11.01.2025, 23:35 ✶
Na usta cisnęły mi się te podłe słowa, właściwie myśli, cały nurt myśli, krążących wokół spostrzeżenia, które sprzedał mi inny wampir. Inny wampir. Sama świadomość, że rozmawiałem z innym wampirem i że wyznawał mi tak podłe rzeczy, i że ostatecznie wyszedł z naszego spotkania bez szwanku, a to właściwie ja wyszedłem z naszego spotkania... załamany psychicznie, ta świadomość była dusząca. Sama w sobie. Myśl, że ta agresja, ta radość z agresji mogłaby być częścią mojej natury, nowego hobby - niszczyła mnie od środka. Czy właśnie taki miałem się stać...? Potwór w czystej swojej naturze potworności?
Przy Laurencie właśnie tak się czułem. Przemknęło przez moją głowę, że mógłbym być dla niego potworem. Gdyby chciał... To było złe, to było potworne. Zrobiłbym to dla krwi. To było niczym szmacenie się. Albo byciem uzależnionym.
Nie powinenem o tym myśleć, bo jeszcze to zrobię.
Bez zgodu.
Znowu.
Nie powiedziałem ani słowa o mojej nowej złej naturze. Nie chciałem go przestraszyć, choć przecież powinienem, ale jakżebym mógł? Zamknął mi mordę swoim wyznaniem. Tak bardzo, że nie ważyłem się drgnąć. Ani fizycznie, ani psychicznie. Nie wiedziałem, co we mnie widział, czyżby jakąś nutkę nadziei, że nie przekreślał mnie, chociaż... Ach. Pękało we mnie wszystko, na drobne skrawki. Czasami miałem wrażenie, że nikomu już na mnie nie zależy albo że wszyscy boją się mnie... W sumie wiele było różnych przemyśleń. Miałem po prostu za dużo wolnego czasu. Teraz na dodatek miałem ochotę zamienić się w marmur i pozostać właśnie w obrębie własnej głowy, a jednak życie trwało dalej i nie mogłem niczego zatrzymać. Nawet siebie. Na upartego czy może klątwą...? A może jednak mógłbym? Cóż, na pewno w tej chwili nie miałem odpowiednich warunków.
Drgnąłem, nie wiedząc co powiedzieć, ale Laurent nie czekał. Mówił dalej. Może to dobrze. Nie chciałem żeby widział moje rozbicie ani wiedział, że to w jakiś sposób... Dziwne to było, czuć tak wiele z byle słów, a jednak to naprawdę wiele dla mnie znaczyło. Można nawet rzec, że kupił mnie tymi słowami, choć i tak zgodziłbym się na wszystko ze względu na nasze wcześniejsze spotkania.
Odetchnąłem głęboko, uspokajając emocje, zanim się odezwałem. Wpatrywałem się nawet chwilę w nieświadomych imprezowiczów, póki nie unormowałem tego chaosu w sobie. Miałem zamiar przemyśleć to sobie później. Tak będzie lepiej.
- Pomogę ci ze wszystkim. Mam tak wielki dług u ciebie, że uznaję go za nie do spłacenia - odparłem zgodnie z prawdą, taką prawdą, której nie zamierzałem zmieniać, pomimo zapewnień Laurenta, że wina nie leżała jedynie po mojej stronie. Miałem kły i żądzę krwi w związku z czym powinienem być bardziej odpowiedzialny. To nie była zabawka. - Co mam zrobić? - zapytałem od razu, nie zamierzając słuchać jakichkolwiek komentarzy Laurenta odnośnie wspomnianego przeze mnie długu. Nie można było od tak wysysać z kogoś krwi. To było wbrew prawu. Gdyby nie ten gość, który pojawił się w ostatniej chwili, było by po Laurencie. Ja nie dałbym rady go ocalić.
A teraz nie tylko moja wolność była w jego rękach, także moja przyszłość.
Wciąż unikałem patrzenia na niego. Nie chciałem kusić losu, więc miałem nadzieję, że Laurent nie uzna tego za tchórzostwo czy brak szacunku.
Przy Laurencie właśnie tak się czułem. Przemknęło przez moją głowę, że mógłbym być dla niego potworem. Gdyby chciał... To było złe, to było potworne. Zrobiłbym to dla krwi. To było niczym szmacenie się. Albo byciem uzależnionym.
Nie powinenem o tym myśleć, bo jeszcze to zrobię.
Bez zgodu.
Znowu.
Nie powiedziałem ani słowa o mojej nowej złej naturze. Nie chciałem go przestraszyć, choć przecież powinienem, ale jakżebym mógł? Zamknął mi mordę swoim wyznaniem. Tak bardzo, że nie ważyłem się drgnąć. Ani fizycznie, ani psychicznie. Nie wiedziałem, co we mnie widział, czyżby jakąś nutkę nadziei, że nie przekreślał mnie, chociaż... Ach. Pękało we mnie wszystko, na drobne skrawki. Czasami miałem wrażenie, że nikomu już na mnie nie zależy albo że wszyscy boją się mnie... W sumie wiele było różnych przemyśleń. Miałem po prostu za dużo wolnego czasu. Teraz na dodatek miałem ochotę zamienić się w marmur i pozostać właśnie w obrębie własnej głowy, a jednak życie trwało dalej i nie mogłem niczego zatrzymać. Nawet siebie. Na upartego czy może klątwą...? A może jednak mógłbym? Cóż, na pewno w tej chwili nie miałem odpowiednich warunków.
Drgnąłem, nie wiedząc co powiedzieć, ale Laurent nie czekał. Mówił dalej. Może to dobrze. Nie chciałem żeby widział moje rozbicie ani wiedział, że to w jakiś sposób... Dziwne to było, czuć tak wiele z byle słów, a jednak to naprawdę wiele dla mnie znaczyło. Można nawet rzec, że kupił mnie tymi słowami, choć i tak zgodziłbym się na wszystko ze względu na nasze wcześniejsze spotkania.
Odetchnąłem głęboko, uspokajając emocje, zanim się odezwałem. Wpatrywałem się nawet chwilę w nieświadomych imprezowiczów, póki nie unormowałem tego chaosu w sobie. Miałem zamiar przemyśleć to sobie później. Tak będzie lepiej.
- Pomogę ci ze wszystkim. Mam tak wielki dług u ciebie, że uznaję go za nie do spłacenia - odparłem zgodnie z prawdą, taką prawdą, której nie zamierzałem zmieniać, pomimo zapewnień Laurenta, że wina nie leżała jedynie po mojej stronie. Miałem kły i żądzę krwi w związku z czym powinienem być bardziej odpowiedzialny. To nie była zabawka. - Co mam zrobić? - zapytałem od razu, nie zamierzając słuchać jakichkolwiek komentarzy Laurenta odnośnie wspomnianego przeze mnie długu. Nie można było od tak wysysać z kogoś krwi. To było wbrew prawu. Gdyby nie ten gość, który pojawił się w ostatniej chwili, było by po Laurencie. Ja nie dałbym rady go ocalić.
A teraz nie tylko moja wolność była w jego rękach, także moja przyszłość.
Wciąż unikałem patrzenia na niego. Nie chciałem kusić losu, więc miałem nadzieję, że Laurent nie uzna tego za tchórzostwo czy brak szacunku.