Zdecydowanie było łatwiej razem przeciwstawiać się niedogodnościom, to w miarę im wychodziło, może nie było najłatwiejsze, ale jakoś działało. Kiedy walczyli z całym światem, a do tego ze sobą nawzajem, cóż, to była zupełnie inna bajka.
- Nie zgodziłabym się z tym. - Tyle, że nie było sensu w to dalej brnąć, bo najwyraźniej Roise wiedział swoje, jak zawsze zresztą. Jak sobie coś uwalił to nie istniała możliwość, aby udało się zmienić jego tok rozumowania. Znowu inaczej podchodzili do sprawy. Czuła, że może niepotrzebnie się na tym skupiać, nigdy nie wydawało jej się, aby był podobny do matki, przecież nie uciekł, nie pozostawił wszystkiego i nie zniknął chuj wie gdzie. Interesował się swoimi bliskimi, nawet gdy się od siebie oddalili. Nie zostawił jej, kiedy go najbardziej potrzebowała, był obok gdy musiała walczyć z dopplegangerem, wiele to dla niej znaczyło.
Tak, ta rozmowa była przeprowadzona w zdecydowanie bardziej cywilizowany sposób, niż mieli w zwyczaju. Brakowało w niej typowego dla nich podnoszenia głosu, czy przerzucania się dość agresywnie swoimi racjami. Mieli tendencje do dosyć szybkiego denerwowania się, gdy coś nie szło po ich myśli, tutaj tego brakowało. Nie sądziła jednak, że sposób przeprowadzenia tej konwersacji miał większe znaczenie, bo i tak nie mogli dojść do żadnego konsensusu. Mieli różne zdanie i wydawali się w ogóle nie brać pod uwagę tego, co druga strona miała do powidzenia.
Spodziewała się, że to co mówiła nie było tym, co chciał usłyszeć. Na pewno łatwiej byłoby zrezygnować z tego, co mieli gdyby była teraz na niego wkurzona, czy zła. Tyle, że nie chciała reagować w ten sposób, nie chciała go dłużej od siebie odpychać, sięgając po niepotrzebne komentarze, bo to nie było to, co faktycznie czuła. Po tych wszystkich rozmowach, któe tutaj odbyli przyjęła zupełnie inne podejście, bo dowiedziała się, jaki był powód tego, że postanowił ją wtedy porzucić. To wiele zmieniało, szczególnie, że wyglądało na to, że nadal czuł do niej to samo, co ona do niego.
- Może właśnie przeciwnie. - Przecież usilnie się ograniczał, trzymał się jakiegoś założenia, które nie miało najmniejszego sensu, czy faktycznie to był on? Nie wydawało jej się. Jasne, lubił miec kontrolę, kiedy się na coś uparł, to trudno było z tym walczyć, ale czy to miało jakikolwiek sens? Czy naprawdę ta decyzja nie była podjęta wbrew temu, co faktycznie czuł. Podążanie za powinnością nie powinno go warunkować w żaden sposób.
- Nie mogę kontrolować Twoich posunięć, to prawda, ale nie masz wpływu na to, co zamierzam robić, bo to działa obustronnie. - Kiedyś mógł jej narzucać chociaż odrobinę swoje zdanie - teraz, teraz była wolnym człowiekiem, nie musiała nikogo słuchać, mogła robić to, na co miała ochotę. Jasne, nie miała świadomości, gdzie był, co robił, ale nie oznaczało to, że nie poruszyłaby nieba i ziemi, gdyby zniknął z tego świata. Zresztą mimo, że mówiła mu wtedy, kiedy razem byli, że gdy doszłoby do czegoś takiego, to by się odsunęła, nie angażowała to też nie było prawdą. Za bardzo jej na nim zależało, aby zignorować coś takiego, zapewne nawet nie miałaby najmniejszego oporu, aby się zemścić.
- Niech próbuje, jak sam zauważyłeś jest stara, więc to tylko kwestia czasu. - Nie, żeby życzyła swojej matce śmierci, wcale, tyle, że nie mogła w nieskończoność wpierdalać się w jej życie. Prędzej, czy później będzie się musiała wycofać, już miała świadomość, że nie może zbyt wiele wskórać, bo jej córka była niereformowalna, nie, żeby się z tym pogodziła, ale tutaj dochodziło do bardzo mocnego starcia dwóch silnych charakterów.
- Wydaje mi się, że już dawno temu doszliśmy do tego, że żadna klątwa nie istnieje. - Nie mieszałaby w to żadnych sił czarnomagicznych, kiedyś przecież próbowali to na to zwalać, zupełnie niepotrzebnie, nie mogli pogodzić się z tym, że to może być miłość, a może nawet coś jeszcze potężniejszego. Nie powinni wracać do punktu wyjścia, mogli znowu niepotrzebnie tracić czas próbując zwalać to na jakieś klątwy, które nie istniały.
- W czym oszukiwałeś? Po prostu próbowałeś jakoś odnaleźć się na tej nowej drodze, co nie było wcale takie proste zważając na to, jaką podążałeś wcześniej. Nie wydaje mi się, aby to można było to uznać za oszustwo, Roise. - Po raz kolejny postanowiła zostać jego adwokatem, może powinna zmienić branżę i zatrudnić się w Wizengamocie, bo przychodziło jej to aż dziwnie lekko.
- i to jest najważniejsze, że te starania był prawdziwe. - Niczego więcej nie potrzebowała, od tych zapewnień. Zresztą nigdy tak naprawdę w to nie wątpiła. Dostrzegała to, że próbowali walczyć ze swoimi przyzwyczajeniami, starali się dać sobie to, co najlepsze.
- Wiem, że mogę, ale nie chcę. - Zresztą łatwo było mu mówić, chociaż nie, pewnie nie. Tyle, że czy naprawdę myślał, że jego jakże przemyślane przyzwolenie coś zmieni? No nie. Nie tego chciała, jak właściwie mogłaby ruszyć dalej mając świadomość, że on gdzieś tam istnieje. Wolała zaczekać, bez względu na to, ile to miałoby trwać. Nie zazna szczęścia, bez jego u swojego boku.
- Więc płyńmy, bez zastanawiania się nad czymkolwiek. - Chyba w końcu mieli to sobie wyjaśnić. Zamykanie się w osobnych pomieszczeniach nie powinno mieć miejsca. Skoro dali już sobie czas to wypadałoby go wykorzystać w ten najbardziej odpowiedni sposób, przecież nie mogli spędzić tutaj wieczności. To też już ustalili. W sumie może i dobrze, że powiedzieli to sobie w końcu wprost.
- Jeśli je wybierzesz, to nieco skomplikujesz mój los. - Wtedy będzie musiała zacząć go szukać za granicą, co nie do końca jej się uśmiechało. Tak, to naprawdę była już spora desperacja, ale nie zamierzała odpuszczać, nie tym razem. Mógł ją wziąć za wariatkę, w sumie to przecież była nieco opętana.
- Możesz w to wątpić, jasne, rozumiem. Wiem, że w domu byłeś kimś zupełnie innym, ale nie interesuje mnie to, co działo się poza nim, może kiedyś to do Ciebie dotrze. - Miała w nosie to po jakie metody sięgał, kogo krzywdził, nie interesowało jej to zupełnie, bo sama nie była lepsza. Nie brzydziła się przemocą, chociaż nie chciał tego do siebie dopuścić. Nie miała zamiaru się z nim spierać, nie musiał jej tego w pełni obrazować, bo naprawdę rozumiała, co miał na myśli i chyba nie robiło to na niej, aż takiego wrażenia. Tak samo nie miała problemu z tym, że jej brat mógłby kogoś przypadkowo skrzywdzić, gdy próbował się posilić, trudno, stałoby się, pomogłaby mu jeszcze ukryć ciało gdyby do tego doszło. Geraldine wcale nie była taka krystalicznie czysta i moralna jeśli o to chodzi.
- To nie jest ujmowanie sobie, po prostu wiem, jakim jestem człowiekiem i nie uważam tego za coś złego. - Nigdy też nie zależało jej na tym, aby być postrzegana jako ktoś dobry. Raczej była przyzwyczajona do tego, że jest w pewien sposób napiętnowana przez to, czym się zajmowała. W końcu mordowała zwierzęta, dla społeczeństwa to wystarczało, aby mieć ją za morderczynię. Naprawdę przywykła do tej myśli, oswoiła się z taką wizją siebie.
- Nie mam nic przeciwko temu. - Jej życie od zawsze było pełne niebezpieczeństw. Nie miała z tym najmniejszego problemu, zresztą nigdy nie sądziła, że uda jej się dożyć niewiadomo jak sędziwego wieku. Prędzej, czy później coś by ją zeżarło, co to właściwie za różnica w jaki sposób by się narażała? Dla niej żadna.
- Chujowy, czy nie, jeśli trzeba będzie to go zrealizuję. - Nie miała zamiaru zwlekać, chować się. To nie było dla niej typowe. Wolała się przygotować na każdą możliwość, zresztą próbowała to już zrobić wtedy w styczniu, tyle, że też nie chciał o tym słyszeć. Może aktualnie znajdowałaby się w innym miejscu i była sobie w stanie poradzić z większą ilością problemów, gdyby zareagował inaczej. Tym razem nie chciała odpuszczać, każdy, kolejny mijający rok uświadamiał ją w tym, że powinna sięgać po takie metody.
- Umiem dobierać sobie znajomych, czy sądzisz, że poszłabym do pierwszej, lepszej osoby, proszę cię. - Naprawdę uważał ją za taką lekkomyślną? Bez przesady. Jemu ufała najbardziej, odmówił jej pomocy, więc zamierzała podpytać w innych miejscach, jakoś musiała sobie radzić, skoro nie zamierzała pozostawać bierną. Miała wielu znajomych, łączyły ich ze sobą różne sprawy, na pewno znajdzie się ktoś na tyle uczynny, że nie będzie miał nic przeciwko temu, aby zademonstrować jej podobne praktyki.
Cóż, Roise nagle znalazł się bardzo blisko niej. Nie, żeby poczuła się przez to nieswojo, bo nie było to nic nietypowego, tyle, że nie do końca tego się spodziewała. Nie miała pojęcia, że to może wywowałć w nim taką reakcję. Jak widać srogo się myliła.
- Założyłam, że wiesz i nie chcesz żebym ja wiedziała. - To było normalne, raczej z takimi reakcjami się spodziewała. Trudno jej było zaakceptować to, że w jego przypadku było inaczej. Czyli nie chciał tego przed nia ukrywać, a po prostu nie wiedział, no pięknie...
Czuła jak jego dłonie zaciskały się na jego kolanach, starała się to ignorować, najwyraźniej musiał jakoś odreagować te rewelacje, którymi go uraczyła. No wiedziała, to nie było dla niej nic nowego, po prostu wyczuwała takie rzeczy. Nie wszyscy chcieli o tym gadać, więc wrzuciła go do tej grupy ludzi, tak po prostu.
- Przecież to dar, nie ułomność. - Jak zawsze miała swoją własną opinię na ten temat, którą nie omieszkała się podzielić, nie mogło być inaczej.
- Wiesz co, przerażające to jest bycie wilkołakiem, a i tak nie uważam, że jakoś nazbyt, tak, też ich wyczuwam, więc naprawdę mogło być dużo gorzej, ty nie robisz nikomu krzywdy. Nie masz nawet pojęcia ilu czystokrwistych ma podobne sekrety. - Mogłaby zdemaskować ich wszystkich, ale tego nie robiła. Wręcz przeciwnie, Erika kryła już od czasów nauki w Hogwarcie, gdy po pewnych wakacjach wrócił nieco odmieniony i pachniał bardziej jak pies.
- Nie wiem, czemu nigdy tego z Tobą nie zweryfikowałam, to faktycznie było głupie. Po raz kolejny wychodzi na to, że nie powinniśmy przed sobą niczego ukrywać. - Ich życie byłoby zdecydowanie prostsze.
- Yyyy? - Nie zdążyła zareagować, kiedy sięgnął po fajkę, którą miała w ustach. Naprawdę musiał być wyjątkowo mocno zdesperowany, bo nie sięgał po takie szlugi, cóż. Sama jako, że nie miała czym zająć rąk, to położyła je na jego udach, znajdowały się w końcu bardzo blisko. - To nic takiego. - Miała na myśli oczywiście jego widmowidzenie. Słowa, które padły z jej ust powiedziała bardzo spokojnym tonem spoglądając na jego twarz.