Atmosfera w kuchni zaczynała się robić dusząca. Wyjście na zewnątrz, na świeże powietrze wydawało jej się właściwe. Skoro tym razem nie chciał iść sam nie zamierzała oponować. W końcu nie zdecydowali się zostać w tym miejscu po to, aby spędzać czas w samotności. Nie dlatego postanowili dać sobie tutaj te kilka dni.
Mimo, że nadal nie wiedziała właściwie po co się na to zdecydowali, bo tego też jakoś jasno nie określili, to ciągle wydawało jej się to odpowiednie. Zadała mu kilka niewygodnych pytań, od których tym razem nie mógł uciec, dzięki temu, że nieco pomogła mu wydusić z siebie odpowiedzi, które i tak niczego nie wniosły, ale to nie było istotne.
Nadal nie zamierzali stąd odejść, nadal chcieli spędzić ze sobą nieco czasu. Nie spodziewała się, że przyniesie to jakieś zmiany, bo usrał się na to, że nie miało to służyć niczemu konkretnemu, ale nie kłóciła się z nim o to. Wyjątkowo po prostu wymieniali się swoimi bardzo różnymi poglądami na ten temat. Bez krzyków, wrzasków, kłótni. To też było coś nowego, może powinna częściej mu dolewać czegoś do herbaty? Na pewno rozważy taką możliwość.
Dla Roisa to nie było nic niezwykłego, zazwyczaj, kiedy przestawał nad sobą panować to wychodził, żeby nieco ochłonąć, nigdy jednak nie proponował jej, aby mu towarzyszyła. W Whitby zazwyczaj po prostu obserwowała sytuację i czekała na odpowiedni moment, w którym może do niego podejść, czasem trwało to krócej, czasem dłużej, ale nie mieli problemu z tym, aby się do siebie ponownie odezwać, nie żywili do siebie niewiadomo jak dużej urazy, potrafili sobie wybaczać i schodzić z tonu.
Tym razem nie doszło między nimi do żadnej sprzeczki, ale i tak nie dało się nie czuć pętli która z każdą minutą coraz bardziej zacieśniała się na szyi. Niby czegoś chcieli, każde czegoś innego, a tak naprawdę nie do końca potrafili ustalić, jak miałaby wyglądać ich relacja w najbliższym czasie. Trudno było ustalić cokolwiek, kiedy każde chciało czegoś innego.
Wrzosowiska w tym okresie były wyjątkowe. Mieniły się różnymi odcieniami fioletu, uwielbiała tutaj przebywać w tym czasie, zawsze napawała się widokiem kwiatów, to było wyjątkowe. Spędzali w ten sposób czas wiele razy wcześniej - leżąc i grzejąc się we wrześniowym słońcu. Tyle, że teraz nie do końca istnieli oni, wszystko było zupełnie inne, ale te wrzosowiska się nie zmieniły, one nadal wyglądały jak wcześniej. Jedyna stała w ich wspólnym życiu.
Świeże powietrze oczyszczało umysł, chociaż czy aby na pewno. Dużo się wydarzyło w ciągu dwóch dni, przeszli przez wiele etapów rozmowy, krzyczeli na siebie, próbowali się ranić, później nadszedł smutek, który chyba wisiał nad nimi do teraz. Nie tak sobie wyobrażała swoją przyszłość, kiedy pierwszy raz postawiła nogi w tym miejscu. Jak widać nie do końca miała wpływ na to, jak mogło lub miało wyglądać jej życie, ich życie.
Alkohol nie przynosił ukojenia, nie otumaniał jakoś bardzo. Zbyt wiele myśli kłębiło jej się w głowie, aby mógł je wszystkie zagłuszyć, mimo wszystko co chwila sięgała po butelkę, którą się wymieniali. Liczyła na to, że może kilka łyków więcej pozwoli jej się znieczulić.
Milczeli, co w sumie chyba było im potrzebne. Nigdy jeszcze chyba nie wymienili ze sobą tylu słów, zupełnie sprzecznych ze sobą. Każde miało swoją wizję, która zupełnie nie wpasowywała się w tę drugą. Nie było między nimi jasności.
Siedziała tuż obok niego, jednak póki co nie zdecydowała się, aby legnąć na ziemi. Wpatrywała się w horyzont, jakby próbowała znaleźć w nim jakiekolwiek odpowiedzi, niestety wszechświat chyba nie chciał jej ich dać. Poczuła palce, które przesuwały się po jej boku, robił to bezwiednie, czy celowo? Mieli takie odruchy, które przychodziły im całkiem naturalnie w swoim towarzystwie.
Czy powinna skorzystać z okazji, zbliżyć się do niego ponownie, właściwie czemu nie, przecież nie było w tym nic złego. Ustalili, że mogą to robić? W sumie nic nie ustalili, ale nadal tkwili tutaj zawieszeni w rzeczywistości. Skorzystała więc z okazji, kolejna mogłaby się nie powtórzyć. Osunęła się w końcu na niego, przywarła ciałem do klatki piersiowej mężczyzny, przymykała oczy, żeby się nie skupiać na niczym konkretnym, tylko na cieple jego ciała. Nim to jednak zrobiła dostrzegła niewielką dżdżownicę, która spacerowała między wrzosami. - Czy kochałbyś mnie gdybym była robakiem? - Na szczęście miała zamknięte oczy, więc nie mogła dostrzec jego rekacji na swoje pytanie. Nie miała pojęcia, czy herbatka jeszcze na niego działa, czy już było po sprawie. - Dżdżownicą, konkretniej. - Postanowiła dodać, gdyby miał jakieś wątpliwości, co do tego o jakiego konkretnie robaka jej chodzi.