Świat nie potrzebował niepokornych, a zwłaszcza takich którzy ochoczo podłożyliby suchego chrustu pod pożar tego świata. Świat nie potrzebował wilkołaka-zabójcy, który żył głównie po to, aby służyć kompletnej antytezie porządku publicznego. Może i kilka osób którym nie zalazł, aż tak za skórę, potrafiło przymknąć oko, a nawet i nos na jego wady, ale doskonale zdawał sobie sprawę, że z gówna bata nie ukręci. Nie żeby teraz miał wylewać swoje żale, bo przez całe życie dokładał cegiełki do takiego stanu rzeczy. Na własne życzenie zepchnął się na margines społeczny, głównie przez głębokie rozczarowanie tym co zwykły świat miał do zaoferowania przeklętym którzy chcieli żyć zgodnie uczciwie z panującymi zasadami. A w jego odbiorze było to głównie poczucie winy za to kim jest z natury, czego nie mógł w żaden sposób zmienić. Nie mógł też zmienić całego świata, za to mógł zmienić świat w którym żył. I właśnie tak zrobił. Pozostał przy ojcu, jako najwierniejszy z całej watahy i zszedł do Podziemi, gdzie nikt nie wytykał go już palcami za to jakim był. Tam gdzie musiał się obawiać, że wyrządzi komuś krzywdę mimowolnie, odcięty od świadomości. Bo tam gdzie się ulokował wszyscy byli w tej samej dupie i to bardzo głęboko, gdzieś koło dwunastnicy.
Zaśmiał się razem z nią i wystawił na moment język w odpowiedzi na jej zaczepki. Chyba jednak nie było u niej, aż tak źle jak się obawiał, skoro miała jeszcze nastrój na żarty. Wiaderko to by mu się teraz przydało. Wiaderko i mydełko, bo dopiero kiedy zaczął wyżynać ten swój dziurawy sweter poczuł smrodek kwitnącej wody. Chyba wolał nie pachnieć tak przy Faye, faktycznie mógłby się bardziej dla niej postarać. Tak to właśnie wyglądało jak z reguły nie dbał o swój stan, a właściwie o dobytek. Ale też nie było się co dziwić, był biednym pchlarzem to i pachniał jak mokry pies.
Palcami w Sforze go nie wytykali, za to ostatnio okładali pięściami. Bo nie wywiązał się z powierzonego zadania. Bo uległ namową swojej ex i nie pozabijał wtedy wszystkich jak leci w Epping Forest. Za to go ukarano, za to ukarał go Fenris. Jak to u watahy pozwolił całej reszcie naskoczyć na syna, aby dać całej grupie przykład jak kończy się niesubordynacja. W dodatku skłamał, że to zrobił, licząc że jakoś przejdzie to bokiem. Jednak tamci niby martwi znowu pokazali się na Ścieżkach, a przecież mieli gnić rozszarpani w lesie. No cóż, taką przyszło mu zapłacić cenę za ckliwe sentymenty. Ale nie żałował i nie zmieniłby swojej decyzji nawet po tym jak cała Sfora przekopała go jak cwela. Nie pamiętał kiedy, poza tamtym porankiem, czuł się ostatnio tak szczęśliwy. Potrzebował też odrobiny bliskości, kogoś na kim mu zależało.
- To? Ahh nooo... - podrapał się zakłopotany po głowie. Przez chwilę myślał nad jakąś wymówką, bo nie chciał jej dodawać zmartwień. To była jego decyzja, żeby postąpić niewłaściwie, czyli po ludzku, a nie jak bestia. - Zwykłe rodzinne sprzeczki, nic takiego. Przyznał jednak prawdę, bo co miał ją okłamywać. Wyszczerzył rząd białych kiełków, które w całym jego wizerunku chyba były w najlepszym stanie. Gdyby nosił się tak jakie miał zębiska, to ktoś mógłby nawet pomyśleć, że elegancki z niego gość. Jednak poszarpane łachmany to bardziej jego styl, a ostatnią parę lakierków jakie ściągnął z pobitego bogacza, który zabłądził na Nokturnie oddał do sierocińca. Niech sobie jakiś podrostek wejdzie w dorosły świat w nawoskowanych pantoflach, a co!
- Lepiej pogadajmy o czymś ładnym i miłym. Machnął ręką jakby nie było się czym przejmować. Bo chciał szybko zmienić temat na jakiś lepszy. Nie pierwszy raz kiedy miał na sobie ślady walki i na pewno nie ostatni. Pozwolił się jej dotknąć, bo dotyk ten był dla niego zawsze jak kojący okład na rany zadawane przez zjebany świat. Nawet chłodna aura tego ponurego lasu nie doskwierała tak bardzo z jej całusem na czole. - Na przykład o Tobie.