Nie, żeby ciastka były czymś, czego potrzebowała, miała ich bowiem pod dostatkiem, ale wiedziała, że dla Pani Swan odwdzięczenie się w ten sposób za zainteresowanie sprawą sporo znaczy. Sama Norka raczej stroniła od słodyczy, objadała się jedynie nimi, kiedy była mocno zdenerwowana - w ten sposób radziła sobie z narastającym stresem.
Poszukiwania kota nie były dla niej szczególnie nerwowe, znaczy to nie tak, że ignorowała to, że mogła mu się stać krzywda, jednak raczej nastawiała się, że Karmelek się skrył gdzieś daleko, bo coś go wystraszyło. Tak samo, jak miało to miejsce z Miaurycym, którego znaleźli kilka dni temu. Oczywiście okropne było to, że koteczki przed czymś musiały uciekać, nie czuły się bowiem w Dolinie bezpiecznie, co mogło świadczyć o tym, że ludziom również będzie coś groziło. Zresztą Knieja była zamknięta od maja, nie można było do niej wchodzić przez te nieszczęsne widma, to mogło być ze sobą powiązane, w końcu zwierzęta, miały wyczulone zmysły.
- Możemy zacząć tak właściwie od tego, co znajduje się nieopodal, chociaż obawiam się, że mógł zniknąć gdzieś dalej, Miaurycy, którego szukaliśmy z Tommym i jego koleżanką oddalił się dość mocno od domu. - Nie musiało to jednak oznaczać, że Karmelek działał w ten sam sposób. Mogli więc na spokojnie zacząć poszukiwania od terenu, który należał do posesji pani Swan.
Figgówna była zadowolona, że udało jej się namówić Ambroisa do tego, żeby pomógł jej w tych poszukiwaniach. Sama miałaby pewnie problem, aby nawet zajrzeć w niektóre miejsca, bo sporo z nich znajdowało się poza zasięgiem jej wzroku, no i od zawsze w jego towarzystwie czuła się jakoś tak, bezpieczniej? Nie odważyłaby się zająć tymi poszukiwaniami w pojedynkę. Nawet jeśli nie groziło im tutaj nic strasznego. Na pewno jakoś się odwdzięczy za to Greengrassowi w przyszłości, że postanowił poświęcić jej czas.
- Czy ja wiem, czy taki mroczny, nawet ja zdaję sobie sprawę z tego, że przestaje być bezpiecznie. - No, tym bardziej, że sprawa dotyczyła kotków! To naprawdę ją poruszało, chociaż to, że ludzie mogliby zastąpić koty było jeszcze gorszą opcją. Norka miała świadomość, że ostatnio działo się wiele złego. Może nie wyglądała na kogoś, kto stawiał w jakikolwiek sposób opór śmierciożercom, ale ta słodka, urocza blondynka należała przecież do Zakonu Feniksa, miała świadomość, jak wiele złego działo się wokół nich. Widma pojawiły się w Dolinie po ataku Voldemorta podczas Beltane, obawiała się, że to nie jest przypadkowe. Może to byli jego sojusznicy? Tyle, czy właściwie był w stanie wymusić na nich posłuszeństwo, z tego, co słyszała te stwory były straszne, wysysały życie, więc może i on powinien się ich bać? Cóż, pewnie szybko się tego nie dowiedzą.
- Obyś miał rację. - Tak, zdecydowanie lepiej było się nastawić pozytywnie, to przyciągało w końcu dobrą energię.
Nie dostrzegła zbliżającego się mężczyzny, gdyż całą swoją uwagę skupiała na swoim towarzyszu, musiała zadzierać głowę do góry, aby na niego patrzeć, kiedy z nim rozmawiała. Zauważyła go dopiero, gdy się odezwał, przeniosła więc wtedy swój wzrok w stronę Corneliusa, aby zobaczyć kto się do nich zbliżał.
Uśmiechnęła się promiennie na przywitanie, jak to miała w zwyczaju. Czyżby znaleźli kolejną osobę, którą będzie mogła zaangażować w sprawę zagubionych kotów, tak, to było pierwsze, co przyszło jej na myśl.
- Cześć, wyśmienicie, a Ty? - Warto było zacząć rozmowę w miarę neutralnie, czyż nie. Nie miała pojęcia, jaka relacja łączyła obecnych tutaj mężczyzn, ale wydawało jej się, że są blisko. Może więc Ambroise powinien namówić go do dołączenia do poszukiwań.
Właściwie to wydawało jej się lepszą opcją, może i potrafiła sobie nieco urobić Roisa, ale nie znała, aż tak bardzo Lestrange'a, aby próbować na nim swoich metod.