06.01.2025, 18:24 ✶
– Egipt? Brzmi jak fajne rozpoczecie września – powiedziała, próbując zastanowić się, co takiego wiedziała o Egipcie poza tym, że były tam piramidy i inne fajne zabytki i aż głupio jej się było do tego przyznać, ale nic takiego nie przychodziło jej do głowy. Pamiatała, że kiedyś, jeszcze w przedszkolu, uderzyła w nos jakiegoś chłopca książka o Egipcie, tak że poleciał mu krew, ale nie dlatego, że chciała zrobić mu krzywdę, a dlatego, że bawili się w rycerzy, każde z nich miało po dwie książki z czego jedna była mieczem, a druga tarczą i... I no cóż. Najwyraźniej była lepszym książkowym rycerzem, niż tamten chłopiec. Nie było jednak pewna, czy chciała się tym chwalić. – Też tak masz, że myślisz Egipt i niby wiesz, że leży on w Afryce, ale jednak Afryka nie pasuje ci do niego? Nie mam pojęcia, czy to co powiedziałam ma w ogóle sens, ale wiesz o co chodzi.
Może jednak w Hogwarcie powinni mieć jakieś zajęcia z geografii. Albo po prostu powinna pojechać do Egiptu. Nie, że wiedziała jak w tym momencie pojechać do Egiptu. To znaczy wiedziała w teorii jak pojechać do Egiptu, w praktyce nie za bardzo.
Samo studio tatuażu było naprawdę małe i może samo w sobie nie robiło wrażenia, ale za to prace... Prace były wspaniałe. Niesamowicie różnorodne, jedne wykonane w minimalistycznym stylu, jedynie czarną kreską, inne znacznie bardziej barwne. Realistyczne, abstrakcyjne, delikatniejsze, o ostrych kreskach, mniejsze, większe, ktoś kto tutaj pracował musiał mieć niewątpliwie talent. Największą uwagę młodej Bletchley przykuły natomiast projektu tatuaży, wyglądających jak pojedyńcze pociągnięcia pędzlem po skórze.
– Theo? – rozległ się głos z wnętrza studia i w momencie kiedy odwróciła się od prac, dostrzegła jak do pomieszczenia z zaplecza wchodzi mężczyzna chińskiego pochodzenia i marszczy brwi na ich widok. – Hm, nie jesteście Theo.
Matka chyba ją w tym momencie opuściła, bo zamiast dać dobiec do jej mózgu myśli, że po prostu ktoś z kim mężczyzna miał się spotkać również nazywał się Theo wypaliła bez zastanowienia.
– Ale to jest Theo.
Mężczyzna jeszcze bardziej zmarszczył brwi i pokręcił Theo.
– Z całym szacunkiem, ale chyba wiem, jak wygląda Theo i to nie jest żaden Theo.
Może jednak w Hogwarcie powinni mieć jakieś zajęcia z geografii. Albo po prostu powinna pojechać do Egiptu. Nie, że wiedziała jak w tym momencie pojechać do Egiptu. To znaczy wiedziała w teorii jak pojechać do Egiptu, w praktyce nie za bardzo.
Samo studio tatuażu było naprawdę małe i może samo w sobie nie robiło wrażenia, ale za to prace... Prace były wspaniałe. Niesamowicie różnorodne, jedne wykonane w minimalistycznym stylu, jedynie czarną kreską, inne znacznie bardziej barwne. Realistyczne, abstrakcyjne, delikatniejsze, o ostrych kreskach, mniejsze, większe, ktoś kto tutaj pracował musiał mieć niewątpliwie talent. Największą uwagę młodej Bletchley przykuły natomiast projektu tatuaży, wyglądających jak pojedyńcze pociągnięcia pędzlem po skórze.
– Theo? – rozległ się głos z wnętrza studia i w momencie kiedy odwróciła się od prac, dostrzegła jak do pomieszczenia z zaplecza wchodzi mężczyzna chińskiego pochodzenia i marszczy brwi na ich widok. – Hm, nie jesteście Theo.
Matka chyba ją w tym momencie opuściła, bo zamiast dać dobiec do jej mózgu myśli, że po prostu ktoś z kim mężczyzna miał się spotkać również nazywał się Theo wypaliła bez zastanowienia.
– Ale to jest Theo.
Mężczyzna jeszcze bardziej zmarszczył brwi i pokręcił Theo.
– Z całym szacunkiem, ale chyba wiem, jak wygląda Theo i to nie jest żaden Theo.