• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 Dalej »
Przepraszam bardzo, ale nie żyje(sz)ę. | Cody & William | 14 marzec 1972

Przepraszam bardzo, ale nie żyje(sz)ę. | Cody & William | 14 marzec 1972
The Alchemistake
—I am a brain—
The rest of me is a mere appendix
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Naukowiec/Antropolog MM
William zdaje się mieć głowę w obłokach przy swoich 185 centymetrach wzrostu i wiecznie nieobecnym spojrzeniu. Burza kręconych, czarnych włosów wydaje się niezdatna do zaczesania, zazwyczaj towarzyszy jej też lekkie zmarszczenie brwi; w zamyśle, skoncentrowaniu. Skrępowany w towarzystwie mówi zbyt wiele lub za mało. Często zapomina o skarpetkach (czasami nawet o butach) czy jak wiąże sie krawat, nierzadko zapina nierówno koszule (myli guziki). Mówi dość szybko, więc czasami trudno zrozumieć zlewające się ze sobą słowa, ewentualnie nie kończy myśli, więc trzeba go ciągnąć za język.

William Lestrange
#2
27.01.2023, 02:50  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.01.2023, 03:49 przez William Lestrange.)  
Powroty z Paryża były trudne - o wiele bardziej skomplikowane niż przenoszenie się na terenie Wielkiej Brytanii, bo za każdym razem musiał komuś meldować, że przekracza granicę, tak też było w tym przypadku.
Późną nocą przemierzał Pokątną, aby wrócić do domu. Los chciał, że jego mózg nie działał tak, jak w wypadku normalnej osoby, więc zamiast udać się prosto do miejsca zamieszkania, zamyślił się i przechadzał po pustych ulicach magicznego Londynu. Wydawało mu się, że teraz jest najlepszy na to czas, w końcu kamienice i centrum stolicy miało w sobie coś sprzyjającego zadumie, jeżeli cały ten tłum, jaki okupował chodniki przed witrynami sklepów i ogólnie szerokość drogi skumulował się w pobliskich mieszkaniach, pubach oraz innych lokalach.
Przystanął spoglądając w jedną z pustych uliczek, bo wydawało mu się, że dostrzegł cień ciepłego światła, które nie pochodziło z okien okolicznych lokali. Przymrużył oczy i już miał zamiar założyć na nos okulary, które trzymał w wewnętrznej kieszeni płaszcza, gdy czerwoność światła zrobiła się intensywniejsza - uświadomił sobie, że ma do czynienia z ogniem. Bez pośpiechu podszedł bliżej zapalonego przedmiotu, który okazał się stojącym za rogiem kontenerem, zgasił płomień szybko, nie było w tym geście niczego poetyckiego czy podniosłego, ot szybka magia zapobiegawcza. Zanim jednak ogień całkowicie zniknął, Lestrange dostrzegł, że coś się za nim rusza. Z początku myślał, że były to jedynie dogasajace śmieci, okoliczny dachowiec lub jego zmęczony umysł płatał mu figle, lecz... gdy zobaczył, co, a raczej kto znajdował się w rogu uliczki zamarł, w połowie przygarbiony. Bał się, że jak wykona jakikolwiek ruch, to coś obok niego wybuchnie, że zraniona, lub martwa, osoba go zaatakuje, tak samo jak inferius, wiele lat temu, na cmentarzu.
Szybko doszedł do zmysłów, odrzucając całą emocjonalność - mimo wszystko był po kursach uzdrowicielskich, jego zadaniem było ratować życie. Nie zważając na krew podszedł do chłopaka z wyciągniętą różdżką i podpierając się o róg kontenera, ukucnął.
- Lumos - wyszeptał, a czubek różdżki zaiskrzył się delikatną, ciepłą łuną światła - padało na twarz Lestrange'a oraz na tors i brzuch rannego, ukazując ranę w całej okazałości. Naukowiec przeklął pod nosem. Sprawdził tętno i czując je poklepał, jak wywnioskował po leżącej nieopodal różdżce, czarodzieja po policzku.
- Hej, hej. Obudź się - powiedział, ale z jakiegoś powodu intuicja podpowiadała mu, że nie może być zbyt głośny, bo ktoś zaraz przybiegłby i oskarżył go o zbrodnię. Dlaczego w ogóle przeszło mu to przez myśl? Śledczy mogliby łatwo stwierdzić, że to nie Lestrange jest winien tego okropieństwa.
Długi, szaro-czarny płaszcz z grubego materiału szybko zaczął nasiąkać krwią, ale William nie zwracał na to uwagi. Wyczuwając delikatne tętno u rannego postanowił rzucić zaklęcia tamujące krew, mające trzymać wnętrzności i skórę, aby z chłopaka wszystko nie wysypało się w kolejnej fazie ratowania. Lestrange nie miał ze sobą żadnego eliksiru, aby pomóc nieszczęśnikowi. Prawdopodobieństwo, że ktoś ich tutaj usłyszy jest małe, a jak pojawi się zakrwawiony w którymś lokalu, to może tylko wzbudzić niepotrzebną panikę, poza tym jaką miał gwarancję, że w tym stanie chłopak by tego dożył? Merlin jeden wie, ile tutaj leżał, ale wnioskując po ilości straconej krwi, prawdopodobnie długo. Postanowił wziąć go ze sobą, wyleczyć tym, co miał dostępne w pracowni. Nie byli daleko swistoklika, który zawsze po wizytach w Paryżu zabierał go z powrotem w okolice domu, gdzie mieszkał z Eden. Bez zastanawiania się nad tym kolejną sekundę, wsadzi różdżkę do ust, aby Lumos przyświecało mu drogę.
- Nie nadszedł jeszcze twój czas, a już na pewno nie umrzesz samotnie, przy śmietniku, zaledwie na progu dorosłości - wymamrotał, bardziej do siebie, niż do znalezionego rannego, którego wiek mogł ocenić na nie więcej niż dwadzieścia pięć lat, tak mu się wydawało w chaotyczności tej sytuacji. Zatamował krwawienie, spowodował też, że z ciała drugiego czarodzieja miało się nic nie wylać. Zdołał podnieść go do pionu i oprzeć na sobie, aby zaraz przemierzyli kolejną przecznicę.
Droga do świstoklika była trudniejsza, niż Williamowi z początku się wydawało, ale dotarli na miejsce, a znaleziony poszkodowany wydawał się wciąż, słabo, bo słabo, ale dychać. Wszedł do domu tylnym wejściem, którego i tak zazwyczaj używał, gdy wracał późno i nie chciał budzić żony. Kiedy tylko znaleźli się w jego pracowni, nawet nie ściągając z siebie płaszcza dopadł szafkę z eliksirami, które mogłyby wzmocnić bladego, umierającego chłopaka.
- Wytrzymaj jeszcze chwilę, jeszcze trochę, już prawie - mówił bardziej do siebie, trzymając różdżkę w zębach, nawet nie mając czasu, aby zapalić większe światło, wciąż z ciepłą iskierką Lumos na jej końcu, aby oświetlić sobie fiolki.


Sometimes, I wonder if I should be medicated;
If I would feel better just lightly sedated
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cody Brandon (1870), William Lestrange (2353)




Wiadomości w tym wątku
Przepraszam bardzo, ale nie żyje(sz)ę. | Cody & William | 14 marzec 1972 - przez Cody Brandon - 24.01.2023, 08:33
RE: Przepraszam bardzo, ale nie żyje(sz)ę. | Cody & William | 14 marzec 1972 - przez William Lestrange - 27.01.2023, 02:50
RE: Przepraszam bardzo, ale nie żyje(sz)ę. | Cody & William | 14 marzec 1972 - przez Cody Brandon - 27.01.2023, 18:47
RE: Przepraszam bardzo, ale nie żyje(sz)ę. | Cody & William | 14 marzec 1972 - przez William Lestrange - 03.02.2023, 02:15
RE: Przepraszam bardzo, ale nie żyje(sz)ę. | Cody & William | 14 marzec 1972 - przez Cody Brandon - 03.02.2023, 07:39
RE: Przepraszam bardzo, ale nie żyje(sz)ę. | Cody & William | 14 marzec 1972 - przez William Lestrange - 03.02.2023, 20:17
RE: Przepraszam bardzo, ale nie żyje(sz)ę. | Cody & William | 14 marzec 1972 - przez Cody Brandon - 27.02.2023, 22:16
RE: Przepraszam bardzo, ale nie żyje(sz)ę. | Cody & William | 14 marzec 1972 - przez William Lestrange - 05.04.2023, 18:59

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa