Richard nie musiał zbyt wiele tłumaczyć. Nie musiał nic tłumaczyć. Zarówno jeden i drugi widzieli wszystko na własne oczy. Byli świadkami tych wszystkich wydarzeń - nawet, jeżeli mogli nie bardzo chcieć. Nie mieli wyboru.
Borgin podjął wyzwanie ale zaraz pokręcił głową słysząc, że Robert miał atak. Byliśmy na Lammas... Też w zasadzie był, chociaż musiał nie widzieć tych zdarzeń. Może i lepiej? Merlin jeden wiedział jak Stanley pod przykrywką mógł zareagować na to wszystko. Na widok, że jego własny ojciec potrzebuje pomocy... a przecież był łakomym kąskiem dla Ministerstwa, które z wielką chęcią chciało, aby ich odwiedził w ten czy inny sposób.
- Co mogę Ci więcej powiedzieć? - zapytał retorycznie - Zapewniam Cię, że mi wycieczki do Francji nie zaproponował. Zresztą i tak głównie się ze mną kontaktuje jeżeli czegoś potrzeba - zauważył - Kiedy trzeba coś zrobić rękoma innych osób - dodał. W gruncie rzeczy taki kontakt był lepszy, niż żaden. Dało się jednak dostrzec, że była to raczej relacja biznesowa, niż na linii ojciec-syn.
Sprawdza mnie... Powtórzył w myślach po swoim wuju. Kogo nie sprawdzał Robert Mulciber? W końcu był to całkiem sprawny manipulant, który wiedział jak pociągać sznurkami, aby ludzie mu grali tak, jak on im zagra. Nie Ty pierwszy Richardzie... Nie Ty ostatni. Skwitował to we własnych myślach.
Borgin nie wybierał imienia swojego pracownika. Los chciał, aby miał zbieżne imię z kimś bliskim dla Mulciberów. Z kimś niekoniecznie dobrze wspominanym. Nie mniej jednak, ten Francis był oddanym pracownikiem i godnym zaufania człowiekiem, a przynajmniej według Stanleya.
- Jasne. Zabierz - pokiwał głową na zgodę. Spróbował zwędzić skrzata dla Roberta ale nie do końca to się udało. Nikt nie mógł mu zarzucić, że nie zrobił niczego w tej kwestii. Dokonał próby? Dokonał. Nie udała się? Niestety nie.
Jako, że Mulciber odmówił alkoholu, Borgin nalał tylko odrobinę dla siebie na sam dół szklanki. Również nie pił zbyt dużo. Dzisiaj jednak były to na tyle małe drinki, że nie robiły mu większej różnicy, wszak i tak nie miał zamiaru się upić.
- Jeżeli żona mu wystarczy... - również podkreślił słowo "żona", chociaż mogli mówić jej po imieniu, które znali - To tak będzie. Znasz swojego brata najlepiej - zapewnił, stawiając sprawę jasno. To Ty stawiasz warunki w kwestii Roberta To chciał przekazać mu swoją wypowiedzią. Respektował tą zasadę i jej nie kwestionował.
- Jest zabezpieczony wystarczająco na tyle, abyśmy mogli swobodnie rozmawiać. Nie musisz się niczego obawiać - odparł - Zamieniam się w słuch - dodał, biorąc mały łyk ze szklanki.
Jeżeli Richard szukał kogoś, kto miał na bakier z prawem... trafił idealnie. Nie było chyba drugiego Mulcibera do którego mógłby się z tym zgłosić. Może jedynie do Sauriela ale prawda była taka, że ten i tak zapewne zostałby wciągnięty w "robótkę" w razie potrzeby.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972