Wpatrywała się w Roisa dłuższą chwilę, faktycznie, chyba zapomniała o tym wspomnieć? Cóż, zapomniała, a może nie chciała, żeby uznał ją za wariatkę, która zamierzała uratować każdego kota w Dolinie... Miała jednak trochę za długi język i oczywiście wszystko wypeplała. - Myślałam, że Ci o tym mówiłam, gapa ze mnie. - Uśmiechnęła się przy tym uroczo, jak miała w zwyczaju. - Ja? Do Doliny? Nigdy w życiu, ledwo przeniosłam się do Londynu, dobrze mi tam. Tutaj bywam często, bo wiesz, Erik, moja babcia, jakoś tak. - Mieszkała tam raptem pół roku i na pewno nie chciała tego zmieniać. Przez całe swoje dorosłe życie walczyła o to, żeby kupić i wyremontować cukiernię, więc zamierzała się tego trzymać. Cóż, jej życie nieco się ostatnio skomplikowało, ale chyba nie był to dobry moment na to, aby opowiadać o tym teraz Ambroisowi. Nie spotkali się tutaj przecież po to, aby plotkować. Jak znajdą kota, to może znajdzie chwilę, aby mu się wyspowiadać z tego, co przytrafiło jej się w ostatnim miesiącu.
- Tak, na pewno masz rację, ale lepiej dmuchać na zimne, czy coś. Ostrożności nigdy zbyt wiele. - W końcu nawet w miejscach, które wydawały się być bezpieczne mogło pojawić się zagrożenie. Figgówna miałą tego świadomość, teraz jednak chyba nie mogła czuć się bardziej bezpiecznie, bo pojawił się obok nich kolejny, znajomy mężczyzna. Swoją drogą musiała wyglądać całkiem zabawnie między tymi wielkoludami. Nie miała pojęcia skąd brali się tacy wysocy ludzie, w sumie jej brat też był podobnych rozmiarów... Może to ona była nienaturalnie niska? Mrugnęła dwa razy, żeby przestać myśleć o pierdołach, bo to nie było istotne.
Przenosiła wzrok to na jednego, to na drugiego mężczyznę, nie do końca rozumiejąc ich wymianę zdań, to musiały być jakieś branżowe dowcipy, czy coś, ale nie zamierzała im w tym przeszkadzać. Najwyraźniej byli dość blisko.
Oczy błysnęły jej, kiedy Cornelius wspomniał o tym, że ma wolny dzień. CÓŻ ZA ZBIEG OKOLICZNOŚCI. No, idealnie się składało. Nie mogłaby z tego nie skorzystać, nim jednak się odezwała próbowała wzrokiem dać znać Ambroisowi, aby on może zaproponował koledze, by do nich dołączył. Wydawał się jednak nie zauważać tego spojrzenia, cóż, nic dziwnego, skoro znajdowała się na wysokości ich piersi.
- Jeśli masz wolny dzień i takie tam... - Zebrała się na odwagę, aby spróbować go zaangażować w te drobne, samozwańcze poszukiwania kota. Najlepiej byłoby to zrobić tak, żeby nie miał jak jej odmówić.
- Tak właściwie, to Ambroise pomaga mi znaleźć kota, Karmelka, pewnie słyszałeś o tym, że ostatnio w Dolinie sporo futrzaków nie wracało do domu. - Do meritum Figg, tak, chociaż nie miała pojęcia, czy Cornelius faktycznie był zaznajomiony z tematem. - Na pewno przyda nam się pomoc, może zaczniemy od tego ogrodu? - Nie pytała go o to, czy ma ochotę pójść z nimi, po prostu sama ruszyła w stronę ogrodu pani Swann, żeby zacząć poszukiwania od najbliższej okolicy.