Istniały złe pytania i istniały złe odpowiedzi. Te oba się gdzieś tutaj spotkały na jednej płaszczyźnie. Z jednej strony to nie było kłamstwo - w momencie, kiedy to mówił, był święcie przekonany o tym, że właśnie tak jest. Tylko że moment, w którym to mówił, był całkowicie niepoprawny na udzielanie odpowiedzi osobie, przed którą nie chcesz unikać, udawać. Wychodzenie ze strefu komfortu, w której możesz sobie pozwolić na bycie nieuczesanym, kiedy ktoś jest w pobliżu było dla niego badaniem nowego gruntu. I zawsze wtedy zerkał na Flynna (choć starał się to robić całkiem ukradkiem), żeby się upewnić, że w tym nie ma niczego złego. W jedzeniu nie przy stole też nie było niczego złego. Okazywało się, że tak można żyć z kimś, nie tylko będąc samemu, kiedy jedynym świadkiem był Duma, Diva i Migotek. Ostatnimi czasy i Fuego, który witał go o poranku na tarasie.
Drgnął ze strachu, kiedy w tym poplątaniu pojawił się dotyk. Nawet przez moment w jego oczach dało się dopatrzeć ten strach - nieobecność w tu i teraz, a obecność między potworami przeszłości. Ciepła, szorstka dłoń. Ta sama, z której obecności się cieszył - z każdej eksploracji zakątków jego ciała. Nie odsunął się i nie uciekł - dał się przyciągnąć. Tak jego głowa spotkała się z bijącym sercem na piersi Flynna. I w tym też nie było niczego niepoprawnego. W słabości. Tak by się wydawało, bo jego głowa właśnie uprawiała gonitwę z samą sobą. To żałosne - nie powinien nawet minimalnie tak reagować.
To był jedyny tatuaż, którego nie lubił - ten na jego klatce piersiowej z tym imieniem. Nawet nie dlatego, że był tak zazdrosny o Fontaine i bardzo nieśmiało zastanawiał się (ale nie miał odwagi zadać tego pytania), czy któryś z tych tatuaży opisuje jego. Jest jakimś wspomnieniem o nim. Bo w sumie czemu niby miałby taki mieć? Nie było wtedy nic szczególnego między nimi, prawda? Byli po prostu... przypadkowo napotkanymi ludźmi przy tej samej kobiecie.
Znowu zrobiło się bezpiecznie i ciepło. Nie był tylko pewien, czy szybciej aktualnie biło to jego nędznie słabe serce, czy to, które wydawało się całą kuźnią, w której piece hutnicze trzaskały na swoich pełnych obrotach. Lubił ten dźwięk. Uspakajał go tak samo jak szum morza. Pokiwał więc twierdząco głową. Słyszę. Czy można komuś wyrwać serce i schować je do pudełeczka? I zabrać też oczy - bo Laurent chciał te oczy zachować dla siebie. Czy można to wszystko zrobić i pozwolić, by człowiek nadal żył? Wtedy nie biłoby szybko z podniecenia dla kogoś innego, a oczy nie widziałyby podniecających tyłków innych ludzi. A Dante... co było z nim nie tak, że nie potrafił go równomiernie nienawidzić?
Flynn ze swoim skillem był super efektywny. Myśl ześlizgnęła się dalej, no bo przecież chyba cały dzień dawania głowy by go nie zaspokoił. A może jednak? Przesunął stopą wzdłuż jego nogi i z powrotem. Trochę czekając. Ale... nic się nie działo. Nic nie nadchodziło. Sięgnął po jego dłoń i splótł ich palce ze sobą, żeby przyciągnąć je do siebie bliżej. Świat pełen przemocy nagle był światem, w której przemoc nie była jednokierunkowa. I nie była wycelowana w niego.
- To pytanie było złe, bo uważam je za tendencyjne. Takie, które nie ma dobrej odpowiedzi. - Odezwał się w końcu. - To jak pytanie o to, czy jeśli twoja bajka będzie mogła stać się twoim życiem to czy skorzystasz z możliwości. - Pytanie, które rani wszystkich dookoła, którego - jego zdaniem - nie powinno się zadawać i na nie odpowiadać. - Ale bajki nie istnieją, a ja bardzo chcę coś z tobą... zbudować. - I wcale nie chodziło o pieprzony dom. - Nie zdajesz sobie z tego sprawy, ale nigdy dotąd nie nazwałem nikogo partnerem. - A pewnie robiąc listę osób, z którymi się spotykali, mogliby ze sobą konkurować. Potrzebowaliby długiego pergaminu. - Choć to wszystko dzieje się dla mnie szalenie za szybko. - To ten hazard. A postawił na wyjątkowo dzikiego konia. Psa? Szczura. - Nie chciałbym tego porzucać. Ciebie porzucać. Więc... gdyby Dante magicznie się zmienił... - Laurent nawet się leciutko uśmiechnął. - Zdradzę ci kolejny sekret. - Uniósł głowę, żeby spojrzeć w twarz Flynnowi. - Lubię zazdrośników. Nie lubię przemocy, ale byłem przeszczęśliwy, kiedy ktoś złamał dla mnie nos mężczyzny, który mnie skrzywdził. Nie lubię przemocy, ale to podniecające myśleć, że ktoś będzie o ciebie walczył. - Taki jego... kolejny mały, brudny sekrecik, o którym nie mówił głośno. Położył głowę znowu. - Więc gdyby tak się stało... to chciałbym go pokokietować, żebyś z zazdrości złamał mu nos. Bo chciałbym mieć pewność, że dokonałem dobrego wyboru. - Jakby to jednak wyglądało na tym etapie? Tyle zmiennych i niepewnych... ale to, co powiedział, było prawdą - to wcale nie tak, że wybór byłby oczywisty. Prosty. Nawet pomimo tego, co powiedział. Ale tego też by nie powiedział nikomu innemu poza Flynnem. A nawet mówienie o tym do niego kosztowało go wiele wysiłku. - A jeśli pytasz, czy tak po prostu bym cię porzucił... nie, Flynn. Tego się nie robi ludziom. A na pewno nie tym, którzy stali się dla ciebie tacy dobrzy. - Wtulił się w niego mocniej - tylko w nodze zachował umiar, ale wcale jej nie cofnął. - Skoro dajesz mi swoje serce to zabiorę je ze sobą choćby w zębach do morza.