W ich przypadku sama przyjaźń po prostu nie była możliwa. Bez względu na to, jak bardzo próbowaliby się tego trzymać, to nigdy nie mogło się udać. Nie po tym, kiedy sięgneli po co coś więcej. Czy tego chcieli, czy nie, nie potrafiliby w tym przypadku postawić sobie granicy. Może z początku próbowaliby się trzymać ustaleń, ale to przecież też już mieli za sobą. Wiedzieli, że nie potrwałoby to długo. Zreszta nie chciała mieć samej przyjaźni, to byłoby dużym spadkiem w porównaniu do tego, co mieli sobie do zaoferowania, co już sobie dawali.
Nie zmieniało to jednak faktu, że dobrze było wrócić chociaż na chwilę do tych mało skomplikowanych rozmów, które kiedyś były dla nich codziennością. Lekkość z jaką się w tym odnaleźli naprawdę była niesamowita, zdecydowanie tego potrzebowali, aby odetchnąć. Przestała czuć między nimi te napięcie, które nie chciało ich opuścić, jakby oczekiwali na kolejną burzę, to minęło, przynajmniej chwilowo.
- Dziękuję, zapamiętam to sobie, gdy faktycznie zamienię się w dżdżownicę to Cię odnajdę. - Pewnie sam by ją znalazł, zostali na siebie skazani, czy tego chcieli, czy nie, nic nie mogło zniszczyć tej więzi, która między nimi była. Zawsze będzie ich do siebie ciągnąć, pod każdą postacią, nawet jeśli zamierzaliby siebie unikać.
- Musi mieć, chyba, musi? - Sama zaczynała wątpić w to, jak wyglądała dżdżownica. Może powinna złapać tę, którą widziała tu chwilę temu, żeby przyjrzeć się stworzeniu bardzo dokładnie. To było szansą na uzupełnienie jej braków związanych z budową organizmu robaka... - To prawda, nie tak łatwo jest się pozbyć tej niewyparzonej gęby. - Kącik ust drgnął jej w uśmiechu, nie uważała swojego długiego jęzora za wadę, wręcz przeciwnie zawsze traktowała to jako zaletę. Przynajmniej była szczera i nie tłumiła w sobie negatywnych emocji. - Kiedyś, zmienisz zdanie na ten temat, tylko musi nadarzyć się okazja, abym zrobiła coś efektownego, co przyćmi tamten nieszczęsny dzień. - Chociaż, czy cokolwiek byłoby w stanie to zrobić? Pewnie nie, miał w końcu ślad na ciele po tamtym pamiętnym popisie, którego nie pozbędzie się pewnie nigdy. Powinna się więc pogodzić z tym, że ciągle będzie do tego wracał...
- Modliszka byłaby zbyt oczywista, nie sądzisz. - To nie tak, że zżerała swoich kochanków, nie wszystkich, ale zapewne byłaby pierwszym wyborem dla wielu osób, które miałyby ją przyrównać do robaka, Yaxleyówna jednak lubiła zaskakiwać, chociaż czy dżdżownica była w jakikolwiek sposób zaskakująca? Też nie.
- Konik polny? Skakałabym cały dzień bez celu, to już wolę użyniać glębę, albo kulać swoją kulkę jako żuk. - Okazywało się, że żywot niektórych robaków wydawał się być bardziej atrakcyjny od tego innych. Nigdy nie sądziła, że wda się w taką fascynującą rozmowę na temat tego, jakby to było być jednym z nich. Cóż, rozważanie o tym, co miało się nigdy nie wydarzyć przychodziło im z lekkością, chociaż nawet w tym nie ignorowali tego, że pod tą postacią miałaby należeć do niego.
- To jest bardzo sprytne, nie wiedzieliby kto jest odpowiedzialny za ewentualne ataki, chyba dżdżownicza wersja wygrywa z każdą inną. - Całkiem przyjemnie jej było odpływać od tej szarej rzeczywistości czując pod głową każde jego uniesienie piersi, delikatny dotyk opuszek palców, które przemierzały jej plecy. Przekraczali granicę, którą sobie wyznaczyli, w sumie chyba już i tak dzisiaj zdążyli zanegować jej istnienie. Nie chciała od tego odchodzić, naprawdę lubiła to, że potrafili być ze sobą tak blisko. Cieleśnie i mentalnie, razem to tworzyło niesamowitą więź.
- Łatwo było to na nie zwalić. - Cóż, niekoniecznie była gotowa mierzyć się z tym, jak wyglądały jej typowe zachowania, szczególnie teraz.
Sięgnęła po butelkę, którą wyciągnął w jej stronę i upiła z niej spory łyk. Robiła się coraz bardziej pijana, ale pijana i szczęśliwa, co ostatnio raczej nie miało miejsca. Upijała się na smutno od jakiegoś półtora roku, więc to też było wyjątkowe.
Nie miała pojęcia, co tym razem sobie robili, chciała nacieszyć się tą błogą chwilą, więc wolała się nad tym nie zastanawiać, nie kiedy było im tu razem tak dobrze. Wrócą do tego później, co może okazać się być bardzo bolesne, szczególnie jeśli przyjdzie wraz z kacem, ale powinni jakoś sobie z tym poradzić, zawsze sobie radzili, ewentualnie prześpią pierwsze przemyślenia, to też było jakimś rozwiązaniem.
- To prawda, pewnie ciężko byłoby mi się nie ruszać, wiesz jak jest. - Znał ją jak nikt inny, miał świadomość, że lubiła wtykać nos w nieswoje sprawy, a poruszający się kołnierz, cóż - to dopiero mogłoby zwrócić na siebie uwagę. - Okienko mogłoby mnie przekonać, chociaż i tak uważam, że kaptur to lepsza opcja, bardziej przystępna? - Chyba o to jej chodziło, mogłaby od razu reagować, nie zwlekać, czasem sekundy mogły być bardzo znaczące, szczególnie w miejscu takim jakim były Ścieżki.
Nim wyciągnęła rękę w jego kierunku złapała butelkę z alkoholem, która niemalże znalazła się na ziemi. - Uratowana. - Mruknęła do siebie pod nosem, a później dopiero przeszła do Roisa. Priorytety to rzecz ważna. Alkohol mógł okazać się towarem deficytowym, więc warto było go chronić.
Widziała jego wahanie, wpatrywała się w niego więc bardzo intensywnie, aby go przekonać do tego, żeby nie obawiał się pokazać jej tej nieszczęsnej ręki, w końcu zadecydował się to zrobić.
Złapała ją bardzo delikatnie, aby nie zrobić mu krzywdy, przysunęła sobie do twarzy, aby dokładnie się jej przyjrzeć. Sok z jeżyn całkiem skutecznie utrudniał jej rozeznanie się w tym, co właściwie mu się przytrafiło. Wreszcie dostrzegła opuchnięcie i dwa ślady, które raczej nie były spowodowane przez jeżyny. Przeniosła wzrok w stronę jeżyn, gdzie zauważyła ruch, coś się od nich oddalało, uniosła się nieco wyżej, żeby spróbować dostrzec, co to mogło być i zauważyła charakterystyczną, trójkątną głowę. Przeniosła spojrzenie na Ambroisa, nie chciała rzucić się za wężem, bo chyba wolała udzielić mu wsparcia. Później najwyżej pozabija wszystkie węże które znajdzie na wrzosowisku.
- Nie panikuj. - Zaczęła całkiem zgrabnie, no oczywiście, że nie będzie panikował, jeśli mu o tym wspomniała. - Wydaje mi się, że to nie były jeżyny, coś Cię ugryzło, dokładniej wąż. - Brzmiało to absurdalnie, ale faktycznie tak się stało. - Kręci ci się w głowie? - Czy w ogóle powinna zadawać to pytanie, zważając na to, że wlali w siebie sporo alkoholu to mogło mu się kręcić w głowie także od niego. - Nie mam pojęcia, czy wstrzyknęła jad, mogę go wyssać? O ile masz go w dłoni? - Starała się nie panikować, ale była naprawdę chujowym specjalistą od medycyny.