Dokładnie tak - co się zmieniło niby w piktogramie życia, żeby tutaj miało być inaczej? Laurent nie wierzył wcale w swoją wyjątkowość, nie wierzył w to, że tutaj jest inaczej - pewnie tak samo inaczej było z Alexanderem, tak samo inaczej było dla niego z Razielem. Wszędzie było inaczej, bo każdy oferował mu inne doznania. Poczucie żałości i nawrót wszystkiego, co zniknęło przez te kilka dni jeszcze będzie bardziej przytłaczające. Teraz chyba chronił przed tym alkohol. Bo w końcu: znów to samo, znów tak samo, znów takie błaganie, żeby było inaczej, żeby nie kłamać, żeby... ach. Zaufanie było naprawdę tragiczną walutą. Przecież nie mógł obwiniać o wszystko Flynna i mówić, że byłby bez win. Oczywiście, że malował sobie doskonałą rzeczywistość, w której wcale nie potrzebował nikogo innego, ale już siebie za dobrze znał. Miałyby mu naprawdę wystarczyć tylko oczy Flynna? Tak bardzo kochał to, że ludzie się za nim oglądali, że nie oprze się, kiedy spotka go taka sytuacja. I wtedy co? Tylko czy potrafił sobie wyobrazić sytuację, że jeśli miał kogoś, kogo chciał mieć, tę jedną osobę, to już nikt inny go na siebie nie nakręci..? To było takie... to było straszne. Nie chciał sobie tego nawet inscenizować. Że naprawdę mógłby się dać komuś oczarować, bo zawsze miał w sobie poczucie, że chce się związać z kimś na całe życie - i całym sobą. Lecz znów - czy to nie była bajeczka? Przecież przestał w to nawet wierzyć, że coś takiego dojdzie do skutku.
- Och! Znam wiersze Poe. - Spojrzał teraz tak z ukosa na Flynna, bo przecież ten człowiek poezji nie lubił. Ale z drugiej strony nie znał żadnych opowiadań ani książek tego autora. Tak, mugolską poezję można było znaleźć wśród jego półek, ale wiedza na temat ich literatury się tam kończyła. Był wyłącznie tutaj konsumentem, nie znawcą. Techniczne rzeczy... - Na przykład? - Znów zapytał jakoś tak automatycznie. Techniczne... znaczy jakie? Jakieś związane z majsterkowaniem? Matematyczne? - O konstrukcjach, instalacjach? - Czy może jednak coś jeszcze innego?
- Lubię... Ale nie tak samo, jak mężczyzn. - Pod tym stwierdzeniem mogło się kryć całkiem sporo, co sobie uświadomił - że było to całkiem nieprecyzyjna odpowiedź. - Zawsze wiedziałem, że chciałbym związać swoje życie z mężczyzną. Preferuję mężczyzn pod wszystkimi względami. - Chociaż jak myślał o swoich kochankach to nie mógłby powiedzieć, że czegokolwiek im brakowało... poza Fontaine. Jej brakowało piątej klepki, ale z nią nie był dlatego, że go zauroczyła osobowością. Mówienie o tym było trochę surrealne w tym momencie. Tuż po tej jakże krótkie rozmowie zakończonej po prostu "okej". Zaczął intensywnie obracać pierścionek na swoim palcu. - Chciałbyś mieć prawdziwe dokumenty? - Mieli na ten temat małą pogawędkę... i chciał w sumie do tego wrócić. Nie to, żeby mu na tym zależało - jemu samemu. Jak znał swoich najbliższych to... ach, zresztą. Jego ojciec mieszał się w jakieś sprawy mafii, a Atreus obijał mordy, jakby sam był bandziorem. A jego najlepsza przyjaciółka sama spotykała się z wampirem. Doprawdy - kto miałby go pod tym kątem oceniać. Ale tylko pod tym. Bo pod każdym innym, jak bardzo byli siebie warci, jak zły wpływ mógł mieć Flynn, jak bardzo mógł go zranić, bo pobawi się, a potem znajdzie kogoś lepszego i porzuci. Laurent sam widział taki mały scenariusz w swojej głowie. Chociaż starał się bardzo mocno i chciał uwierzyć w to, że może być inaczej. Dlatego chciał dom z salą ćwiczeń dla niego. Dlatego chciał... pleść przyszłość. Wspólną. Wystarczyło tamto proste zapewnienie, żeby zrobiło mu się trochę lepiej.