Powiedzenie, że spodziewał się wierności aż po grób i po wieczność byłoby jakże słodkie - tak samo słodkie, jak nadmierne szybkie zapraszanie do swojego domu kogoś takiego, jak Flynn. Nazywanie go partnerem, mówienie o kochaniu. Wszystko to było za szybko. Ładnie powiedziana bajka, którą mógł zahaczyć w swojej głowie jak jeden z wisiorków na łańcuszku, który potem ubierze na szyje. Dekoracja. Bajka. Mrzonka. Czym jednak była wierność dla takich ludzi jak oni? Wypaczonych przez tak chorą potrzebę cielesnej bliskości... Flynn to wynosił na jeszcze wyższy poziom. Blondyn miał pewność co do tego, że gdyby mu kondycyjnie dorównywał to mogliby nie wychodzić z sypialni, albo przynajmniej wracać do niej - zaczynając przed śniadaniem, potem gdzieś po obiedzie i jeszcze po kolacji. Gdzieś w międzyczasie Flynn wisiałby przyklejony do jego nogi jak miś koala. Więc może to jednak tkwiła wina gdzieś w nim, albo w takim Alexandrze, że nie wypełniali tej potrzeby. Nie... to pewnie był tylko czynnik wpływający na częstotliwość albo prawdopodobieństwo, a może nawet nie miało to znaczenia? Chyba po prostu powinien o to wszystko zapytać. Tak... po prostu.
Po prostu - jakby to było takie proste.
Flynn znowu robił minę szczeniaczka. Plosiem, psygalnij mniem. Pogłaskał go raz, drugi, trzeci, po czym sięgnął po dużą poduszkę, żeby ją zgiąć, podłożyć pod siebie i ułożyć się na niej wygodniej. Położył dłoń na karku Flynna i zachęcająco do siebie przyciągnął. Nie zamierzał teraz rezygnować ze swojego ciepłego okrycia i pieszczot... chyba że ze strzelania gumką. Też sobie szczenię znalazło zabawkę...
Choć logika podpowiadała, żeby go wyrzucić za drzwi i zatrzasnąć je. Powiedzieć, że chyba sobie kpi, że wprost mówi o tym, że zamierza kogoś pieprzyć tylko dlatego, że ściąga majtki. Że skoro tak - jednak na niego nie zasługuje! Przecież nikt nie powinien się na to godzić, tak? A jednak mnóstwo ludzi godziło się na to i na o wiele więcej gorszych rzeczy. A Laurent nie chciał go skreślać przez to, co wiedział już od początku - że ten człowiek miał tego pierwszego, teraz ma jeszcze tego drugiego.
Proszę powiedz, że to prawda. Nie mów kłamstw. Nie czaruj, bo chcesz coś bardzo zyskać. Kłamstwa były doskonałe na dzień, miesiąc, rok. Czasami udawało się je przeciągać naprawdę długo, ale w końcu się wyłaniały. Zepsute, zgniłe i brzydkie. Wtedy już niczego nie dało się uratować. Laurent bardzo chciał, żeby to, co usłyszy, było prawdą. Żeby to wszystko było prawdą. Jakie to było przedziwne, że jego niema prośba została spełniona. Może widział to w jego niebieskich oczach. Może teraz to on sam stał się takim... szczeniaczkiem, który tylko chciał, żeby ktoś go przygarnął... i już nie odstawił tylko dlatego, że nieco wyrośnie, zmieni się, albo okaże się, że wymaga więcej opieki, niż pisali w kwestionariuszu.
- Jestem kiepski w krzyczeniu. - Przypomniał mu i uśmiechnął się do niego ulotnie. - Ufam ci, Flynn. - Więc proszę, nie złam tego zaufania. - Widzę to i lepiej rozumiem. Jakie to jest dla ciebie trudne. - Oczywiście, że było mu smutno, a ten smutek wynikał zarówno z powodu tego, że będzie sam przez to kiedyś płakał - i to pewnie nie raz. Wynikał też jednak z tego, że wiedział, że Flynn był ofiarą siebie samego. Nie przestawał go głaskać. Przeniósł się teraz z jego głowy na łopatki. - Nie, mój drogi. To nie sprawia, że cię nie chcę. - Uśmiech powrócił na jego twarz - ten łagodny, który jak balsamiczna maść koił oparzenia. - Nie mów tak o sobie. - Nie doceniał siebie samego. Ciągnął siebie samego w dół i opinie o samym sobie. Chociaż przy tym temacie... jakże to było zrozumiałe. To poczucie winy. Ucałował jego wargi. - Przecież ci powiedziałem, że chciałbym ciebie. Więc sobie z tym poradzimy. Razem. - Pogłaskał jego policzek. - Tylko mnie nie okłamuj. Proszę. - Cokolwiek by się nie wydarzyło. Nawet gdyby pięciu na raz rozpięło ten rozporek. - Chcesz dalej grać? - Upewnił się, bo mogli przejść na na całkowicie lżejsze pytania, zrezygnować... albo pozostać przy tym, jak to brnęło. - Co lubisz czytać? - Wrócił do tego, co wyszło z jego pierwszego pytania. - Pytanie.