06.01.2025, 20:27 ✶
Nie potrzebował głębszego namawiania. Przylgnął do niego szczelniej, ciaśniej. Znów otoczył go rękoma, gubiąc twarz w jego boku. Nie kontynuował tej wędrówki, ale pewnie zaraz do tego wróci. Jeszcze tylko kilka ciepłych oddechów rozbijających się o gołą skórę ud, kilka słodkich słów, na które tak naprawdę nie zasługiwał. Tak samo jak nie zasługiwał na czyjekolwiek zaufanie. Ile razy obiecywał komuś tę miłość do grobowej deski, ile razy wierzył w to, zarzekał się, że to ta jedyna miłość na zawsze? A jednak leżał właśnie w łóżku ze swoją najnowszą zdobyczą i co właściwie zmieniło się poza tym, że mówił trochę więcej? Ktoś inny pomógł mu się zmienić, nauczył go, jak się rozmawia, ale to Laurent spijał z tego śmietankę. Patrzył, jak wyrzuca z siebie kolejne wyznania i prawdopodobnie nie zdawał sobie sprawy z tego, że jest świadkiem zdarzenia absolutnie poza zasięgiem kogokolwiek innego niż on i Bletchley. Znał od lat ludzi uważających się za jego przyjaciół, niewiedzących o nim nawet kropli tego, co wiedzieli o nim oni.
Jakie to w sumie było trudne? Jego największym problemem do pojawienia się w tym obrazku Laurenta było to, że trochę bał się momentu, w którym Alexander i Cain się spotkają. Znał ich tak dobrze, aby wiedzieć, który z nich pierwszy rzuci sarkastyczną docinką, który pierwszy uderzy drugiego pięścią, który się na niego obrazi, a który z triumfem parsknie, bo problem usunął się z drogi sam. Cóż, teraz agresywna opcja zniknęła z radaru, zostały ta dająca mu radość z codzienności i ta wyrozumiała do granic możliwości i ludzkiego pojęcia, jeszcze zanim otworzył gębę i przyznał się do tego, że w ogóle jest ktoś jeszcze. I to wszystko ułożyło się w ten sposób kiedy tak bardzo się starał (czytaj: oddawał się całej trójce w każdym tego słowa znaczeniu tak długo, jak był chciany i łgał tak długo jak miało to sens). Powiedział dzisiaj do Laurenta wiele słodkich słówek, siebie zaś gnoił, ale znał przecież prawdę, tylko uciskał ją głęboko w czeluść podświadomości, żeby nie mieć jej cały czas w radarze. Może nie miał ciała leśnej rusałki, może nie miał oczu, w których tonął każdy rozmówca, jakiego widział w duecie z Laurentem, może nie śpiewał czarująco i nie ociekał pieniędzmi, nie miał stylu godnego prezentacji na brytyjskich salonach, ale wystarczył jeden dobrze zagrany uśmiech, jedno przygryzienie palca, jedno spojrzenie bystrych oczu i nagle okazywało się, że wcale się od siebie tak nie różnili. Wybrali tylko inną kurtkę i odcień szminki. Zabłądzili po przeciwnych stronach spektrum. Ich najbliżsi znajomi, widząc ich razem, wywracaliby oczami i wróżyli szybkie rozstanie lub dramat. A jednak żadne z nich nie chciało z tego rezygnować - może byli siebie warci?
- Okej - powiedział cicho. I później dodał jeszcze jedno okej, cichsze.
Pocałował jego udo i przez chwilę milczał. To było... proste. Za proste. Było w tym nie okłamuj mnie proszę, jednocześnie czuł się okłamany.
Zastukał palcami o jego kolano.
- Mmmh - znów wydał z siebie dziwny dźwięk - co lubię czytać? - A nie co czytał? - Takie krótkie, nieprzyjemne nowele o śmierci, jak Maska Czarwonego Moru Edgara Allana Poe. O, albo Doktor Jekyll i pan Hyde. - Miał więcej przykładów kosmicznych i nie tylko horrorów przerażających i chwytających za serce w zły sposób. - Ale czytam głównie techniczne rzeczy. - Nie lubił książek pisanych przez czarodziejów, bo to zawsze były jakieś pompatyczne baśnie i legendy, przynajmniej w jego percepcji. To zaś nudziło go diabelnie.
I co, teraz miał pytać o tego Dante...?
- Lubisz dziewczyny?
Czy tylko ruchał się za pieniądze i przysługi?
Jakim kurwa cudem to pytanie wydawało mu się odpowiedniejsze niż to o Dante?
Jakie to w sumie było trudne? Jego największym problemem do pojawienia się w tym obrazku Laurenta było to, że trochę bał się momentu, w którym Alexander i Cain się spotkają. Znał ich tak dobrze, aby wiedzieć, który z nich pierwszy rzuci sarkastyczną docinką, który pierwszy uderzy drugiego pięścią, który się na niego obrazi, a który z triumfem parsknie, bo problem usunął się z drogi sam. Cóż, teraz agresywna opcja zniknęła z radaru, zostały ta dająca mu radość z codzienności i ta wyrozumiała do granic możliwości i ludzkiego pojęcia, jeszcze zanim otworzył gębę i przyznał się do tego, że w ogóle jest ktoś jeszcze. I to wszystko ułożyło się w ten sposób kiedy tak bardzo się starał (czytaj: oddawał się całej trójce w każdym tego słowa znaczeniu tak długo, jak był chciany i łgał tak długo jak miało to sens). Powiedział dzisiaj do Laurenta wiele słodkich słówek, siebie zaś gnoił, ale znał przecież prawdę, tylko uciskał ją głęboko w czeluść podświadomości, żeby nie mieć jej cały czas w radarze. Może nie miał ciała leśnej rusałki, może nie miał oczu, w których tonął każdy rozmówca, jakiego widział w duecie z Laurentem, może nie śpiewał czarująco i nie ociekał pieniędzmi, nie miał stylu godnego prezentacji na brytyjskich salonach, ale wystarczył jeden dobrze zagrany uśmiech, jedno przygryzienie palca, jedno spojrzenie bystrych oczu i nagle okazywało się, że wcale się od siebie tak nie różnili. Wybrali tylko inną kurtkę i odcień szminki. Zabłądzili po przeciwnych stronach spektrum. Ich najbliżsi znajomi, widząc ich razem, wywracaliby oczami i wróżyli szybkie rozstanie lub dramat. A jednak żadne z nich nie chciało z tego rezygnować - może byli siebie warci?
- Okej - powiedział cicho. I później dodał jeszcze jedno okej, cichsze.
Pocałował jego udo i przez chwilę milczał. To było... proste. Za proste. Było w tym nie okłamuj mnie proszę, jednocześnie czuł się okłamany.
Zastukał palcami o jego kolano.
- Mmmh - znów wydał z siebie dziwny dźwięk - co lubię czytać? - A nie co czytał? - Takie krótkie, nieprzyjemne nowele o śmierci, jak Maska Czarwonego Moru Edgara Allana Poe. O, albo Doktor Jekyll i pan Hyde. - Miał więcej przykładów kosmicznych i nie tylko horrorów przerażających i chwytających za serce w zły sposób. - Ale czytam głównie techniczne rzeczy. - Nie lubił książek pisanych przez czarodziejów, bo to zawsze były jakieś pompatyczne baśnie i legendy, przynajmniej w jego percepcji. To zaś nudziło go diabelnie.
I co, teraz miał pytać o tego Dante...?
- Lubisz dziewczyny?
Czy tylko ruchał się za pieniądze i przysługi?
Jakim kurwa cudem to pytanie wydawało mu się odpowiedniejsze niż to o Dante?
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.