży chleb z piekarni, ziemniaki, marchewki i cała masa innych warzyw, od cebuli, przez pomidory, na bakłażanach i ziołach kończąc. Charles nie wiedział nawet, jak bakłażanów używać, ale wydawały mu się dość eleganckie. Może jednak powinien poprosić ojca o użyczenie skrzatki Selar... Mieli jeszcze te śmieszne, skaczące owoce na deser. Wyglądały jak śliwki, ale były zdecydowanie bardziej... Magiczne. - Tak, pamiętam, że pomagałaś tacie, mówiłaś mi. Ale to więcej, niż zwykła znajomość, jesteś ekspertką! Widzisz zwykłego kwiatka z kwiaciarni i znasz nie tylko nazwę łacińską, ale jeszcze zastosowanie? Scyllo, to wspaniałe. - Cieszył się, widział jednak jej zmęczenie tematem. - Już, już zamykam usta, bo jeszcze będziesz gotowa wsadzić mi jaskra do herbaty. - Rzucił żartobliwie.
Nie puszczał jej dłoni, wręcz przeciwnie, zacisnął palce odrobinę mocniej, by nie uciekła mu na schodach.
- Na górę, i po lewej! - Poinstruował, wdrapując się za nią, prowadząc do odpowiednich drzwi. - Poczekaj, tu mam klucz... Wejdź przodem.
Uchylił jej drzwi, odkrywając wnętrze. Nowoczesne i czyste, nie było czymś, na co normalnie byłoby stać zubożałą szlachtę, taką jak gałąź Mulciberów, której pochodził, lecz to nie miało znaczenia, gdy Charlie nie musiał wstydzić się tego, gdzie mieszka.