Cornelius stał z rękami założonymi na piersi, nie ukrywał tego, że wciąż był nieco rozbawiony pomyłką swojego przyjaciela. Z początku wybuchł śmiechem, bezlitośnie wyśmiewając Ambroise'a, który pomylił zwłoki poszukiwanego kota z pomidorem. Jego reakcja była naturalna, a śmiech sam z siebie wydobywał się z piersi mężczyzny. Kto by nie skorzystał z takiej sytuacji? Dopiero, gdy Nora skomentowała całą pomyłkę, próbując rozładować atmosferę, Corio pokiwał głową, bo przecież, mimo swej skłonności do drwiny, nie był aż takim wrednym dupkiem, jak mogłoby się wydawać. Mógłby nawet powiedzieć, że przez chwilę w jego sercu zagościło poczucie winy za to, że wyśmiewał przyjaciela, ale szybko machnął na to ręką, pewien, że w analogicznej sytuacji, Roise zrobiłby dokładnie to samo, też nie znałby najmniejszego umiaru w uszczypliwościach.
- No, tak, jasne, każdemu się zdarza. Szukajmy dalej, nie ma, co tak stać. - To wystarczyło, by Cornelius machnął ręką na całą sytuację, postanawiając wrócić do poszukiwań, ale wcześniej, przechodząc obok Roise'a, mruknął prawie bezgłośnie, uśmiechając się nieznacznie. - Nie zesraj się.
Udało im się przeszukać okolicę, ale ślady Karmelka, zamiast prowadzić ich do kota, stawały się coraz bardziej zatarte. Z minuty na minutę, Cornelius odczuwał narastającą w nim frustrację. Z każdą chwilą ich poszukiwania były coraz bardziej bezowocne, kot mógł być blisko, ale równie dobrze mógł oddalać się z każdym ich krokiem. W końcu, po długich minutach, dotarli do końca ulicy, stając w jedynym miejscu, którego jeszcze nie przeszukali, przed wejściem na wrzosowiska, na których horyzoncie rozpościerał się nieprzyjemny widok Kniei Godryka. Gdy popatrzył w stronę lasu, jego umysł wypełniły wątpliwości, mimo to nie miał zamiaru odpuścić, pozwalając sobie ruszyć dalej, wbrew wewnętrznemu sprzeciwowi wobec zbliżania się w okolice gęstwiny, z którą nie miał ostatnio dobrych doświadczeń, a nawet wręcz przeciwnie.
Szybko dotarli na miejsce, rozpoczynając poszukiwania, ich spojrzenia przesuwały się po fioletowych łanach wrzosów. To tam, wśród gęstych krzaków, Cornelius nagle dostrzegł ruch, prawdopodobnie w tym samym momencie, w którym zrobili to też inni, bo ich reakcja była bardzo zbliżona. Przynajmniej ta do momentu, w którym Lestrange odruchowo spłoszył kota, teraz to osobiście mogąc wykazać się głupotą równą myleniu pomidora ze zwłokami...
- Karmelku! Chodź tutaj! Kici, kici! - Kiedy kot usłyszał jego głos, odwrócił się i spojrzał na nich, a w tym momencie Cornelius zrozumiał, że to nie była ich szansa, to był jego błąd. Kot zareagował na ich wołania, ale zamiast do nich podejść, nagle ruszył w stronę Kniei, a mężczyzna poczuł, jak jego serce zamarło. - Co do diabła?! Miał się słuchać! - Sarknął, widząc, jak kot zniknął w gęstwinie wrzosowisk. Odruchowo wyciągnął różdżkę, trzykrotnie próbując rzucić w kota zaklęciem, żeby zatrzymać rudzielca na miejscu, ale na nic, bezskutecznie, bo kot reagował za szybko, umykając na boki, spiralą rzucił się w stronę lasu. Lestrange nie miał zamiaru dać się wyprzedzić. W tej samej chwili, w której Ambroise ruszył w pogoń, Corio również rzucił się naprzód.
- Kurwa twoja mać! - Nie komentował prowokacji. Taki, a nie inny komentarz wynikał z uwagi na to, że w przeciwieństwie do matki przyjaciela, mać Lestrange, gdy jeszcze żyła, była bardzo daleka od bycia kurwą. Cornelius, za to, zbyt mocno lubił rzucać kurwami, żeby darować sobie okoliczność, w której mógł, za całym przyzwoleniem części konfliktu, zamieniać tam własną mać na cudzą i dalej to robić.
Cornelius, czując przypływ adrenaliny, zareagował natychmiast. Zdecydowanie ruszył za kotem, nie oglądając się za siebie, rzucił się do przodu, czując, jak jego mięśnie napinają się w rytm biegu. W tej chwili nie myślał już o Kniei ani o niebezpieczeństwie. Myślał tylko o tym, by złapać kota, zanim zrobi to drugi mężczyzna. Wszystko działo się szybko. Karmelek mknął przed nimi, po to, żeby zwolnić tuż przed zagajnikiem, dając im jedną szansę na sto. W tej samej chwili, co Ambroise, on również rzucił się w stronę Karmelka. W ostatnim momencie, nie miał zamiaru się wahać, skoczył w stronę Karmelka, starając się złapać go w ramiona. Jego ręka przesunęła się po kocim futerku, prawie chwyciła kota za kark, ale nagle, w ostatniej chwili, kot wykręcił się i zaczął wierzgać. Łapał kota na oślep, nie był pewien, czy Ambroise był szybszy, dopóki nie mieli na to dowodu w postaci mocno trzymanego zwierzaka. Do tej pory nie triumfowali.
No, skoro to rywalizacja, to jednak zobaczymy, kto pierwszy dopadł do kota... Niech decyduje wyższy wynik.
Rzut na: Aktywność fizyczna ( ◉◉○○○) bez modyfikatorów, przewag/zawad w celu złapania kota, zanim zrobi to Ambroise.
Sukces!
Slaby sukces...