Tak... denerwowało go to. Zdenerwowało go już poprzednim razem. Właściwie to... z perspektywy czasu to zachowanie wydawało się irracjonalne. Nie było podyktowane jakimiś wielkimi pokładami logiki, ale czy było też w pełni podyktowane emocjami? Ufasz mu? Jego percepcja na zachowanie Flynna nie była pełna. Nie ufał temu, że pozwoliłby mu iść samemu. A gdyby pozwolił - że ta rozmowa przebiegłaby tak samo. Zależało mu na tym. Na pleceniu nici. Powolutku. Był w tym dobry - w przekonywaniu do siebie ludzi. Chciał do siebie przekonać Kierana, chociaż wiedział, że to będzie wymagało większego wysiłku. Rozumiał to. Flynn by na to pozwolił? A może właśnie byłoby o wiele lepiej, gdyby mu powiedział, bo wtedy sam by się tak nie bał. Wiedząc, że Flynn jest blisko, że wie. Może, może, może...
- Masz rację. Powinienem był ci powiedzieć. - Laurent niekoniecznie sam przeklinał i niekoniecznie lubił, kiedy rzucanie mięsem na prawo i lewo zaczynało być wplatane w co drugie słowo, ale wulgarność... do pewnego stopnia był do niej przyzwyczajony. Aż za bardzo. - Mów dalej, jeśli potrzebujesz. - Wcale nie chciał, żeby się zamykał na ten temat. Czy wylanie z siebie frustracji zresztą nie działało lepiej? Bo po samym sobie uważał, że działało. Tylko że on jakoś nie potrafił tej złości z siebie wyduszać. Zresztą - złości... miewał problem z wyduszaniem z siebie w pełni nawet tych pozytywnych emocji. Ale to zauważył właściwie całkiem niedawno.
Nie mógł tego zobaczyć, ale uśmiechnął się lekko kolejny raz. Była logika w tym, co mówił Flynn, a logika do Laurenta potrafiła szybko przemówić. Logiczne zachowania. Mające spójny sens, spójną całość. O wiele bardziej go to przekonywało niż szaleńcza miłość - bo przecież to była część bajek. A to, o czym właśnie słuchał, było otaczającą go rzeczywistością i problemami, z jakimi mierzyli się ludzie. Mówił o byciu martwym na dnie oceanu, a blondyn pomyślał o tym, czy to po prostu nie był wyścig z innymi, żeby mieć prawo tutaj leżeć. Albo przypadek. Przypadek? Nie... inaczej nie przychodziłby tutaj, czując, że należy do Alexandra, a potem nie ciął się w jego wannie. Tak, był dużą częścią tych wylanych łez i drogi na dno tej śmierci. Szokująco dużą - bo był przelaniem czary goryczy, której Laurent już nie zniósł. I nagle Śmierć wydała się mieć piękniejsze ramiona od Życia. Tylko przez chwilę.
To była błyskawiczna decyzja podjęta... w przeciągu jakiego czasu? Po tym, kiedy wyrzucił go Alexander, inaczej jakby to wyglądało? Dalej tak samo, jak wtedy. Więc po prostu jakaś druga opcja, a miał jeszcze trzecią. I nie chciał być żebrzącym kundlem o miłość, a nie chciał też nie żebrać - i zostać znowu samemu. Gdzie to się w ogóle zaczęło i jak? Głupi pierścionek i te wszystkie teksty Flynna. Była w nim doza wierności, bo przecież walczył o powroty do cyrku i zarzekał się, że Alexa nie opuści. A ten trzeci? Ciągle jakoś zręcznie omijany - Laurentowi to nie umykało. Albo pogubił się już między zeznaniami, ale nie wydawało mu się. To wszystko wydawało się nienormalne. Że nie potrafili poznawać się i pleść znajomości normalnie, bez manipulacji. Czemu? Bo byli aż tak brzydcy wewnątrz?
- Szkoda. - Ale nie można mieć wszystkiego, więc został malutki ułamek dygotania i mówienia wielkich słów, w której Laurent wcale do końca nie wierzył. W tę wielką miłość, partnerstwo. Bo nie mógł w to uwierzyć, dopóki nie znał człowieka, z którym się wiązał. Tak, było w tym wariactwo i sam to widział, bo jednocześnie chciał, żeby było dokładnie tak, jak jest - żeby spał tutaj, z nim, żeby miał swoje pokoje i... żeby to wszystko właśnie tak się działo. Wizje przyszłości nakładał na teraźniejszość, bo one już były. - Może bez tej części spania w samochodzie i... udawaniu kuzynów. - Tego nie było akurat szkoda. A to drugie było wręcz dziwne. Uniósł się i obrócił, żeby ucałować miejsce, gdzie przed momentem opierała się jego głowa. Serce, nad którym napis "Fontaine" przeczył słowom wypowiedzianym. Albo tylko naigrywał się z postawionej reguły. Ucałował kolejny fragment, przesunął językiem po napiętym mięśniu. - Chcesz dalej grać? - Przekręcił się tak, żeby wsunąć się między jego nogi. Wędrując ustami coraz niżej. Zerknął na jego twarz, przesuwając dłonią po wrażliwej skórze wewnętrznego uda.