06.01.2025, 22:54 ✶
Nie znał „wierszów Poe”. Zdziwiłby się pewnie widząc je gdzieś - bo dlaczego miałby pisać wiersze? A nawet gdyby na nie natrafił, to by mu pewnie nie zapadły w pamięć. Nie dlatego, że nie potrafił ich zrozumieć ani docenić, po prostu... Był trochę uparty. Nie podobało mu się to i już, jak sobie człowiek coś tak postanowi to się tego podejrzanie mocno trzyma, jakby dostał na tę rzecz alergii.
I niby znaleźli jakiś punkt wspólny, mogli się właśnie wymienić fascynacją i informacjami, ale wcale nie zaczął rozmowy na ten temat. Powód był dosyć prosty - on nigdy z nikim o literaturze nie rozmawiał. Czasami, kiedy sytuacja ułożyła się w jakiś sposób, faktycznie nawiązywał do czegoś co przeczytał, ale żeby się wymieniać doświadczeniami? Żeby sobie polecać autorów, dzielić opiniami - nie. Nie doświadczył tego.
- ...o fizyce. - Doprecyzował, skoro to było oczekiwane. Jeżeli nic w oczach Laurenta nie rozbłysło, to dodał swoje wyjaśnienie. - Matematyczny opis działania świata. - Czy istniał lepszy? Nie sądził. Nie miał po co używać trudnych słów ani wymądrzać się na ten temat, zresztą nie lubił tego zupełnie i co najwyżej wciąłby się w rozmowę dwóch uczonych po dłuższej ciszy, gdyby zauważył w niej jakąś niedokładność. Sam z siebie nie zakładał, że ktokolwiek zechciałby o tym słuchać. Oprócz jednej osoby, która go o to poprosiła.
Nie lubił dziewczyn. To znaczy powiedział, że lubił - ale wcale nie brzmiało to tak jakby je lubił. Crow ani nie podzielał tego braku entuzjazmu (przecież widział ładną, mądrą, silną kobietę - spali z tą samą!), ani nie ucieszył się z tej odpowiedzi. Tym razem nie zapytał z zazdrości, tylko dla siebie. Nie naburmuszył się, nie zezłościł, nie wytknął mu nic, jedynie wrócił do zabawy tym ślicznym strojem.
- Czy chciałbym... To jest dziwaczne pytanie - zauważył, po czym dopytał czym są te prawdziwe dokumenty. - Gdybym ich naprawdę potrzebował, to bym je sobie załatwił. Jak ich nie potrzebuję... To tylko zbędny papier. - Fikcja. Jedyne do czego potrzebny był akt urodzenia to ślub. Ślub, którego mieć nie będzie. Do Fontaine nie wróci, Alexander zmienił zdanie i nie chciał mieć go za żonę. Cainowi nie zdążył opowiedzieć o swojej fantazji, a Laurent... „Chciał związać się z mężczyzną”. Ta potrzeba zostanie spełniona, a mężczyźni ślubów ze sobą brać nie mogli.
Wybity tym z rytmu wciąż wahał się nad tym, czy powinien powiedzieć to na głos. Ale musiał kiedyś wziąć się w garść, tak? Zbywanie tego dowcipami i udawanym dystansem kiedyś się wyczerpie.
- Laurent... - znów zaczął od jakiegoś wstępu, zamiast to z siebie wyrzucić od razu. - Czy gdyby Dante zmienił w sobie to, co cię od niego ostatecznie odrzuciło, to wróciłbyś do niego? - I czy nie powiedział mu o tym całym niegroźnym panie Avery dlatego, że posiadał w sobie ten sam pociągający czar co jego przeszły oprawca? Ależ to było cholernie irytujące - brak możliwości wyrzucenia tego lęku ze swojej głowy. W powrocie do niego zawierało się przecież nieme, a jednocześnie bardzo głośne zostawisz mnie dla niego.
I niby znaleźli jakiś punkt wspólny, mogli się właśnie wymienić fascynacją i informacjami, ale wcale nie zaczął rozmowy na ten temat. Powód był dosyć prosty - on nigdy z nikim o literaturze nie rozmawiał. Czasami, kiedy sytuacja ułożyła się w jakiś sposób, faktycznie nawiązywał do czegoś co przeczytał, ale żeby się wymieniać doświadczeniami? Żeby sobie polecać autorów, dzielić opiniami - nie. Nie doświadczył tego.
- ...o fizyce. - Doprecyzował, skoro to było oczekiwane. Jeżeli nic w oczach Laurenta nie rozbłysło, to dodał swoje wyjaśnienie. - Matematyczny opis działania świata. - Czy istniał lepszy? Nie sądził. Nie miał po co używać trudnych słów ani wymądrzać się na ten temat, zresztą nie lubił tego zupełnie i co najwyżej wciąłby się w rozmowę dwóch uczonych po dłuższej ciszy, gdyby zauważył w niej jakąś niedokładność. Sam z siebie nie zakładał, że ktokolwiek zechciałby o tym słuchać. Oprócz jednej osoby, która go o to poprosiła.
Nie lubił dziewczyn. To znaczy powiedział, że lubił - ale wcale nie brzmiało to tak jakby je lubił. Crow ani nie podzielał tego braku entuzjazmu (przecież widział ładną, mądrą, silną kobietę - spali z tą samą!), ani nie ucieszył się z tej odpowiedzi. Tym razem nie zapytał z zazdrości, tylko dla siebie. Nie naburmuszył się, nie zezłościł, nie wytknął mu nic, jedynie wrócił do zabawy tym ślicznym strojem.
- Czy chciałbym... To jest dziwaczne pytanie - zauważył, po czym dopytał czym są te prawdziwe dokumenty. - Gdybym ich naprawdę potrzebował, to bym je sobie załatwił. Jak ich nie potrzebuję... To tylko zbędny papier. - Fikcja. Jedyne do czego potrzebny był akt urodzenia to ślub. Ślub, którego mieć nie będzie. Do Fontaine nie wróci, Alexander zmienił zdanie i nie chciał mieć go za żonę. Cainowi nie zdążył opowiedzieć o swojej fantazji, a Laurent... „Chciał związać się z mężczyzną”. Ta potrzeba zostanie spełniona, a mężczyźni ślubów ze sobą brać nie mogli.
Wybity tym z rytmu wciąż wahał się nad tym, czy powinien powiedzieć to na głos. Ale musiał kiedyś wziąć się w garść, tak? Zbywanie tego dowcipami i udawanym dystansem kiedyś się wyczerpie.
- Laurent... - znów zaczął od jakiegoś wstępu, zamiast to z siebie wyrzucić od razu. - Czy gdyby Dante zmienił w sobie to, co cię od niego ostatecznie odrzuciło, to wróciłbyś do niego? - I czy nie powiedział mu o tym całym niegroźnym panie Avery dlatego, że posiadał w sobie ten sam pociągający czar co jego przeszły oprawca? Ależ to było cholernie irytujące - brak możliwości wyrzucenia tego lęku ze swojej głowy. W powrocie do niego zawierało się przecież nieme, a jednocześnie bardzo głośne zostawisz mnie dla niego.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.