Nie wziął sobie do serca tej niedojrzałej odgryzki, zwłaszcza, że sam zaczął, doskonale wiedząc, że Ambroise zawsze miał talent do formułowania absurdalnych komentarzy. Jego ton był ironiczny, a Cornelius nie potrafił się powstrzymać od przewrócenia oczami. Znał go na tyle dobrze, by wiedzieć, że jego żarty miały na celu rozładowanie atmosfery, nawet jeśli czasami były nieco kontrowersyjne. On sam był mężczyzną, który preferował konkretne rozmowy, ale czasami pozwalał sobie na chwilę wytchnienia od powagi. Przez moment pomyślał, jak bardzo brakowało mu tego rodzaju interakcji w ostatnich tygodniach, gdy zanurzył się w pracy. Najwidoczniej tak bardzo, że aż... śmierdział? Zmrużył jedno oko, drugim okiem łypiąc na Greengrassa, bo jakoś mu, kurwa, nie dowierzał. Co prawda, jako koroner, był przyzwyczajony do tego zapachu, który dla innych mógł być odpychający, ale dla niego był częścią codzienności. Od zawsze, odkąd przyjął propozycję z Ministerstwa, towarzyszył mu specyficzny aromat, który z czasem stał się dla niego niemal neutralny. Miał świadomość, że wielu ludzi nie potrafiłoby znieść tej części specyfiki jego pracy, ale on już dawno się do niej przyzwyczaił, nie czując woni formaliny wplecionej we włókna ubrań. W końcu, co by tu się dziwić? W pracy z ciałami, trudno było uniknąć zapachów, które dla innych mogły być nie do zniesienia. Z charakterystycznym dla siebie nikłym uśmiechem, pokiwał głową, jakby przyjmował to jako wyzwanie. Tak było, nie kłamał, partia została podjęta, piłeczka - rzucona i odbita.
- Oh, „Eau de Autopsie”. Korzystam z niego zawsze, gdy nie ma mnie w pracy. Mają też serię dedykowaną dwunastogodzinnemu wycieraniu wymiotów z kitla. - Odparł, starając się zachować powagę, mimo że w jego głosie pobrzmiewała nuta żartu. Z łaski swojej nie dodał „i sraczki”, bo byli w towarzystwie damy, a on pilnował się przed zbyt ekspresywnymi, dosadnymi żartami w obecności osób trzecich, które mogły nie docenić jego poczucia humoru, wbrew pozorom, całkiem niepoważnego i niereformowalnego, jak na kogoś o podobnym statusie.
- Poza tym, cóż, gdybyś nie był takim przeczuleńcem, mógłbyś docenić, jak dobrze to komponuje się z moimi osiągnięciami. To nie jest zapach kostnicy, to aromat sukcesu zawodowego, ale wiem, wiem, nie wszyscy tutaj mogą to zrozumieć. - Dodał, z błyskiem w oku, wiedząc, że jego znajomi z pewnością dostrzegli ironię w jego słowach, bo nie ukrywał jej w żaden sposób, w szczególności czując, że jego drobny pstryczek trafił dokładnie tam, gdzie powinien. A miał trafić przede wszystkim do Ambroise'a, nie umykając blondynowi, bo Nora bez dwóch zdań odnosiła sukces w swojej piekarni, a więc cel został osiągnięty. Chciał, by jego przyjaciel w końcu wziął sobie do serca jego wcześniejsze sugestie, mimo tego, że był świadomy tego, że to nie moment na takie rozmowy. W towarzystwie osób trzecich, nie zwykł prowadzić prywatnych konwersacji na drażliwe tematy. Kiedy Nora zadała mu pytanie o samopoczucie, odbijając jego pytanie, nie wahał się długo.
- Całkiem bezbłędnie. Wolny dzień i takie tam. - Cornelius uśmiechnął się w odpowiedzi, wciąż zachowując neutralny dystans, czując, że takie podejście było odpowiednie w tej sytuacji. Choć nie znał jej zbyt dobrze, wydawała mu się sympatyczną osobą. - Słuchajcie, nie będę wam dłużej przeszkadzał, bo chyba jesteście zajęci. - Z lekkim skinieniem głowy, Lestrange odwrócił się, gotowy wypowiedzieć pożegnanie i ruszyć dalej.