06.01.2025, 17:41 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.01.2025, 19:13 przez Jonathan Selwyn.)
Oczywiście z wiadomych powodów nie przyznał się do tego na głos, ale widząc aurę Woody'ego i targające nim emocje, poczuł jak irytacja tym co wcześniej powiedział o Anthonym, nieco z niego schodzi. No bo przecież nie ważne ile razy pomstowałby na Woody'ego i jego wyczucie stylu, czy raczej jego brak, to tak naprawdę życzył mu jak najlepiej. I oczywiście, że obecnie w tym jak najlepiej zawierały się też życzenia takie jak ubieraj się lepiej, zrób coś z tą łysiną, czy bądź milszy dla Tony'ego, ale przecież było też tam miejsce, i to chyba największe, na zakochaj się i bądź szczęśliwy. Najlepiej z Tessą. Może powinien jakoś się zaangażować w to swatanie bardziej? Naradzić się z Brenną? Morphym? Tak to chyba był dobry pomysł. Będzie musiał się nad tym zastanowić w czasie wolnym od jego własnych problemów miłosnych.
Grzecznie czekał, wyglądając przy tym oczywiście bezbłędnie, na swoją egzekucję i nie chciał wytykać palcami, przez kogo nieco opadł dramatyzm tej sytuacji, bo ktoś nie potrafił od razu przemienić patyka w miecz, ale był to Woody.
– Oczywiście mój panie i lordzie, sir Chapeau hideux otrzymasz nawet dwie sekundy i kolekcje płaszczy po mojej śmierci – powiedział z dziwnie, jak na niego, kamienną twarzą, chociaż Woody mógł dostrzec, że walczył, aby powstrzymać uśmiech.
O! W końcu wyczarował miecz i to całkiem pożądny i to tak, że chociaż Jonathan ufał Woody'emu, że ten nie zrobi mu krzywdy, to Selwyn zaczął się nieco bać, czy jego towarzysz przypadkiem niechcący go nie upuści mu na szyję, a jednak blizny po mieczach pewnie trochę zanikały.
Egzekcujcja jednak została odwleczona w czasie (i może dobrze, bo pewnie miał ładniejsze stroje w których mógł stracić głowę, niż ten sportowy), bo oto nadeszło kolejne zagrożenie. Wstał żwawo z ziemi, otrzepał się dokładnie z trawy, poprawił włosy i spojrzał w kierunku nadchodzącego w ich stronę nieco mniej strasznego, niż inne, infernusa.
– No dobrze – rzucił z uśmiechem w stronę Woody'ego tak, że błysnęły jego białe zęby. – Chodź, musimy zobaczyć, czy to lady Brenna Longbottom postanowiła zaszaleć i naprawdę złapała jedną z tych szkarad, czy to po prostu któraś z twoich kurtek postanowiła poszukać sobie lepszego losu, z dala od pozostałych szarad i wypełza ci z szafy.
Z tymi słów poklepał Woody'ego po plecach i ruszył do boju.
Koniec sesji