Każda rodzina ma swoje tradycje. Rodzina Prewett również je posiada.
Dla Laurenta Yule zazwyczaj trwa kilka dni przed samym wydarzeniem. Albo i nawet tygodnie. Przygotowania do wielkiego celebrowania w Keswick zawsze skłaniały go do angażowania się. Wszystko po to, by zobaczyć uznanie w oczach rodziców. Była też ta przyjemna część - kupowanie prezentów, wybieranie dekoracji, choć co do nich najwięcej miała i tak zazwyczaj do powiedzenia Aydaya. Bardzo lubił wysyłać do znajomych listy na zdobionych kartkach sprzedawanych przy okazji tego święta - jednak wraz z dorosłym życiem zabrakło na to nieco czasu. Zawsze starannie przygotowuje swój strój na tę okazję.
Nie tylko Keswick człowiek żyje, gdzie Laurent zawsze jedzie na główną biesiadę. Swój dom też zwykły dekorować, chociaż o wiele delikatniej. Byle tylko poczuć klimat święta, za którym naprawdę przepada. Odwiedza zawsze Bulstrodów, by złożyć im życzenia - nigdy nie może odżałować, że Florence nie daje się namówić na przyjście do Keswick, ale doskonale to rozumie i nie nalega.
Jak zostało wspomniane - Yule spędza w rodzinnych stronach. Razem z matką i ojcem wita gości, zajmuje się dopilnowywaniem, by na tej dużej uroczystości niczego nie brakowało. Zabawia gości. Pilnuje, aby każdy zapalił swoją świecę na środku stołu - nie jest w tym sam, jest rzecz jasna jeszcze służba, ale Edward (jego ojciec) ma to do siebie, że lubi wszystkiego dopilnować samemu, albo kiedy pilnuje tego jego rodzina. Inaczej nic nie jest zrobione dobrze.
Jego ulubioną tradycją jest obdarowywanie podarunkami - zawsze poświęca temu dużo czasu zastanawiając się, jak dobrać najlepsze prezenty dla najbliższych. Lubi rozmowy przy rodzinnym stole, ale zazwyczaj wymaga to od niego nadmiernego aż wysiłku - czuje się w konieczności rozwiązywanie konfliktów, których zazwyczaj rozwiązać się nie da, bo są wynikami albo tak sprzecznych charakterów, albo lat sprzeczek, że przerasta to jego możliwości. Dlatego bardzo chętnie w końcu zamyka się w mniejszych rodzinnym gronie osób, które naprawdę kocha. Czego za to definitywnie nie lubi to zwyczaju wychodzenia na zewnątrz w celu rozpalenia ogniska. Jest zimno, często pada, trzeba się ubrać, potem rozebrać...
Na koniec chętnie bierze odpowiedzialność czuwania przy kominku. Szczególnie, że zazwyczaj nie zostaje sam. Robi się naprawdę cicho i przytulnie i tak naprawdę... dopiero wtedy ma poczucie, że nadeszły prawdziwe święta, na które czekał.