Co mogli sobie myśleć ludzie widzący ich razem? Pewnie jedyną rzecz, jaką by mogli - że jakiś bogaty paniczyk ciągnął za sobą dziwkę. Myśl, która nie przechodziła teraz przez głowę Laurenta, bo była ona zajęta wypełnianiem swojej checklisty. Mimo tego, że nie miał problemów z dopasowywaniem się do sytuacji i zazwyczaj szybko sobie radził z wlepieniem się i złączeniem z miejscami i ludźmi dookoła niego, to nie dało się nie zauważyć, że to był ten człowiek, który czuł się swobodniej, kiedy rzeczy działy się chociaż minimalnie tak, jak on to sobie umyślił i przewidział. Kiedy nie musiał się dopasowywać i pracować umysłem na najwyższych obrotach, żeby się odnaleźć.
Zatrzymał się więc z boku, skupiając się na brązowych oczach. Słońce. Chmury przysłaniały niebo - miały szczęście, bo jeszcze gotów był rzucić w tym momencie wyzwanie największej z gwiazd, że to on jest tutaj jedynym słońcem mającym prawo dotykać człowieka, który właśnie dotykał jego samego.
- Nie chcę ci niczego kupować. Chcę, żeby wziął twoje wymiary i uszył ci, co tylko żywnie ci się wymarzy. - Odparł wprost, badając jego mimikę i nastrój tej rozmowy. Nie znajdował w niej żadnego negatywu. Ciągle miał problem z odgadnięciem, kiedy we Flynnie załączała się drwina, a kiedy próżno jej było szukać. Choć miał wrażenie, że w ostatnim czasie tej drwiny prawie nie było. Były za to momenty, kiedy Flynn się ewidentnie powstrzymywał, a Laurent wybierał bycie tchórzem - nie miał odwagi konfrontować zawsze swojej rzeczywistości z tym, co chodziło temu człowiekowi po głowie. Przynajmniej czasami. Bo znowu były momenty, kiedy ciekawość i chęć poznania tego, co to za wrony skrzeczą w jego głowie, wygrywały. Dotknął czule jego dłoni na swoim policzku z uśmiechem. - Jeżeli tak wolisz to nie ma problemu. - Zapewnił go. - Ale skoro radzi sobie z moimi fantazyjnymi pomysłami na odzież i poradził sobie z uszyciem skóry dla mnie - twoim wymaganiom też podoła. - Flynn nie mógł nie zauważyć skórzanego, czarnego stroju - jednego jedynego - który wisiał w szafie Laurenta. A to dlatego, że był wystawiony ewidentnie na pokaz. Laurent lubił na ten strój patrzeć. Chociaż założył go dosłownie dwa razy - i wcale nie przypuszczał, żeby zakładał go wiele więcej. Drugim takim wystawionym strojem była czerwona sukienka w groszki z fantazyjnym kapeluszem do kompletu - ta sama, w której pływał w oceanie z Flynnem. Została, rzecz jasna, uprana i odnowiona.