11.01.2025, 00:40 ✶
Laurent zastanawiał się w jaki sposób powinien się zachować, Crow natomiast... Z pewnością nie myślał o tym wcale. On już nie wisiał na tej ladzie, on się na niej wyłożył, coraz bezczelniej wciskając łeb w miejsce, w którym nie powinno jej być. Właściciel lombardu parsknął dwa razy. Wpierw widząc, że ostrzeżenie o trzymaniu kudłów z daleka nie zadziałało i musiał ręką odsunąć głowę Crowa o kilka centymetrów do tyłu. Za drugim razem słysząc to „pięćdziesiąt” rzucone jak gdyby nigdy nic. Tylko, że Crow wcale nie uznał tych „pięćdziesięciu” za dziwne. Podniósł się nieco na łokciach i chociaż Laurent nie mógł zobaczyć jaką minę dokładnie robił, musiała w jakimś stopniu tego Halla utemperować.
- Kurwa mać - warknął mężczyzna, odkładając to radio na blat, żeby przetrzeć spocone czoło ścierką. - Z pizdy się tutaj pojawiasz po chuj wie jakim czasie i chcesz w funtach ze cztery jak nie więcej wypłat pracownika fabryki. Z gościem, po którym na pierwszy rzut oka myślałem, że go chcesz ojebać na kasę.
- Tylko spróbuj mu kiedyś wymienić pieniądze po kursie dla idiotów, Hall.
Facet tego nie skomentował, jedynie stęknął ociężale stając na nogi i prostując się. Był niewiele niższy od Crowa, ale krępa budowa ciała i garbienie się nie pomagały w nie patrzeniu na niego z góry. Może to właśnie sprawiało, że wydawał się kryć coś w sobie - jakiś spryt, kartę wciśniętą w rękaw zabrudzonej smarem koszuli. Bo niektórzy nie mogli załatwiać rzeczy wyglądem, miłego charakteru nie miał, z zastraszaniem też pewnie szło mu kiepsko, a posiadał własny biznes wcale nie tak daleko od Horyzontalnej. Strzelił karkiem, pokręcił się tu jeszcze chwilę szukając klucza i schylił mocno, żeby otworzyć szufladę na samym dole miejsca, przy którym wcześniej siedział. Crow w tym czasie wydawał się być tym średnio zainteresowany. Grzebał w podstawionym mu niby od niechcenia sprzęcie, generując nowe, chociaż nieco mniej irytujące trzeszczenie. Skutecznie redukował w jakiś sposób napływający z głośnika szum.
Faktycznie, w kasetce wyjętej z ukrytej szuflady, facet posiadał dużo pieniędzy w różnych nominałach. To nie mogły być tylko brytyjskie pieniądze, ale żaden z mężczyzn w to nie wnikał. Hall musiał też czuć się w tym towarzystwie bezpiecznie - bo kto normalny położyłby to na ladzie tak po prostu? Banknot z napisem 50, najmniej zużyty ze wszystkich, musiał być rzadkością, bo miał taki tylko jeden. Dwudziestki - bardziej zużyte, ale wciąż rzadkie. Dziesiątki. Do tego garść pensów, na widok których Crow z westchnieniem zaczął je przeliczać.
- Żeś się opuścił.
Najwyraźniej chciał mu dojechać, że biznes mu nie szedł, bo Hall zrobił minę, jakby od niego śmierdziało. Crow - wciąż nic - podał mu ten banknot z napisem 50, żeby mu wymienił na drobniejsze nominały. Sprawdził je pod światło. Niektóre były brudne, nieco zużyte, ale żaden z nich nie był rozerwany. Nie zareagował na chrząknięcie Halla, ale ten wcale nie kierował go do niego. Wystawił rękę w kierunku Laurenta i wykonał spokojny, acz dobitny gest „dawaj co masz”.
Kiedy Laurent pakował te pieniądze do portfela, rozmawiali o tym zepsutym radiu. A później znaleźli się na dworze i Crow wyglądał nieco mniej nonszalancko i spokojnie niż wcześniej. Bo dopiero teraz coś do niego dotarło. Odszedł z Laurentem nieco na bok, żeby odpalić papierosa.
- Zakładam, że gdzieś gdzie lubisz jeść obiady nie można palić w środku, co? - Idiotyczne, nowe zasady utrudniające mu życie. - Mhmmm. - Zastanawiał się jak ubrać to w słowa. - Taki normalny kantor wymieni ci galeon za piątaka. Jak chcą więcej to cię zdzierają. A jak chcą mniej, to pewnie wciskają ci fałszywki. - Chciał się go zapytać o tak wiele rzeczy, ale jedna nie dawała mu spokoju najbardziej. Można za to pewnie kupić telewizor. Ależ by się obłowił drobny złodziejaszek przebiegający tu teraz ukradkiem... Gdyby tylko udało mu się uciec. - Zawsze nosisz przy sobie tyle kasy?
- Kurwa mać - warknął mężczyzna, odkładając to radio na blat, żeby przetrzeć spocone czoło ścierką. - Z pizdy się tutaj pojawiasz po chuj wie jakim czasie i chcesz w funtach ze cztery jak nie więcej wypłat pracownika fabryki. Z gościem, po którym na pierwszy rzut oka myślałem, że go chcesz ojebać na kasę.
- Tylko spróbuj mu kiedyś wymienić pieniądze po kursie dla idiotów, Hall.
Facet tego nie skomentował, jedynie stęknął ociężale stając na nogi i prostując się. Był niewiele niższy od Crowa, ale krępa budowa ciała i garbienie się nie pomagały w nie patrzeniu na niego z góry. Może to właśnie sprawiało, że wydawał się kryć coś w sobie - jakiś spryt, kartę wciśniętą w rękaw zabrudzonej smarem koszuli. Bo niektórzy nie mogli załatwiać rzeczy wyglądem, miłego charakteru nie miał, z zastraszaniem też pewnie szło mu kiepsko, a posiadał własny biznes wcale nie tak daleko od Horyzontalnej. Strzelił karkiem, pokręcił się tu jeszcze chwilę szukając klucza i schylił mocno, żeby otworzyć szufladę na samym dole miejsca, przy którym wcześniej siedział. Crow w tym czasie wydawał się być tym średnio zainteresowany. Grzebał w podstawionym mu niby od niechcenia sprzęcie, generując nowe, chociaż nieco mniej irytujące trzeszczenie. Skutecznie redukował w jakiś sposób napływający z głośnika szum.
Faktycznie, w kasetce wyjętej z ukrytej szuflady, facet posiadał dużo pieniędzy w różnych nominałach. To nie mogły być tylko brytyjskie pieniądze, ale żaden z mężczyzn w to nie wnikał. Hall musiał też czuć się w tym towarzystwie bezpiecznie - bo kto normalny położyłby to na ladzie tak po prostu? Banknot z napisem 50, najmniej zużyty ze wszystkich, musiał być rzadkością, bo miał taki tylko jeden. Dwudziestki - bardziej zużyte, ale wciąż rzadkie. Dziesiątki. Do tego garść pensów, na widok których Crow z westchnieniem zaczął je przeliczać.
- Żeś się opuścił.
Najwyraźniej chciał mu dojechać, że biznes mu nie szedł, bo Hall zrobił minę, jakby od niego śmierdziało. Crow - wciąż nic - podał mu ten banknot z napisem 50, żeby mu wymienił na drobniejsze nominały. Sprawdził je pod światło. Niektóre były brudne, nieco zużyte, ale żaden z nich nie był rozerwany. Nie zareagował na chrząknięcie Halla, ale ten wcale nie kierował go do niego. Wystawił rękę w kierunku Laurenta i wykonał spokojny, acz dobitny gest „dawaj co masz”.
Kiedy Laurent pakował te pieniądze do portfela, rozmawiali o tym zepsutym radiu. A później znaleźli się na dworze i Crow wyglądał nieco mniej nonszalancko i spokojnie niż wcześniej. Bo dopiero teraz coś do niego dotarło. Odszedł z Laurentem nieco na bok, żeby odpalić papierosa.
- Zakładam, że gdzieś gdzie lubisz jeść obiady nie można palić w środku, co? - Idiotyczne, nowe zasady utrudniające mu życie. - Mhmmm. - Zastanawiał się jak ubrać to w słowa. - Taki normalny kantor wymieni ci galeon za piątaka. Jak chcą więcej to cię zdzierają. A jak chcą mniej, to pewnie wciskają ci fałszywki. - Chciał się go zapytać o tak wiele rzeczy, ale jedna nie dawała mu spokoju najbardziej. Można za to pewnie kupić telewizor. Ależ by się obłowił drobny złodziejaszek przebiegający tu teraz ukradkiem... Gdyby tylko udało mu się uciec. - Zawsze nosisz przy sobie tyle kasy?
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.