Porcelana. Nie musiał się z nim obchodzić jak z porcelaną. Nie bardzo wiedział, jak inaczej miałby się obchodzić. W swojej głowie nie widział tego w ten sposób - i miał problem, żeby to jakoś obrócić. Musiałby się przeciwstawiać samemu sobie. Żeby udawać, że nic się nie działo i nie mięknąć w tym momencie automatycznie, chcąc go podotykać, ucałować i zebrać jego skupienie na sobie.
- Chyba źle to odbierasz... - Chociaż w sumie nie istniało coś takiego jak zły odbiór? Tylko złe nadanie? Nie, istniało. Istniało, ponieważ człowiek potrafił w swojej głowie roić sobie różne rzeczy. Przeinaczać. Czasami nawet celowo - będąc negatywnie nastawionym od początku alfabetu. - Bardzo się przejmuję twoim samopoczuciem, ale nie uważam cię za porcelanę. - Złapał jego dłoń i zaczął się nią bawić - przesuwać palcami po skórze, badać opuszczkami paznokcie, obracać ją, rysować linie, z których wróżbici potrafili ponoć tyle wyczytać. Chciałby go kiedyś zabrać do Guinevere... ale na myśl o tym był jednocześnie zazdrosny. To była wyjątkowo piękna kobieta. Czułby się okropnie, gdyby Flynn na nią patrzył... tak. - Jakbym miał patrzeć na twoją kwaśną minę to sam bym się nie bawił dobrze. - Proszę bardzo - to też prawda. Wydawało mu się, że to go czyniło egoistą. Chociaż nie wiedział nigdy, jak na to patrzeć. Na pierwszym miejscu była ta myśl, że ważne dla niego było, jak ten człowiek się czuł, jak się bawił i co przeżywał. Rezonował z tym jednak. Wiedział doskonale, że jest gąbką na ludzi i otoczenie wokół. - Ale jak taki jesteś to robisz się słooodkiii..! - Spojrzał na niego z dołu i zamrugał oczami, zwijając wargi, żeby postarać się ukryć niewinny uśmiech. Miał wrażenie, że może być przez to zły. Uroczy, słodki Flynn z miną człowieka, którego się bał. Bo to nie był człowiek, którego się bał. Albo raczej - był, ale instynkt samozachowawczy Laurenta był fatalny. Przymrużył tylko oczy z zadowolonym uśmiechem na pocałunek w czółko.
- Ach tak, więc to była pułapka. - Przecież to niepoprawne, czego się cieszysz. Złapał ten humor. - Fakt, nie masz. Przynajmniej nie teraz. - Zsynchronizowali się ewidentnie w tym żarcie. Będzie musiał się bardziej nad tym zastanowić, dlaczego nie czuł strachu, lęku przed przyszłością, pomimo tego, że pewne rzeczy... niefajne rzeczy zostały powiedziane. Tak jakby nie chciał, ale się na to godził. Pogodził się z porażką. Tak, zdecydowanie będzie musiał to przemyśleć, bo przecież taka kapitulacja nie była w jego stylu. A może... może właśnie była. Skoro ostatnio gotów był... skapitulować z tego życia całkowicie. Może czas na zupełnie inny rozdział życia. - I tu się mylisz. Bo z tym miejscem nie wiąże się żadna ciekawa historia. - Och, chyba że mieli zacząć rozmawiać o swoich byłych, albo raczej - kochankach. Albo o przyjaciołach. Mógłby, rzecz jasna, ale wcale nie miał na to ochoty. Przynajmniej nie, kiedy nic pozytywnego nie przychodziło mu do głowy. Miał wrażenie, że jak zazwyczaj. - Z tym mieejscem... - przesunął teraz kciukiem po skórze wewnętrznej dłoni Flynna - związana jest najbardziej moja miłość do jedzenia. Tak, uwaga, to wcale nie tak, że nie lubię jeść. - Oderwał głowę od jego ramienia, ale tylko po to, żeby móc spojrzeć w jego twarz. I taka pozycja na dłuższą metę łamała mu kości. - Chociaż mam idealnie kompromitującą historię. - Powiedział po chwili i pokiwał na boki głową. O zgrozo, niby była kompromitująca, ale wspominał ją z uśmiechem. Sam to ledwo pamiętał - bardziej znał ją z opowieści. - Ale najpierw pomogę ci coś wybrać. - Postukał palcem w menu. - Albo wybiorę dla ciebie. - Tak, akurat zdawał sobie z tego sprawę, że kiedy się w takich miejscach nie bywało to łatwo było dać się przytłoczyć.