Lewis miał przyjemny sen. Śnił mu się tuńczyk żółtopłetwy z panissami z cieciorki i emulsją z piwa orkiszowego. Śnił o bogatym, wielowarstwowym smaku z goryczą, tłuszczem rybnym przyjemnie rozlewającym się w ustach w połączeniu z chrupkimi frytkami. Aż nagle, zadławił się. Ktoś zaczął nim potrząsać. Tylko, że ta ostatnia część snem absolutnie nie była.
Skrzywił się zamrugał.
— Co do chuja... — burknął, zaspany, co wraz z senną chrypką i mało wyraźnym zaznaczeniem sylab brzmiało jak jednolity bełkot. — Crow? Która jest godzina kutasie?
Wyrwany z głębokiego snu nie mógł dojść do siebie. Usiadł jednak, podrapał się po odsłoniętym ramieniu, pościel zawinięta dookoła jego talii. Włosy odstawały mu na wszystkie strony, z jednej przyklapnięte od spania, na policzku odbicie guzików od poduszki, na której widniał ślad śliny.
— Od kiedy ty kurwa jesz sałatki? — w teorii Crow pownienin uruchomić pułapkę, ale Lewis doskonale wiedział, że cyrkowiec po prostu widzi wszystkie na wylot, chyba zresztą nawet rozmawiał z nim na jej temat kilka lat temu, gdy ten zaszczycał jego mieszkanie swoją obecnością.
Kucharz traktował kumpla, jakby ten nigdy nie zniknął, a przerwa między ich rozmowami trwała tydzień, a nie dużo, dużo więcej. Po pierwsze, dlatego że McKinnon wiedział, że czasami znika się z powodów różnych, jak jego nieobecność przez rok, gdy oglądał świat zza krat i jego sny kulinarne były dużo mniej zaawansowane. Marzył wtedy o odrobinie pieprzu cayenne i oliwie z oliwek. Po pierwszym posiłku na wolności zwymiotował, bo jego organizm zapomniał już, jak działają różne tekstury na układ trawienny. Wywołało to w nim solidne postanowienie, aby już nigdy nie dać się złapać.
Lewis wstał. Jego chude kolana wystawały spod spodenek, które wyglądały na bardzo drogie i kontrastowały z białym podkoszulkiem, który przestał być biały, przechodząc w brzydką szarość, z uporxzywymi plamami, które mimo zaklęć i wielokrotnego prania nie chciały opuścić tkaniny. Spodenki Lewis ukradł pewnemu mugolskiemi chłopakowi podczas wyprawy na Hampstead Heath Ponds, żeby sobie popływać. Razem z jego zegarkiem oraz kilkoma funtami, które znalazł w kieszeni. Przednia zabawa.
— Ja pierdole— przetarł znów oczy i spojrzał na zegarek, stojący na skrzynce po jabłkach, która służyła mu za stolik nocny. — Mózg ci chropianek wyżarł?
A jednak przeszedł do głównej przestrzeni mieszkania, kuchni i otworzył szafkę. Podrapał się po pośladku. Sałatka. Kurwa. Sałatka.