07.01.2025, 21:53 ✶
Kolejne ciche mruknięcie, kiedy był dotykany, jednocześnie wciąż nie zrobił nic sugerującego, że to było konieczne. Zwyczajnie go do siebie przytulał, zaznaczając swoją obecność dotykiem przesuwającym się z włosów na kark. Okrężne ruchy palców, momentami delikatnie naciskające na spięte mięśnie. Swobodne. Słodkie. Niepasujące do wulgarnego języka, jakim zwrócił się do niego po dłuższym okresie ciszy.
- Koło cipy mi lata to, że to pytanie było „tendencyjne” - przyznał bez ogródek. - Zadałem je bo mnie to irytowało. - A on przecież chciał szczerości, tak? - To, że poszedłeś do jakiegoś jego fagasa i nawet mi nie powiedziałeś. Wiem, że nie możesz tego przede mną ukryć, bo się zamienisz w garść jebanego popiołu, więc prędzej czy później byś mi o tym powiedział, ale... Dobra zamykam już ryj na ten temat.
Ale to nie było wszystko. Kurwa, ten tekst o lubieniu zazdrośników. Niby nic na to nie odpowiedział, dał temu tylko przepłynąć przez swoje ciało i zdawał sobie sprawę z tego, że trzymając na nim nogę Laurent czuł wyraźnie jak coś się w nim obudziło. Tylko, że wcale nie na myśl o przestawieniu komuś nosa w imię jego zadowolenia. Wręcz przeciwnie - na myśl, że to jemu mógłby utrzeć jakoś nosa, ale... No właśnie. Nie było szans, że to teraz zrobi.
Prędzej go wycałuje i to też zrobił - chociaż i tym razem użył do tego słów, a nie warg poszukujących szczęścia po jego nagim ciele.
- Nie mam już dwudziestu lat. Wiem co lubię, a co mnie wkurwia. Wiem z kim chcę być, a z kim nie chcę. Nie muszę z nikim eksperymentować. Mówisz mi, że to jest za szybko, ale gdybym nie robił nic szybko i się nie wpierdolił w twoje życie z butami, to możliwe, że byłbyś kurwa martwy na dnie tego swojego oceanu. - Wiedział jednak, że był jednym z powodów duszącego poczucia smutku, więc może to też nie był za dobry argument... - Nie chcę spać w aucie pod twoim domem i zapraszać cię powoli na jakieś losowe randki, wydłużając to wszystko w nieskończoność, skoro mi już na samym początku powiedziałeś, że cierpisz i potrzebujesz ratunku. - I zauważył jak dużo typów się obok Laurenta kręciło, ale to przecież wygodnie było przemilczeć. Kiepska by to wtedy była manipulacja. - Wiem, że facetom w moim wieku zaczyna odpierdalać, zostawiają żony i zaczynają uganiać się za jakimiś małolatami, ale to też mi koło pizdy lata. Chcę o ciebie dbać, a nie zabierać cię na spotkania na jakimś wypiździewiu i udawać, że jesteśmy kuzynami, żebyś się potem godzinami zastanawiał czy traktuję cię poważnie. Chcę żebyś tu sobie leżał i się czuł bezpieczny. - Przesunął wolną dłonią po swojej twarzy. Wolną, bo drugą miał przecież zajętą trzymaniem go przy sobie, jakby miał zaraz uciec gdzieś w bok po zorientowaniu się, że Crow pożerał go coraz bardziej. Bo to przecież było takie oczywiste - być razem, mówić sobie wszystko, znać swoje plany dnia, przekazywać mu każdą myśl żeby mógł cię uważnie obserwować i czuć się bezpiecznie z decyzją wybrania akurat ciebie. Minęły już przecież dwa tygodnie. A jak mu to wytkniesz - że to są dwa tygodnie, a nie dwa lata - to się na ciebie spojrzy pełnymi iskier oczyma i powie coś w stylu: tak mi tu dobrze z tobą, że to jakby były dwa lata. I będzie to kolejna z wielu półprawd - bo naprawdę dobrze mu tu było i robił to wszystko żeby cię zatrzymać dla siebie, ale ha - zbyt wiele w tym było chłodnej kalkulacji, żeby go tu posądzić o niewinność.
- Koło cipy mi lata to, że to pytanie było „tendencyjne” - przyznał bez ogródek. - Zadałem je bo mnie to irytowało. - A on przecież chciał szczerości, tak? - To, że poszedłeś do jakiegoś jego fagasa i nawet mi nie powiedziałeś. Wiem, że nie możesz tego przede mną ukryć, bo się zamienisz w garść jebanego popiołu, więc prędzej czy później byś mi o tym powiedział, ale... Dobra zamykam już ryj na ten temat.
Ale to nie było wszystko. Kurwa, ten tekst o lubieniu zazdrośników. Niby nic na to nie odpowiedział, dał temu tylko przepłynąć przez swoje ciało i zdawał sobie sprawę z tego, że trzymając na nim nogę Laurent czuł wyraźnie jak coś się w nim obudziło. Tylko, że wcale nie na myśl o przestawieniu komuś nosa w imię jego zadowolenia. Wręcz przeciwnie - na myśl, że to jemu mógłby utrzeć jakoś nosa, ale... No właśnie. Nie było szans, że to teraz zrobi.
Prędzej go wycałuje i to też zrobił - chociaż i tym razem użył do tego słów, a nie warg poszukujących szczęścia po jego nagim ciele.
- Nie mam już dwudziestu lat. Wiem co lubię, a co mnie wkurwia. Wiem z kim chcę być, a z kim nie chcę. Nie muszę z nikim eksperymentować. Mówisz mi, że to jest za szybko, ale gdybym nie robił nic szybko i się nie wpierdolił w twoje życie z butami, to możliwe, że byłbyś kurwa martwy na dnie tego swojego oceanu. - Wiedział jednak, że był jednym z powodów duszącego poczucia smutku, więc może to też nie był za dobry argument... - Nie chcę spać w aucie pod twoim domem i zapraszać cię powoli na jakieś losowe randki, wydłużając to wszystko w nieskończoność, skoro mi już na samym początku powiedziałeś, że cierpisz i potrzebujesz ratunku. - I zauważył jak dużo typów się obok Laurenta kręciło, ale to przecież wygodnie było przemilczeć. Kiepska by to wtedy była manipulacja. - Wiem, że facetom w moim wieku zaczyna odpierdalać, zostawiają żony i zaczynają uganiać się za jakimiś małolatami, ale to też mi koło pizdy lata. Chcę o ciebie dbać, a nie zabierać cię na spotkania na jakimś wypiździewiu i udawać, że jesteśmy kuzynami, żebyś się potem godzinami zastanawiał czy traktuję cię poważnie. Chcę żebyś tu sobie leżał i się czuł bezpieczny. - Przesunął wolną dłonią po swojej twarzy. Wolną, bo drugą miał przecież zajętą trzymaniem go przy sobie, jakby miał zaraz uciec gdzieś w bok po zorientowaniu się, że Crow pożerał go coraz bardziej. Bo to przecież było takie oczywiste - być razem, mówić sobie wszystko, znać swoje plany dnia, przekazywać mu każdą myśl żeby mógł cię uważnie obserwować i czuć się bezpiecznie z decyzją wybrania akurat ciebie. Minęły już przecież dwa tygodnie. A jak mu to wytkniesz - że to są dwa tygodnie, a nie dwa lata - to się na ciebie spojrzy pełnymi iskier oczyma i powie coś w stylu: tak mi tu dobrze z tobą, że to jakby były dwa lata. I będzie to kolejna z wielu półprawd - bo naprawdę dobrze mu tu było i robił to wszystko żeby cię zatrzymać dla siebie, ale ha - zbyt wiele w tym było chłodnej kalkulacji, żeby go tu posądzić o niewinność.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.