Skinął po prostu głową i nie kontynuował tematu, chociaż pytania rodziły się same. Potrafił jednak w tym wypadku wiedzieć, kiedy pojawiały się dwie opcje tego dialogu: a) nie chcę o tym mówić, b) nie chce mi się o tym mówić. Bez znaczenia, które z nich teraz rządziły Flynnem - nie chciał ciągnąć. Szczególnie, że mieszanka emocji na twarzy Flynna grała w tym znaczącą rolę.
Schował portfel, obdarzając mężczyznę pilnym spojrzeniem.
Dwieście funtów mówiło mu nic. Nie przerywał. Nie trzeba być geniuszem, żeby spodziewać się, że nastąpi tutaj kontynuacja tłumaczenia, skoro już czarnowłosy przyjął taki a nie inny ton. Byłoby kłamstwem powiedzenie, że Laurent tego nie lubił, nawet jeśli czasem wpędzało to go w zakłopotanie - kiedy sam popełnił jakiś błąd, a Flynn go poprawił. Albo czasem w kompleksy. We frustrację. Liczył dalej - na razie mieli 2:1 z istotnych poprawek. I to Flynn wygrywał. Za to nie radził sobie najgorzej z liczeniem - przynajmniej pieniędzy. 40 funtów na tydzień, tutaj było ponad 200. Więc 200 to bardzo mało, tak? Z drugiej strony mówili o jakiejś fabryce... O fabrykę zapyta zaraz. Zdumienie przyszło potem. Że to 200, co miał w portfelu miało wystarczyć na utrzymanie całej rodziny. Zdumienie... nie, to był wręcz szok, który sprawił, że aż lekko potrząsnął głową. Trochę miał nadzieję, że Flynn mu zaraz powie, że to kłamstwo, no bo przecież - wyżyć przez cały miesiąc, z całą rodziną, za 50 galeonów..? Potrząśnięcie się więc udało - przy tym blondyn nie odebrał tego jako żaden przytyk. Pewnie mogłoby być inaczej, gdyby było to przedstawione w mniej... przystępnej formie. Próbował to jakkolwiek policzyć przez siebie. Swoje wydatki. Z miesiąca. 50... co. Jak w ogóle..? Za to da się wyżyć? Wstrząsnęło nim to absolutnie. Dolicz do tego dziecko... a opiekunka dla dziecka? Nie wystarczyłoby na jej wynajęcie. Więc żona nie pracuje w ogóle i mąż ją utrzymuje? Był tak przejęty tym zagadnieniem, że zupełnie mu umknęło to "spoko, kumam" na ten moment. Dopiero rozwinięcie tego trochę przywróciło go na ziemię. Potrzebował momentu, żeby się skupić na przekazie. Na Flynnie. Nie na robieniu rachunku w swojej głowie.
- To znaczy, że chcesz, czy nie chcesz, żebym zabrał cię do mojego ulubionego miejsca? - Zadał pytanie po chwili ciszy ze swojej strony, której potrzebował na ułożenie świata w swojej głowie do normalnej płaszczyzny. A ile Flynn zarabia w cyrku? Teraz go to strasznie męczyło. Czy to dlatego mieszkali w tych przyczepach? Ale Flynn przecież miał niemałą sumkę - to, czym się podzielili po Dante. Może to rozdał? A może to za to kupił pierścionek, który teraz obracał na swoim palcu w odruchu? - Nie, nie, tutaj... mam szczerą nadzieję, że nie będziesz miał obrzydzonej miny, jak ci pokażę, co najbardziej lubię jeść. - Tak czy siak zaprosił go gestem na powrót na uliczkę. Obojętnie, do której restauracji by nie mieli skręcić. I akurat nie żartował z tym, co powiedział. Pewnie to powinno być głupie i trywialne, ale co zrobisz - on się takimi rzeczami przejmował. - To ile ty zarabiasz w cyrku? - Nie wytrzymał.