12.01.2025, 18:43 ✶
Brenna jadła resztę popcornu, zupełnie nieświadoma, jak bluźniercze myśli chodzą po głowie Basiliusa. Zakazanie produkcji czekoladowych żab? Całkiem możliwe, że gdyby się podzielił tym pomysłem, ona odpowiedziałaby, że powinni zakazać gry w karty i faktycznie by się pokłócili, chociaż po prawdzie rzadko zdarzało się jej kłócić z kimkolwiek i… i chyba żadna siła wyższa nie uznałaby, że już nie jest tak zabawnie i trzeba dać im spokój, a wręcz przeciwnie, poczułaby się zachęcona.
Ale chociaż Brenna była skłonna uwierzyć w klątwę, to już nie w to, że Bogini Matka albo dowolny odpowiednik tego bytu choć w najdrobniejszy sposób interesowała się jej losem, więc tego typu rzeczy w ogóle nie przychodziły kobiecie do głowy.
– Może o tym nie rozmawiajmy, bo to zaczyna brzmieć niebezpiecznie jak kuszenie losu. To znaczy kuszenie klątwy. Żeby jednak nie zostawiła nas w Anglii – stwierdziła, gdy Basilius zaproponował trzymanie się wysp. Jej myśli nagle poleciały w inną zupełnie stronę, mianowicie zaczęła się obawiać, że ta cała rozmowa o podróżach, i o zostaniu w Anglii, podziała jak ta o piątku siedemnastego, który był pechową datą we Włoszech i potem faktycznie spadł im na głowy. Wprawdzie szczęśliwie dotąd tylko raz, ale Brenna nagle się zaniepokoiła, że może ich rozmowy i tego typu deklaracje, w rodzaju „tego nie róbmy” albo „to na pewno się nie zdarzy” stanowiły tylko dodatkowy wyzwalacz wydarzeń. A chociaż nie miała niczego przeciwko zagranicznym podróżom, to jednak bardzo nie chciałaby, aby okazało się, że uda się w taką czystym przypadkiem, prowadzona magią piątku trzynastego, ewentualnie jakiejś innej, bardzo dziwnej daty, i że sytuacja ogólnie eskaluje…
– Naprawdę? W jakiej roli się widziałeś? Ja na przykład zawsze uważałam, że byłabym świetnym clownem. Jestem pewna, że pobiłabym wszelką konkurencję, to zresztą mój plan alternatywny, gdyby mnie kiedyś wyrzucili z Brygady. Ale szczególnie podobało mi się jednak rzucanie nożami, raz nawet wlazłam Bellom do namiotu, żeby obejrzeć sobie ich rekwizyty – przyznała beztrosko. Miała wtedy jakieś piętnaście lat, i Alexander Bell próbował nastraszyć ją mieczem, ale niestety Brenna od razu widziała, że zupełnie nie umiał z niego korzystać: trzymał rękojeść tak, że prędzej połamałby sobie nadgarstek niż wziął udział w widowiskowym pojedynku.
Kambodża.
Brenna zastanawiała się przez moment, czy to że oboje ją wymienili, znaczyło, że są tak do siebie podobni, że tak absolutnie się nie znają – skoro oboje założyli, że druga osoba powie coś zupełnie innego i dlatego wybrali Kambodżę, czy może ich klątwa objawiała się czasem na naprawdę niespodziewane sposoby. Kąciki ust wciąż drgały jej lekko od powstrzymywanego śmiechu, bo przecież ostatecznie nie skończyli w Kambodży i to było do pewnego stopnia zabawne.
Spojrzała na niego z pewną ciekawością, kiedy zaczął zadawać pytanie „czemu”, ale go nie dokończył. I już, już miała zamiar spytać, co „czemu”, ale odgłosy dobiegające z namiotu zwróciły i jej uwagę.
Wrzuciła opakowanie po popcornie do najbliższego kosza i trochę przyspieszyła kroku. Niby na razie dźwięki nie zdawały się jakoś szczególnie niepokojącego, ale nie brzmiało to też jakby dużo zasłuchanych osób siedziało na trybunach podczas koncertu i…
…Brenna pociągnęła za płachtę.
To był jeden z tych magicznych, zaklętych namiotów, w środku większych niż z zewnątrz. Od wejścia mieli całkiem dobry widok na scenę, na rzędy miejsc, opadających z góry na dół, każdy trochę niżej i na kilkadziesiąt osób zgromadzonych na przedstawieniu.
Wszyscy, co do jednego tańczyli.
Ale chociaż Brenna była skłonna uwierzyć w klątwę, to już nie w to, że Bogini Matka albo dowolny odpowiednik tego bytu choć w najdrobniejszy sposób interesowała się jej losem, więc tego typu rzeczy w ogóle nie przychodziły kobiecie do głowy.
– Może o tym nie rozmawiajmy, bo to zaczyna brzmieć niebezpiecznie jak kuszenie losu. To znaczy kuszenie klątwy. Żeby jednak nie zostawiła nas w Anglii – stwierdziła, gdy Basilius zaproponował trzymanie się wysp. Jej myśli nagle poleciały w inną zupełnie stronę, mianowicie zaczęła się obawiać, że ta cała rozmowa o podróżach, i o zostaniu w Anglii, podziała jak ta o piątku siedemnastego, który był pechową datą we Włoszech i potem faktycznie spadł im na głowy. Wprawdzie szczęśliwie dotąd tylko raz, ale Brenna nagle się zaniepokoiła, że może ich rozmowy i tego typu deklaracje, w rodzaju „tego nie róbmy” albo „to na pewno się nie zdarzy” stanowiły tylko dodatkowy wyzwalacz wydarzeń. A chociaż nie miała niczego przeciwko zagranicznym podróżom, to jednak bardzo nie chciałaby, aby okazało się, że uda się w taką czystym przypadkiem, prowadzona magią piątku trzynastego, ewentualnie jakiejś innej, bardzo dziwnej daty, i że sytuacja ogólnie eskaluje…
– Naprawdę? W jakiej roli się widziałeś? Ja na przykład zawsze uważałam, że byłabym świetnym clownem. Jestem pewna, że pobiłabym wszelką konkurencję, to zresztą mój plan alternatywny, gdyby mnie kiedyś wyrzucili z Brygady. Ale szczególnie podobało mi się jednak rzucanie nożami, raz nawet wlazłam Bellom do namiotu, żeby obejrzeć sobie ich rekwizyty – przyznała beztrosko. Miała wtedy jakieś piętnaście lat, i Alexander Bell próbował nastraszyć ją mieczem, ale niestety Brenna od razu widziała, że zupełnie nie umiał z niego korzystać: trzymał rękojeść tak, że prędzej połamałby sobie nadgarstek niż wziął udział w widowiskowym pojedynku.
Kambodża.
Brenna zastanawiała się przez moment, czy to że oboje ją wymienili, znaczyło, że są tak do siebie podobni, że tak absolutnie się nie znają – skoro oboje założyli, że druga osoba powie coś zupełnie innego i dlatego wybrali Kambodżę, czy może ich klątwa objawiała się czasem na naprawdę niespodziewane sposoby. Kąciki ust wciąż drgały jej lekko od powstrzymywanego śmiechu, bo przecież ostatecznie nie skończyli w Kambodży i to było do pewnego stopnia zabawne.
Spojrzała na niego z pewną ciekawością, kiedy zaczął zadawać pytanie „czemu”, ale go nie dokończył. I już, już miała zamiar spytać, co „czemu”, ale odgłosy dobiegające z namiotu zwróciły i jej uwagę.
Wrzuciła opakowanie po popcornie do najbliższego kosza i trochę przyspieszyła kroku. Niby na razie dźwięki nie zdawały się jakoś szczególnie niepokojącego, ale nie brzmiało to też jakby dużo zasłuchanych osób siedziało na trybunach podczas koncertu i…
…Brenna pociągnęła za płachtę.
To był jeden z tych magicznych, zaklętych namiotów, w środku większych niż z zewnątrz. Od wejścia mieli całkiem dobry widok na scenę, na rzędy miejsc, opadających z góry na dół, każdy trochę niżej i na kilkadziesiąt osób zgromadzonych na przedstawieniu.
Wszyscy, co do jednego tańczyli.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.