Kiwnęła jedynie głową, kiedy Ambroise próbował jej wytłumaczyć skąd zna się z Corneliusem. Nie, żeby ją to jakoś specjalnie interesowało, ale doceniała, że chce ją wprowadzić w temat. Figgówna nie była szczególnie wścibska, nie wypytywała o zażyłości międzyludzkie i to z czego wynikały. Nie obochdziły jej jakoś specjalnie życia innych osób.
Nie wnikała więc w ich przekomarzanie się, podejrzewała, że jest w tym coś więcej niż tylko uszczypliwości, zapewne kryła się za tym sympatia. Może okazywali sobie ją właśnie w taki sposób? Tak, to było prawdopodobne. Mężczyźni byli dziwną częścią społeczeństwa... Nie do końca umiała ich zrozumieć, na szczęście wcale nie musiała tego robić.
Zamiast tego skupiła się na ich dzisiejszej misji, pozostawiając tych dwóch za sobą. Nie było sensu stać i ploktować, gdy można było rozpoczać poszukiwania.
Chyba ich to zachęciło, bo ruszyli za nią, ba dosyć szybko zrównali się z jej tempem, o co wcale nie było trudno, bo miała krótkie nóżki, które powodowały, że kroki, które stawiała nie były szczególnie długie i szybkie, wręcz przeciwnie.
Przechodziła między doniczkami, drzewami, rabatkami. Nic jednak nie rzuciło jej się w oczy, chociaż czyżby na pewno. Przyglądała się jednemu z krzaków bardzo uważnie i chyba znalazła tam rudą sierść. Musiał oddalić się w drugą stronę, od ulicy.
Cóż, rozpoczęcie poszukiwań od ogrodu wydawało jej się najlogiczniejsze bo Karmelek musiał pozostawić po sobie jakieś ślady, jej założenia okazały się być całkiem rozsądne, bo przecież zauważyła tę sierść.
Uniosła wzrok w stronę mężczyzn, bo chyba coś znaleźli. Tak szybko? Niesamowite, to by było naprawdę sporym osiągnięciem. Miała spore szczęście, że Ambroise postanowił się z nią zaangażować w tę sprawę, skoro tak szybko odnalazł Karmelka.
Zbliżyła się do nich, chcąc sprawdzić, czy kociak jest bardzo wystraszony. Kiedy się zbliżyła zauważyła jednak, że po rudzielcu nie było żadnego śladu. To trochę jak na grzybach, schylasz się, myślisz, że znalazłeś wspaniałego borowika - a to liść imitujący grzyba.
Tym razem nie był to jednak liść, a po prostu śmieci... tyle, że nie były pomarańczowe, ani rude. Nie miała więc pojęcia o czym myślał Greengrass kiedy założył, że jest to kot, którego poszukują.
Spojrzała na przyjaciela nieco rozczarowana, bo przez moment naprawdę sądziła, że poszło im całkiem gładko, no właśnie, od początku powinna założyć, że to byłoby zbyt proste.
Nie mogła powstrzymać się od prychnięcia, gdy usłyszała słowa Corneliusa, były może dosyć mocno dosadne, jednak i tak trochę bawiły. Bardzo szybko jednak doprowadziła się do porządku, żeby nie było, że wyśmiewa swojego przyjaciela, on by jej przecież nie zrobił czegoś takiego.
- Ambroise się chyba nieco zamyślił, najlepszym się to przecież zdarza. - Tak próbowała go jakoś wybronić, bo drugi z mężczyzn dosyć mocno mu właśnie dowalał.
- Jeśli jesteś zmęczony, może faktycznie sobie odpocznij? - Rzuciła bardzo miłym tonem. Na pewno byłaby w stanie to zrozumieć, miał prawo być zmęczony, szczególnie, jeśli w nocy miał dyżur. Mógł jej o tym powiedzieć, a na pewno by na niego tak nie naciskała.
- Dobra, bawcie się z tymi pomidorami, ja idę szukać dalej. - Powiedziała, co wiedziała, wypadałoby więc, aby wróciła do tego po co się tutaj znalazła.
Tym razem jednak wyszła w stronę ulicy, nie do końca wierząc w to, że znajdą kociaka w ogrodzie. Rozglądała się uważnie i dalej wołała imię rudego kocurka.
Miała nadzieję, że uda jej się natrafić na jakiekolwiek wskazówki, szkoda by było, żeby Karmelek nie trafił na noc do domu, na pewno był mocno zestresowany, jeśli oddalił się od niego dosyć daleko. Czy miał co jeść? Domowe koty nie zawsze potrafiły radzić sobie na zewnątrz, a co jeśli natrafiłby na niego jakiś dziki pies, albo faktycznie widma, które mieszkały w Kniei? Miała nadzieję, że uda im się go ocalić przed kłopotami.
!Kot3