Miała wrażenie, że było wręcz przeciwnie. Roise potrafił z niej czytać, jak nikt inny. Wydawało jej się, że umiał przewidzieć wszystko, co chciała zrobić, że bez mniejszego problemu czytał w jej myślach. Nie zawsze to było wygodne, wręcz przeciwnie, nie była w stanie też ukryć przed nim swoich uczuć. Widział wszystko, jakby nie była w stanie niczego przed nim ukryć.
To mogło być sporą zaletą, bo dzięki temu wiedzieli, jak ze sobą rozmawiać, w jaki sposób trwać obok siebie, aby nie przynosiło to żadnych komplikacji. To im się udawało, w końcu przeżyli razem te pięć lat, bez żadnych, jakichś większych nieporozumień. Jasne, zdarzało im się kłócić, bo przecież bez tego nie dało się żyć, jednak nigdy to nie były jakieś wielkie dramaty, no, może poza kilkoma spontanicznymi sytuacjami, które wcale nie były jakąś wielką liczbą, jak na to ile lat spędzili u swojego boku.
Dobrze im było razem, zresztą to też tutaj padło, więc nie do końca wiedziała dlaczego mieliby znowu trzymać się od siebie z daleka. Mieli bardzo różne zdanie na ten temat i nie spodziewała się, że to się zmieni. Z ich charakterami było to niemożliwe, zresztą nie sądziła, że w tej sytuacji którekolwiek będzie chciało ustąpić, to nie był problem na poziomie tego, co powinni zjeść na obiad.
- Zniszczenie może przynieść coś dobrego, nowy początek? - Znowu próbowała brać go pod włos. Nie poddawała się, nadal usilnie starała się przepchnąć swoją opinię. Nie chciała patrzeć pesymistycznie w przyszłość, nie była na to teraz gotowa. Pewnie tak się stanie, gdy w końcu zdecydują się opuścić Piaskownicę, ale nie chciała robić tego już teraz.
Rozmowy, które tutaj przeprowadzali nie należały do prostych, były pełne bólu i smutku, a nie chciała w ten sposób spędzić tego czasu, który udało im się dla siebie wyszarpać. Zupełnie naturalnie i spontanicznie, z jakiegoś powodu przecież znaleźli się wczoraj na plaży wtuleni w swoje ramiona. Wrócili do tego, co kiedyś mieli. To nie stało się przypadkiem, nie chciała w to uwierzyć. Postąpili w sposób, który wydawał się właściwy i musiało sie to stać z jakiejś przyczyny.
- Mam Ci pomóc to zweryfikować? - Pamiętała dokładnie jak skończyło się to ostatnim razem. Była gotowa mu w tym pomóc, byleby tylko udowodnić mu, że nie zostali przeklęci. Bardzo nie chciała w to uwierzyć.
- Najsłuszniejsze opcje nie zawsze są najlepszymi. - Tak, jasne. Rozumiała do czego zmierzał. Mógł zniknąć, zaszyć się na końcu świata, nie zmieniało to jednak tego, że tak, czy srak, by za nim tęskniła. Nie pozbyła by się tego poczucia straty ze swojego serca, to by nic nie dało, przynajmniej nie jej. Nadal zastanawiałaby się nad tym jak się miewa, czy wszystko u niego w porządku, czy jest szczęśliwy. W ogóle wiec nie brała tej opcji pod uwagę, chociaż przecież Ambroise był wolnym człowiekiem i mógł robić, co mu się żywnie podobało. Nie byli już razem, nie miała żadnej siły sprawczej.
- Jeśli w ten sposób na to patrzysz, to masz rację. - Skończy ewentualnie ze złamanym sercem, które będzie musiała ponownie jakoś poskładać. Tylko, czy to faktycznie było lepsze od śmierci? Ona przynajmniej przychodziła szybko i nie przynosiła długotrwałego bólu, nie była więc taka pewna, że to była najlepsza opcja.
- Tak, pamiętam, to nie ma racji bytu, jak mniemam nic się nie zmieniło. - Ciągle odsuwał ją od tego bo uważał, że dzięki temu będzie bezpieczniejsza. Niby rozumiała jego pobudki, ale nie do końca je akceptowała. Może gdyby sama nie była zamieszana w szemrane sprawy łatwiej by jej to przychodziło, ale nie była laikiem, wiedziała z czym się to je. Była gotowa dla takiego poświęcenia, zresztą, nie uważała, że musiałaby cokolwiek poświęcać. Ryzyko było wpisane w jej zawód, była na nie gotowa, to nie było dla niej niczym nowym.
- Nikt nie mówił, że będzie łatwo. - Może to nawet i lepiej. Nie siedziała teraz przy nim po to, aby mu cokolwiek ułatwić, wręcz przeciwnie, chciała dotrzeć głębiej, spowodować, żeby przemyślał sprawę jeszcze raz. Nie była w niego ślepo zapatrzona, nie wybielała go. Nie robiło na niej wrażenia to, jak opowiadał jakim to nie był plugawym człowiekiem.
- Niech Ci będzie. Możemy przystać na taką obietnicę. - Cóż, miała ona jakiś sens, chyba? Tak jej się wydawało. Zamierzała mu udowodnić, że nie jest to tylko jej chwilowa zachcianka, że faktycznie potrzebuje nieco podszkolić się w tych nie do końca mile widzianych dziedzinach magii. Nie miała pojęcia do jakich wniosków dojdą w trakcie, ale zależało jej na tym. Nikomu nie ufała tak jak jemu, zawsze chciała, aby to Ambroise wprowadził ją w ten świat. Z nim wszystko było prostsze.
- Od zawsze, kiedy dotyczy to takich sfer. - Nie chciała być odbierana jako ktoś wścibski, nie lubiła mówić o tym, że wie rzeczy, które powinny być tajemnicą. Nie widziała w tym niczego dobrego. Ludzie mogli przestać jej ufać, albo chcieć się jej pozbyć przez to, że była w stanie wyczuć pewne rzeczy. W końcu to się czasem łączyło z sekretami rodzinnymi, córka półwila, nie mogła mieć czystokrwistej matki, złoty chłopiec okazywał się zostać ugryziony kiedyś przez wilkołaka, panna z dobrego domu naznaczona klątwą żywiołów. Jasne, nie powinna wrzucać Ambroisa do tego samego worka, bo nie byli sobie obcy, ale jakoś tak nie złożyło się nigdy, aby poruszyła z nim ten temat.
- Po prostu chciałam Ci pokazać, że z tym da się żyć, to nie jest coś, co musi skazać Cię na potępienie. - Dlatego sięgnęła po całkiem bliski przykład, który działał, zdecydowanie działał, Brenna przecież radziła sobie ze wszystkim całkiem nieźle, nie wyglądało na to, aby ta umiejętność miała ogromny wpływ na jej życie.
- Cóż, to nie jest nic nowego, chociaż może, względem tego zamierzam być jeszcze bardziej uparta niż zwykle. - Tak, zamierzała mu dać znać, że nie odpuści. Nie tym razem, nie popełni znowu tego samego błędu, bo była pilną uczennicą, nie miała w zwyczaju ich powtarzać. Analizowała bardzo dokładnie lekcje, które dawało jej życie, musiał się z tym pogodzić, jasne nic nie musiał, ale ona również.
Podniósł się z miejsca. Miała obawy, że znowu wyjdzie stąd sam, zostawi ją w tej kuchni, tak jak zrobił to rano. Wiedziała, że był na skraju, zawsze gdy wypełniały go intensywne emocje reagował w ten sposób. Wychodził. Szedł się przewietrzyć, aby nie wypowiedzieli w swoim kierunku słów, które mogliby żałować. To było całkiem rozsądnym rozwiązaniem, dzięki temu dużo łatwiej było łagodzić ich kłótnie.
Tym razem jednak wyciągnął dłoń w jej kierunku, chciał, aby poszła z nim. To było dziwne, nowe, ale nie zamierzała odrzucać tej poropozycji, wyciągnęła rękę, aby go złapać.
Wyszli więc razem, przewietrzenie się powinno pomóc nieco uspokoić emocje, które zaczynały przejmować nad nimi władzę.