11.01.2025, 13:38 ✶
Theo oczywiście zamierzał się dąsać, ale robiąc to wtedy kiedy nie ma matki obok nie dawałoby zamierzonego efektu, bo przecież nie mógłby jej pokazać jak bardzo ubodło go, że wygoniła go z domu i to jeszcze nie przekazała tego osobiście! No ale to musiało poczekać, o ile przez pobyt w Egipcie o tym wszystkim nie zapomni, co też mogłoby się zdarzyć.
Zatrzymał się w pół kroku i zerknął na brata. - Ja cały czas myślałem, ze Beni jedzie z nami do Egiptu, nie wiedziałem, ze mama zdoła z nim tyle wytrzymać sama - bo faktycznie nawet przez myśl mu nie przeszło, że zwierzak zostanie tutaj na Wyspach zamiast udać się wraz z nimi na wycieczkę. No ale skoro ich rodzicielka zamierzała się nim zajmować to chyba decyzja już została podjęta. Może nawet o tym wcześniej mówili? W sumie podczas tej podróży raczej będą zajęci i pies tylko by się męczył długą podróżą i zmianą klimatu.
Cóż najmłodszy z rodzeństwa nadal zachowywał się dziecinnie, ale na Merlina miał ledwo dziewiętnaście lat, nie oczekiwali chyba od niego, że stanie się smutnym, poważnym dorosłym. Na to chyba nie było nigdy opcji, szczególnie jeśli ktoś zajrzałby do jego szafy i zobaczył jak wiele ma koszulek z dziwnymi nadrukami. I choć to prawda, że jego fascynacja matką sprawiała, że najchętniej widziałby bliźniaki w jej niełasce, to jednak nie porzuciłby ich w potrzebie. Byli jego rodzeństwem i po prawdzie to nie życzył im źle, po prostu żeby mniej absorbowali uwagę Charlotte, aby on mógł mieć jej więcej dla siebie.
- Jak mama tu przyjedzie i nie będzie posprzątane to pewnie po Egipcie znowu nas tu wygoni - odpowiedział zdając sobie sprawę, że nie mogą ot tak sobie postanowić zostawić to miejsce w takim stanie w jakim je zastali. No i nie zamierzał zawieść zaufania matki nie wykonując powierzonego mu zadania.
Nie trudząc się nawet wyjmowaniem różdżki machnął ręką, aby pozbyć się kurzu na podłodze pod nim - oczywiście, że popisywał się swoimi zdolnościami do rzucania czarów bez konieczności trzymania w dłoni drewnianego patyka. Mógł sobie na to pozwolić skoro byli tu tylko oni.
- Może po prostu jeszcze nikt żadnego nie widział, bo nie chcą się pokazywać, bo przecież skrzaty uważają, że najlepszy skrzat to taki, którego nie widać - podjął dalej temat machając ręką jakby otrzepywał się z czegoś, a tak naprawdę pieczołowicie "odkurzał" podłogę z kurzu. Ale przerwał i też popatrzył w górę w oczekiwaniu na odpowiedź brata. Czyżby jednak coś tu się działo?
Zatrzymał się w pół kroku i zerknął na brata. - Ja cały czas myślałem, ze Beni jedzie z nami do Egiptu, nie wiedziałem, ze mama zdoła z nim tyle wytrzymać sama - bo faktycznie nawet przez myśl mu nie przeszło, że zwierzak zostanie tutaj na Wyspach zamiast udać się wraz z nimi na wycieczkę. No ale skoro ich rodzicielka zamierzała się nim zajmować to chyba decyzja już została podjęta. Może nawet o tym wcześniej mówili? W sumie podczas tej podróży raczej będą zajęci i pies tylko by się męczył długą podróżą i zmianą klimatu.
Cóż najmłodszy z rodzeństwa nadal zachowywał się dziecinnie, ale na Merlina miał ledwo dziewiętnaście lat, nie oczekiwali chyba od niego, że stanie się smutnym, poważnym dorosłym. Na to chyba nie było nigdy opcji, szczególnie jeśli ktoś zajrzałby do jego szafy i zobaczył jak wiele ma koszulek z dziwnymi nadrukami. I choć to prawda, że jego fascynacja matką sprawiała, że najchętniej widziałby bliźniaki w jej niełasce, to jednak nie porzuciłby ich w potrzebie. Byli jego rodzeństwem i po prawdzie to nie życzył im źle, po prostu żeby mniej absorbowali uwagę Charlotte, aby on mógł mieć jej więcej dla siebie.
- Jak mama tu przyjedzie i nie będzie posprzątane to pewnie po Egipcie znowu nas tu wygoni - odpowiedział zdając sobie sprawę, że nie mogą ot tak sobie postanowić zostawić to miejsce w takim stanie w jakim je zastali. No i nie zamierzał zawieść zaufania matki nie wykonując powierzonego mu zadania.
Nie trudząc się nawet wyjmowaniem różdżki machnął ręką, aby pozbyć się kurzu na podłodze pod nim - oczywiście, że popisywał się swoimi zdolnościami do rzucania czarów bez konieczności trzymania w dłoni drewnianego patyka. Mógł sobie na to pozwolić skoro byli tu tylko oni.
- Może po prostu jeszcze nikt żadnego nie widział, bo nie chcą się pokazywać, bo przecież skrzaty uważają, że najlepszy skrzat to taki, którego nie widać - podjął dalej temat machając ręką jakby otrzepywał się z czegoś, a tak naprawdę pieczołowicie "odkurzał" podłogę z kurzu. Ale przerwał i też popatrzył w górę w oczekiwaniu na odpowiedź brata. Czyżby jednak coś tu się działo?