08.01.2025, 01:49 ✶
- Nie.
Nie uciszył się bez powodu. Zwrócił jego uwagę na problem jaki widział w tej sytuacji i zrobił to bardzo dobitnie - nie widział sensu w ciągnięciu tego bardziej, bo każde kolejne słowo padające z jego ust będzie coraz paskudniejsze. Nazwał tego całego Kierana kimś nieszkodliwym - a później cierpiał tydzień i chodził taki wymięty, stracił coś co kochał i mierzył się z kolejnymi groźbami. Okej - agresja nie była dla Crowa preferowanym sposobem rozwiązywania problemów, ale była jednym z nich właśnie z powodu istnienia takich osób jak ten cholerny Avery. Nie będzie bił dzieciaków kradnących panienkom różdżki, ale jeśli ktoś schodził na Ścieżki, jeśli ktoś pracował dla kogoś z tych podłych, oślizgłych liderów podziemi, to podobnie jak on wiedział, że może zginąć w ich sprawie. I zabijał w ich sprawie. Ułatwiając podpalenie tej cholernej stajni facet wydał na siebie wyrok tego, że się przy nim nie powstrzyma - powstrzymałby się za to przy wampirze, skoro Laurent przyznał się do wodzenia go za nos.
Wywrócił oczami na to „szkoda”. Wcale nie było szkoda, a nawet jeżeli - nie będzie przychodził codziennie i czekał na to, czy tym razem motyl go wybierze i na nim usiądzie - zamiast tego natrętnie położy się obok jego ulubionych kwiatów.
- Szkoda, czyli nie podoba ci się to co dla ciebie robię? - Zapytał dziwacznym tonem, z lekkim stęknięciem wkradającym się pomiędzy słowa, bo nie dało się nie reagować na to, co Laurent robił. Wiele by oddał za to, żeby ta dłoń przesunęła się po czymś innym niż udo. Nie pomyślał szczególnie intensywnie nad tymi randkami - bo byli już umówieni w przynajmniej trzy miejsca. Piorun te plany strzelił, to fakt, ale wciąż mógł pokazać mu, że potrafił ładnie adorować go mimo skoczenia w czasie o rok.
Czy chciał jeszcze grać? Chyba nie. Słowo chcę już nie pasowało, kiedy ktoś robił to z twoim ciałem, a teraz była jego kolej na odpowiedź. Pytanie jakie zostałoby mu zadane mogło być jednym z tych, które chodziły Laurentowi po głowie od jakiegoś czasu, ale bał się zapytać, albo czymś przerażająco lekkim jak na ich wcześniejsze rozmowy. Obie opcje robiły coś nieprzyjemnego z jego głową. Przygryzł wargę, na sekundę odrywając od niego spojrzenie, żeby spojrzeć w sufit, ale szybko wrócił do tego widoku.
- Mogę... - Miał wrażenie, że skończenie teraz było gorsze, niż pozostanie przy tym co zostało tutaj powiedziane. „Tendencyjne” pytanie, do zadania którego czaił się od samego początku. Nie dało się jednak ukryć jego energii uciekającej znów w dół, zaróżawiającej policzki. - I zarezerwuj sobie czas na randkę.
Nie uciszył się bez powodu. Zwrócił jego uwagę na problem jaki widział w tej sytuacji i zrobił to bardzo dobitnie - nie widział sensu w ciągnięciu tego bardziej, bo każde kolejne słowo padające z jego ust będzie coraz paskudniejsze. Nazwał tego całego Kierana kimś nieszkodliwym - a później cierpiał tydzień i chodził taki wymięty, stracił coś co kochał i mierzył się z kolejnymi groźbami. Okej - agresja nie była dla Crowa preferowanym sposobem rozwiązywania problemów, ale była jednym z nich właśnie z powodu istnienia takich osób jak ten cholerny Avery. Nie będzie bił dzieciaków kradnących panienkom różdżki, ale jeśli ktoś schodził na Ścieżki, jeśli ktoś pracował dla kogoś z tych podłych, oślizgłych liderów podziemi, to podobnie jak on wiedział, że może zginąć w ich sprawie. I zabijał w ich sprawie. Ułatwiając podpalenie tej cholernej stajni facet wydał na siebie wyrok tego, że się przy nim nie powstrzyma - powstrzymałby się za to przy wampirze, skoro Laurent przyznał się do wodzenia go za nos.
Wywrócił oczami na to „szkoda”. Wcale nie było szkoda, a nawet jeżeli - nie będzie przychodził codziennie i czekał na to, czy tym razem motyl go wybierze i na nim usiądzie - zamiast tego natrętnie położy się obok jego ulubionych kwiatów.
- Szkoda, czyli nie podoba ci się to co dla ciebie robię? - Zapytał dziwacznym tonem, z lekkim stęknięciem wkradającym się pomiędzy słowa, bo nie dało się nie reagować na to, co Laurent robił. Wiele by oddał za to, żeby ta dłoń przesunęła się po czymś innym niż udo. Nie pomyślał szczególnie intensywnie nad tymi randkami - bo byli już umówieni w przynajmniej trzy miejsca. Piorun te plany strzelił, to fakt, ale wciąż mógł pokazać mu, że potrafił ładnie adorować go mimo skoczenia w czasie o rok.
Czy chciał jeszcze grać? Chyba nie. Słowo chcę już nie pasowało, kiedy ktoś robił to z twoim ciałem, a teraz była jego kolej na odpowiedź. Pytanie jakie zostałoby mu zadane mogło być jednym z tych, które chodziły Laurentowi po głowie od jakiegoś czasu, ale bał się zapytać, albo czymś przerażająco lekkim jak na ich wcześniejsze rozmowy. Obie opcje robiły coś nieprzyjemnego z jego głową. Przygryzł wargę, na sekundę odrywając od niego spojrzenie, żeby spojrzeć w sufit, ale szybko wrócił do tego widoku.
- Mogę... - Miał wrażenie, że skończenie teraz było gorsze, niż pozostanie przy tym co zostało tutaj powiedziane. „Tendencyjne” pytanie, do zadania którego czaił się od samego początku. Nie dało się jednak ukryć jego energii uciekającej znów w dół, zaróżawiającej policzki. - I zarezerwuj sobie czas na randkę.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.