Obserwowanie Flynna w takich sytuacjach było dla niego rozrywką samą w sobie. Prawdopodobnie mógłby tak cały dzień. Patrzeć, jak ćwiczy z innymi cyrkowcami. Jak rozmawia ze swoimi znajomymi. Obserwować niuanse zmian w nim i w otoczeniu. Marszczyć brwi, kiedy on marszczył brwi i napinał mięśnie. Słuchać bluzg wyrzucanych między żartami i tych, które ostrzegały przed rękoczynem. Trochę było mu szkoda, że nie widział tej miny, ale tylko trochę. To niedopowiedzenie (niedopatrzenie?) było ciekawe, bo budziło wyobraźnię. I miał bardzo ładny widok na jego plecy, częściowo odsłonięte i seksowny tyłek - a on całkowicie cenił sobie ten obrazek. Uśmiechnął się nieco pod nosem na to hasło rzucone przez czarnowłosego - to ostrzeżenie. Ale tak jakby to było normą to spojrzał na swoje paznokcie, niby to w ogóle nie poruszony, jakby dokładnie tak miało być i jakby dokładnie tego się spodziewał. Nie spodziewał. W ogóle nie wiedział, czego się spodziewać i czy stanie tutaj jest bezpieczne, czy może jednak zaczną uciekać. Nie było w nim jednak strachu, bo akurat tego się spodziewał po Edgu - że nie zaprowadzi go gdzieś, gdzie potencjalne niebezpieczeństwo mogłoby zostać ściągnięte na jego głowę.
Atmosfera była wyjątkowo rozluźniona. Taka leniwa. Bardzo łatwo było mu się w nią wtopić i do niej dostosować, chociaż nie zmieniało to zupełnie tego, że był ekstrawaganckim klientem tego lokalu. Z lekkim niesmakiem skrzywił się dopiero patrząc na te niektóre monety - na ich stan konkretniej, ale to był tylko moment. Zmusił się do tego, żeby bez zawahania je zebrać i zsunąć do sakiewki, nim ją zamknął i włożył z powrotem do wewnętrznej kieszeni marynarki. Ostatni zdystansowany uśmiech, ostatnie "miłego dnia" i już byli na zewnątrz. Które to potraktował z małą dozą ulgi, bo jazgot tamtej muzyki i wrażenie zaduchu sprawiło, że nabrał nieco więcej powietrza i pomachał sobie dłonią przed twarzą. Mimo tego zaliczyłby to wydarzenie do ciekawych i udanych, nie do negatywnych.
- Prawdę mówiąc nie zwracałem uwagi... nie wyobrażam sobie, żeby ktoś miał mnie wyprosić, bo zapalam papierosa. - Laurent próbował gdzieś sobie odnotować w głowie, czy były jakieś takie sytuacje... ale nie kojarzył. Znaków jakichś wielkich tak samo. W zasadzie wydawało mu się wręcz, że widział niektóre osobistości palące. - Za piątaka... - Aktualnie Laurent oglądał te monety z ciekawością, chociaż teraz na te niektóre patrzył tak, jakby bardzo chciał umyć dłoń po ich dotknięciu. - To jakiś twój stary znajomy? - Biorąc pod uwagę rzucone hasło i ich zachowanie względem siebie to na coś takiego stawiał. Flynn chyba w ogóle... miał dużo znajomości. - Nie. Chyba że wybieram się do prawnika, krawca i na obiad. - Innymi słowy - chyba że planuję je zaraz wydać. - Albo mam przy sobie Crowa, który nie pozwoli, żeby ktoś mi coś zabrał. - Mówił to całkiem poważnie, nadal z zainteresowaniem patrząc na każdą monetę i banknot po kolei. - Czy to wystarczy? - Zapytał zmartwiony, spoglądając w końcu na Flynna. - Co do tej restauracji to nie chciałbym, żebyś czuł się dyskomfortowo. Jestem świadom tego, że obowiązują tam... sztywne zasady. Mam jedną ulubioną restaurację, ale, hm... - Nie bardzo wiedział, jak to ująć, za to jak chwilowo nadal byli na uboczu i maski nie utrzymywał to widać było, że temat rzeczywiście go przejmuje. - Znam kilka... przystępniejszych miejsc, w których nie dają ci pięciu różnych łyżeczek do pięciu różnych dań.