Słowo "gała" było ostatnim, które kojarzyłoby mu się ze sportem, chyba że do sportu zaliczymy seks. Więc w pierwszym momencie otworzył szerzej oczy w szoku, ale zaraz słowo się zmieniło i poprawiło. Fut...bol... Słowa potrafiły być bardzo mylące, tutaj też wcale nie znaczyło, że chodzi o piłkę i stopę, chociaż nazwa na to jak najbardziej wskazywała. I potem przyszło potwierdzenie. Kopanie piłki przez mugoli. Ale że jak. Przystał na to, że zaprezentowanie mu tego będzie najlepszym pomysłem. Chyba będzie najlepszym pomysłem? Coś nowego do zobaczenia - bardzo fajnie! Zobaczenie jak mugole kopią piłkę w barze... to mogło być bardzo specyficzne doznanie i nie brzmiało wcale nudno.
- Księżniczkom. - Na to pytanie potrafił odpowiedzieć bez problemu, chociaż to nawet nie do końca było pytanie - ledwo stwierdzenie. Powinno go ta odpowiedź do poprawnej odpowiedzi, ale jakoś niekoniecznie było to nadal oczywiste. Nie dało się zaprzeczyć temu, że między nogami miał członka, a nie waginę, a to już samo przewracało mu w takim zagadnieniu mózg do góry nogami. I wcale nie czuł, po tamtym jednym dniu, że chciałby zostać kobietom. Czy to jednak jakaś kwestia przyzwyczajenia? Oparł dłoń na jego plecach i przesuwał czule palcami po jego skórze, przypatrując się na nowo jego twarzy. Nic nie wybuchło. Nic złego się nie stało. Flynn się tylko lekko uśmiechnął, wcale nie był zawiedziony ani zły. Tak jakby mogło tak być. Jakby to nie był żaden problem. Przekładał mu jeszcze nogi, nadstawiał je, albo rękę do obcałowania - w całkowitym przeciwieństwie do założenia, że uważał to w tej chwili za natrętne. Uśmiechną się przez moment. Być może powinien zapytać w następnym pytaniu, czy kiedyś pieprzył wiłe - i czy był ładniejszy od niej.
Za szybko powiedział? Jak zwykle - nie pomyślał? Kiedy padło to pytanie to gdyby wisiało jeszcze przez moment, Laurent by się pewnie wycofał. Pociągnięto za sznurek prowadzący do stanu alarmującego o czymś, o czym się wiedzieć nie chciało - nie po to było w końcu ukrywane. Z drugiej strony... wpatrywał się w niego intensywnie, bo z drugie strony jaki sens miało kolejne kłamstwo? Jaki sens miała kolejna relacja, w której wszystko będzie tylko formalnie dobrze wyglądać, a pod spodem będzie przegniłe i zepsute? Był przekonany, że były takie rzeczy, których mówić się nie powinno. Był też przekonany, że o większości jednak mówić powinni. Nie było jednak czasu na wycofanie się - na szczęście.
Na szczęście, bo to nie pozwalało bardzo gorzko się zaskoczyć w pewnym momencie. Z oczątku Laurent nie załapał, o co chodzi. Czemu miałby się o to obrazić... ale tego pytania nie sformułował na głos, bo dotarło do niego to, co Flynn ujął okrężnie. Mówił dokładnie o tym, że jak ktoś otworzy przed nim nogi to go po prostu przeleci. Tak po prostu.
I nagle wszystko znowu wydawało się brudne i pozbawione sensu. Pozbawione smaku. Bez większego znaczenia, bo dzisiaj tutaj, a jutro takie rzeczy będzie mówić komuś innemu. Nagle to miało sens. Wszystkie te sytuacje, jego słowa... tak, wanna. Czuł się winny, a nie potrafił się oprzeć. Jak on miał tego nie zrozumieć? Rozumiał. Chciał być dla Flynna tym światem i nie chciał być jak Aydaya - płacąca za wychodzące dziwki w domu, żeby nie gadały o tym, że ruchały Edwarda. A co gdyby on... jemu też się tak działo. Dlatego chciał szukać pomocy i o zgrozo - trafił na Perseusa. Oddech mu się znowu zaburzył przez zebranie na płacz, ale nawet oczy mu się nie zdążyły zaszklić. Kiwnął mu gestem dłoni - niech kontynuuje.
- Chodzi o... jakąś rzecz czy coś bardziej niematerialnego? - Odetchnął ze zmęczeniem, wracając do głaskania go. - Sekret... - Och, wiedział, jaki to sekret, ale aż ciężko mu się na sercu złożyło. Nie chciał tego mówić. - Znasz już wiele moich sekretów, o których inni nie mają pojęcia. - I o których nie chciał mówić innym. - Mam problem z wymyśleniem czegoś wartościowego... - Miał ochotę jednak napić się więcej tego ginu, chociaż już poczuł charakterystyczny, delikatny szum w głowie. - Trzymam najcenniejszy przedmiot w swoim życiu w garderobie. W magicznej kieszeni czarnej marynarki. Druga w pierwszej szafie po lewej stronie. - I chyba ją przełoży, bo inaczej zwariuje. - Jeśli to stracę... Flynn, jeśli to stracę to prędzej czy później umrę. To będzie tylko kwestia czasu. - Co za gra... - Będziesz takie rzeczy opowiadał też każdemu innemu? - Już nie pytał o to, czy chodzi o pytanie czy wyzwanie - przyjął, że Flynnowi to obojętne. Takie - rzecz jasna chodziło mu o ich seks sprzed chwili.