06.01.2025, 16:24 ✶
Ostatecznie nie zobaczył jego miny, bo się na to nie odważył. Oczekiwanie znalezienia odpowiedzi w jego oczach nie miało sensu, kiedy zacisnął własne. Sam wytykał sobie we własnej głowie, na jakie dno się stoczył. Wiedział dobrze, że opinia o Crowie nie była zbyt dobra i nie dziwił się temu - ale okrucieństwo i agresja nigdy nie były preferowanym przez niego sposobem rozwiązywania problemów. Zwyczajnie pojawiła się i działała dobrze, aż wreszcie przesiąknął nią tak, jak przesiąka się papierosowym dymem. Wcale nie lubił ranić innych jeżeli sobie na to nie zasłużyli, a już w szczególności nie chciał ranić ludzi na których mu zależało. Więc czemu to robił? Pamiętał swoje myśli kiedy w zasięgu wzroku pojawił się Cain. Był bardzo głęboko świadomy tego, że to się nigdy nie uda, a jednak robił to. Raz za razem. Nawet wtedy kiedy wrócił do cyrku był pewny, że nigdy nie spełni oczekiwań swojego brata, ale Alexander podniósł kołdrę, rujnując to jak grzecznie spał od tygodnia na podłodze czekając na zbudowanie własnego wozu i... Co miał niby do stracenia, skoro i tak chciał się zabić? No właśnie. On zwykle nie miał do stracenia nic poza czyimś zaufaniem.
Najgorsza była ta cisza. To, że nie usłyszał żadnego komentarza, nerwowego parsknięcia. Żadnej złości, którą mógłby ostudzić. Żadnych pytań, zarzutów z których mógłby się wyłgać, zamiast tego gra trwała dalej, a on już przeżywał konsekwencje, które jeszcze nie nadeszły. Żałował, że zapytał, zamiast pozwolić tej ciszy trwać. Może gdyby potrwała trochę dłużej, faktycznie by o tym porozmawiali.
Ale nagle było to - zapewnienie, że już łączyły ich jakieś sekrety. Już łączyły ich myśli, którymi nie dzielił się z innymi. Pociągnął nosem. Nie widział wcześniejszego gestu, więc przysunął się do niego i oparł brodę na jego boczku, patrząc do góry pytająco. Czy mógł? Czy jednak powinien dać mu spokój? Chciał się do niego przytulić i trwać tak znów. Wystarczyłoby tylko tyle. Pojawiła się dłoń na jego głowie i wraz z nią nabrał trochę spokoju.
Ledwo udało mu się przetrawić tekst o tym czymś, czego Laurent nie mógł stracić, kiedy jego własne wyznanie uderzyło go w drugi policzek.
- Nie. Ja... - Znów warknął, nie mogąc ułożyć tego w jakąś całość wartą przekazania. Nic tutaj nie było warte przekazania. Kolejna cholernie smutna historia o jego życiu - o poszukiwaniu bliskości, której nie dawał mu ktoś inny, o czymś złym czego na początku niby nie chciał robić, ale po czasie wchodziło mu to w nawyk i stawało się normalne. Nie potrafił wytłumaczyć tego Alexandrowi. Zaczął pleść jakieś bzdury o Pani Bovary, nie zrozumieli się nawet w najmniejszym stopniu. I nagle coś do niego dotarło. Odrobinę zaskoczył się tym, że nie dotarło to do niego wcześniej. - To nie wygląda jak z tobą. - Bo z nim robił coś więcej niż seks. Z nim rozmawiał. Z nim stawał się ofiarą nieoczekiwanej pomocy i zrozumienia. Nie dało się czegoś takiego przyrównać do klękania na obszczanej podłodze pubu. To fakt, że uległ pokusie i zdradził z nim kogoś, kto nawet nie miał pojęcia o jego skrzywieniu, ale ostatecznie... ta pokusa była czymś więcej. Laurent skutecznie ukradł go komuś innemu wcale tego nie oczekując. - Nakrzycz na mnie jeżeli chcesz - właściwie to by to preferował - ale porównujesz wypięcie się przed obcym kolesiem i szybkie podciągnięcie gaci do pokazania ci tego kim jestem. Mówiłem ci przed chwilą prawdę. - Zamilkł na moment. Nie usłyszał „pytanie” ani „wyzwanie”, więc nawet nie wiedząc czy ta gra nadal się toczy zapytał. - Cz-czy to sprawia, że nie chcesz mnie przy sobie? - I był tym wyraźnie zdenerwowany. - Wiem, że jestem gównem, ale naprawdę nie chcę - zazgrzytał zębami - cię stracić.
W jego głosie czuć było alkohol. Mimo tego miał ochotę jeszcze się doprawić.
Najgorsza była ta cisza. To, że nie usłyszał żadnego komentarza, nerwowego parsknięcia. Żadnej złości, którą mógłby ostudzić. Żadnych pytań, zarzutów z których mógłby się wyłgać, zamiast tego gra trwała dalej, a on już przeżywał konsekwencje, które jeszcze nie nadeszły. Żałował, że zapytał, zamiast pozwolić tej ciszy trwać. Może gdyby potrwała trochę dłużej, faktycznie by o tym porozmawiali.
Ale nagle było to - zapewnienie, że już łączyły ich jakieś sekrety. Już łączyły ich myśli, którymi nie dzielił się z innymi. Pociągnął nosem. Nie widział wcześniejszego gestu, więc przysunął się do niego i oparł brodę na jego boczku, patrząc do góry pytająco. Czy mógł? Czy jednak powinien dać mu spokój? Chciał się do niego przytulić i trwać tak znów. Wystarczyłoby tylko tyle. Pojawiła się dłoń na jego głowie i wraz z nią nabrał trochę spokoju.
Ledwo udało mu się przetrawić tekst o tym czymś, czego Laurent nie mógł stracić, kiedy jego własne wyznanie uderzyło go w drugi policzek.
- Nie. Ja... - Znów warknął, nie mogąc ułożyć tego w jakąś całość wartą przekazania. Nic tutaj nie było warte przekazania. Kolejna cholernie smutna historia o jego życiu - o poszukiwaniu bliskości, której nie dawał mu ktoś inny, o czymś złym czego na początku niby nie chciał robić, ale po czasie wchodziło mu to w nawyk i stawało się normalne. Nie potrafił wytłumaczyć tego Alexandrowi. Zaczął pleść jakieś bzdury o Pani Bovary, nie zrozumieli się nawet w najmniejszym stopniu. I nagle coś do niego dotarło. Odrobinę zaskoczył się tym, że nie dotarło to do niego wcześniej. - To nie wygląda jak z tobą. - Bo z nim robił coś więcej niż seks. Z nim rozmawiał. Z nim stawał się ofiarą nieoczekiwanej pomocy i zrozumienia. Nie dało się czegoś takiego przyrównać do klękania na obszczanej podłodze pubu. To fakt, że uległ pokusie i zdradził z nim kogoś, kto nawet nie miał pojęcia o jego skrzywieniu, ale ostatecznie... ta pokusa była czymś więcej. Laurent skutecznie ukradł go komuś innemu wcale tego nie oczekując. - Nakrzycz na mnie jeżeli chcesz - właściwie to by to preferował - ale porównujesz wypięcie się przed obcym kolesiem i szybkie podciągnięcie gaci do pokazania ci tego kim jestem. Mówiłem ci przed chwilą prawdę. - Zamilkł na moment. Nie usłyszał „pytanie” ani „wyzwanie”, więc nawet nie wiedząc czy ta gra nadal się toczy zapytał. - Cz-czy to sprawia, że nie chcesz mnie przy sobie? - I był tym wyraźnie zdenerwowany. - Wiem, że jestem gównem, ale naprawdę nie chcę - zazgrzytał zębami - cię stracić.
W jego głosie czuć było alkohol. Mimo tego miał ochotę jeszcze się doprawić.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.