Tego też jej okropnie brakowało. Roise w końcu poza tym, że był jej partnerem, kochankiem, jak zwał tak zwał, był przede wszystkim jej najlepszym przyjacielem. Tu nie chodziło wyłącznie o fizyczność, to zawsze była dużo silniejsza więź. Przez te półtora roku nie mieli szansy rozmawiać w ten sposób, kiedy już dochodziło do jakiegoś starcia to było ono pełne negatywnych emocji, ewentualnie strzelali w siebie piorunami z oczu. Teraz było tak lekko, przyjemnie, cóż - naprawdę tego potrzebowała. Dobrze było choć przez chwilę się niczym nie przejmować. To było coś nowego w ostatnim czasie.
Droczył się z nią, miała tego świadomość, przekomarzli się przecież dość często, to nie było czymś wyjątkowym, chociaż ostatnio raczej nie dopuszczali do rozmów w podobnym tonie. Łatwiej było trzymać się od siebie na dystans, gdy ziali chłodem, ale czy faktycznie to było właściwe. Męczyli się w tym przecież, dużo łatwiej było im traktować się w ten naturalny sposób, który trudno było ukrywać. Zakładanie masek im nie służyło. Zresztą prędzej, czy później pękali, o tym też wiedzieli, bo przecież doświadczyli tego podczas tych wszystkich lat, które razem spędzili. To było zupełnie niepotrzebne, zależało im na swoim szczęściu, więc może po prostu lepiej było zachowywać się w ten niewymuszony sposób.
- Mów tak dalej. - Tak, podbudowywało to jej i tak dosyć wysokie ego. Dobrze było wiedzieć, że i to się nie zmieniło, nadal tak było, nadal była jego jedynym wyborem. Może nie najbardziej właściwym, chociaż właśnie wręcz przeciwnie? Nie było sensu spierać się z tym, że od lat łączyła ich ta dziwna więź, silniejsza od wszystkiego innego, błogosławieństwo, przekleństwo w zależności od tego na jakim etapie znajomości się znajdowali. Aktualnie było zadziwiająco lekko, jak na to, że nadal niczego sobie nie wyjaśnili. Dużo łatwiej było odnaleźć się w tym wszystkim nie analizując niczego.
- Ciekawe gdzie trzymałabym tę włócznię, w paszczy? Dżdżownice chyba nie mają paszczy. - Jeszcze nie zdarzyło jej się tak dokładnie zastanawiać nad budową anatomiczną robaka, nie oszukujmy się, to nie były zwierzęta, które kiedykolwiek mogły wydawać się jej fascynujące. Musiała nadrobić te braki. - Nigdy nie przestaniesz mi tego wypominać, co? - Przewróciłaby oczami, gdyby miała je otwarte. Cóż, ten jeden, jedyny raz chybiła, a on nie chciał o tym zapomnieć. Korzystał z każdej nadażającej się okazji, aby przypomnieć mu o tym, skąd wzięła się blizna na jego nodze.
- Czyli były inne opcje, a ja mam skończyć jako dżdżownica? - Świat robaków był naprawdę rozległy, nie wątpiła w to, że znalazłaby jakiś ciekawszy okaz od dżdżownicy, ale w sumie skoro na nią padło jako pierwsze, to chyba wypadało trzymać się tej opcji, nie było sensu bardziej kombinować. Zresztą robak, jak robak i tak nie pożyje zbyt długo.
- To w sumie strasznie słabe, bo gdyby mnie nie widziano to nie mogłabym zostać najbardziej sławną dżdżownicą i zapisać się na kartach historii... - Zawsze chciała osiągnąć coś wielkiego, może bycie dżdżownicą samo w sobie nie było szczególnie ambitne, chociaż w sumie, kto miałby to oceniać. Liczyła się wyjątkowość.
- Sugerujesz więc, że to są po prostu cechy osobowości, a nie gatunku? - Może faktycznie coś w tym było, nigdy na to nie spoglądała w ten sposób, ale to by się zgadzało. Zdarzyło jej się go zadrapać, nie do końca umyślnie, chociaż może trochę tak. Lubiła naznaczać to, co należało do niej, więc czasem też poza paznokciami wbijała w niego swoje zęby. Niekoniecznie pod postacią skunksa. Bardzo dobrze wiedziała do czego zmierza.
Było jej błogo, dawno nie czuła się tak lekko, jakby faktycznie ich problemy nagle zniknęły przez jedno, drobne zaklęcie. Zdawała sobie sprawę, że to chwilowe, że byli nieco zamroczeni alkoholem, ale nie chciała tego przerywać, jeszcze nie teraz. Zresztą dosyć stanowczo powiadomiła go o tym, że chciałaby, aby to, co było między nimi wyglądało właśnie tak. Nie podobało jej się narzucanie sztucznych ram, trzymanie się na dystans, to im nie służyło. Lepiej było tak jak teraz, chociaż może to przynosiło złudną nadzieję, że naprawdę mogą jeszcze wrócić do tego, co mieli. Gdyby nie to, że Roise ujebał sobie coś innego pewnie byłaby taka możliwość, teraz? Cóż, wolała go nie pytać o to, dlaczego znowu to robił, dlaczego pozwalał jej leżeć wtuloną w jego pierś, napawać się tym znajomym zapachem, skoro tak usilnie wspominał o tym, że nie mogą tego robić, chociaż może ku temu służyły te dni, które mieli tutaj spędzić.
- Chętnie. - Musiały być cholernie słodkie, pamiętała, że często, kiedy się tutaj znajdowali korzystali z tego, co dawała im natura.
Otworzyła w końcu oczy, bo poczuła, że Roise zaczął się ruszać, żeby zdobyć dla nich te nieszczęsne jeżyny. Uniosła głowę i wpatrywała się w niego przez chwilę. - Na szczęście lato już się kończy i takie dodatki będą bardziej niż miło widziane, doceniłbyś moją obecność, gwarantuję Ci to. - Może futrzany szalik móglby wzbudzać kontrowersje u większości społeczeństwa, był to dosyć awangardowy dodatek, jednak ciepło jej skunksiego ciała w zimny, mroźny dzień na pewno mu by to wynagrodziło.
Widziała, że sięga ręką coraz dalej, dlatego też skupiła swój wzrok na butelce, którą oparł o swoje kolano. Asekurowała go, gotowa złapać ją w locie, gdyby pojawiła się taka potrzeba. Szkoda by było, żeby stracili bardzo cenny dla nich w tej chwili alkohol.
- Wolałabym chyba kaptur, jeśli mogłabym zadecydować, torba brzmi mocno ograniczająco. - Mógłby ją w niej zamknąć, żeby nie mogła reagować, a nie przecież o to chodziło, wolała mieć rękę na pulsie i mieć szansę pomóc mu podczas tych wędrówek po Ścieżkach, jeśli zaszłaby taka potrzeba. Miała być tajną bronią, a nie eksponatem siedzącym w zamknięciu. Sama ta wizja wydawała się bardzo zabawna, w sumie nigdy nie próbowali czegoś podobnego, a przecież to było całkiem sprytne rozwiązanie.
Uniosła się do góry, kiedy usłyszała syknięcie. Najwyraźniej te jeżyny próbowały zrobić mu krzywdę, jak w ogóle śmiały. - Pokaż. - Fakt, nie ona była tutaj uzdrowicielem, ale była w stanie wyciągnąć kolec z rany, jeśli w niej utknął, one potrafiły być bardzo upierdliwe, tak samo jak drzazgi, które powodowały ciągły dyskomfort. Wyciągnęła nawet dłoń, nie spodziewając się odmowy. Mimo wypitego alkoholu obraz jeszcze jej się nie rozmazywał, byłaby w stanie więc pewnie wyciągnąć ewentualny kolec. - Swoją drogą czy powinnam im zrobić krzywdę za to, że odważyły się cię zranić? - Te jeżyny najwyraźniej nie wiedziały z kim zadarły.