Wyczarowanie srebrno-niebieskich orbów oświetlających linię lasu nie było trudnym zadaniem, ale i tak Longbottom zajmował się tym dłużej, niż powinien. Po dosyć intensywnej wymianie zdań podczas zbiórki dalej dochodził do siebie po tym, jak próbował utrzymać resztki spokoju wśród zebranych. A raczej nie dołączyć do pójścia z pochodniami na Rookwooda z czystej ludzkiej przyzwoitości. Celowo postanowił zacząć od tej części terenu Beltane, które było najbardziej oddalone od ich oryginalnego miejsca spotkania, aby ochłonąć. A bądź co bądź, nie mógł tego zrobić, gdy reszta zespołu kręciła się dookoła.
Robił, co mógł, aby zakończyć to spotkanie w poważny sposób, nie poddając się emocjom targającymi wszystkimi naokoło, ale dalej miał wątpliwości, czy mu się tu udało. Cóż, przynajmniej już po wszystkim, pomyślał z przekąsem, chociaż doskonale wiedział, że nie była to prawda. Gdy tylko wrócą do domu, reszta Longbottomów zapewne wyrazi swoje opinie w dużo bardziej bezpośredni sposób, niż pod koniec zebrania. Jeśli w taki sposób miała wyglądać współpraca między wydziałami Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów, to w głowie Erika kiełkowały poważne wątpliwości.
W obliczu zdarzeń ostatnich miesięcy, żeby nie powiedzieć lat, osiągnięcia statusu, gdzie Biuro Aurorów i Brygada Uderzeniowa będą ze sobą sprawnie współpracować na najwyższych szczeblach dowództwa, stawało się coraz mniej prawdopodobne. Czy w Biurze było więcej zwolenników działania Rookwooda? Może, ale nie mógł zapominać o tym, że na każdego Chestera przypadał też Patrick, a ten zdawał się mieć duże większe rozeznanie w tym, jak powinno się zarządzać grupą ludzi o różnych temperamentach. Miał odpowiednie wyczucie, ale wiedział też, kiedy może niektórych lekko docisnąć.
— Mogło pójść dużo gorzej — mruknął pod nosem.
Po tych słowach posłał kolejną grupę magicznych kul świetlnych na skraj lasu, po czym ruszył wzdłuż drzew, kierując się mniej więcej w kierunku, gdzie pracowała lwia część brygadzistów i aurorów. Nie spieszyło mu się jednak, aby dołączyć do rozmowy, więc po prostu robił swoje, machając różdżką i umieszczając orby w mniej więcej identycznej odległości od siebie. Na koniec trzeba będzie przejść po terenie jeszcze raz i upewnić się, że nie pozostał żaden ślepy punkt, gdzie widoczność mogłaby być znacznie utrudniona.
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞