06.01.2025, 23:16 ✶
5 grudnia
To był dla niej trudny rok. Ledwo co udało jej się dźwignąć na nogi, a już była ciągnięta w dół. Gdyby nie jej przyjaciele, którzy byli przy niej w 1971 roku, to nie wie co by się stało. Czy skończyłaby tak, jak te kilka lat temu, czy może w tej chwili nie stałaby przed wielką choinką, której gałęzie uginały się pod różnokolorowymi bombkami w fantazyjnych kształtach? To były pytania, na które nikt nie znał odpowiedzi, a nawet gdyby istniała moc, mogąca ich udzielić: nie chciałaby z niej skorzystać.
Teraz było dobrze. Idealnie wręcz, chociaż coś niepokojącego czasem gniotło ją w klatce żeber, gdy przypominała sobie, do jakiego świata przynależy. Jak teraz Laurent spędzał zimę? Jak spędzał Yule? Na pewno nie tak, jak ona. Olivia uśmiechnęła się lekko, kącikiem ust, wyjmując z kieszeni niepozorną, papierową ozdóbkę. Z daleka (z bliska w sumie też) przypominała trójkącik, lecz gdy tylko Olivia pociągnęła go za dwa końce, przemienił się w przepięknego łabędzia. Odkąd byli razem w Chinach, zaczęła interesować się wieloma rzeczami. Herbata, jej sposób parzenia, origami... łabądek to była jedna z niewielu rzeczy, które jej wychodziły. I musiał być zawsze konkretnej wielkości, bo gdy brała zbyt duży kawałek kartki, nie potrafiła zrobić tak, by na skrzydłach nie było zagnieceń. A gdy brała zbyt mały, papierowy ptaszek rozpadał się w dłoniach.
Olivia wyciągnęła różdżkę z wewnętrznej kieszeni ciepłej, zimowej kurtki i machnęła nią z zadowoleniem. Łabędź z papieru uniósł się w powietrze, a następnie oblekło go zaklęcie, mające uniemożliwić przez kilka dni zmoknięcie papieru. Po chwili zastanowienia dodała jeszcze jeden czar, dzięki któremu papierowy ptak przypominał bardziej mieniące się w słońcu szkło. Zadowolona z siebie posłała go wysoko, na jedne z wyższych gałęzi. Oczarowana patrzyła, jak trzepocze skrzydełkami i wzbija się coraz wyżej i wyżej. Życzyła swoim przyjaciołom miłości, bo przecież bez miłości nie dało się żyć. Chciała też, by jej bliscy i przyjaciele byli bezpieczni, bo przecież to, co ostatnio się działo, mocno wykraczało poza jej rozumowanie. A dla siebie? Usłyszawszy chichot dziecka gdzieś z boku, strzeliła w tamtym kierunku spojrzeniem. Nie pomyślała swojego marzenia. Wiedziała, co sobie życzy, lecz bała się nawet przepuścić te słowa przez sitko neuronów. Może za rok będzie odważniejsza.
Postać opuszcza sesję