Jak zwykle nie wiedział, czy Flynn go słucha, czy nie słucha. Jak zwykle nie wiedział, jakiej reakcji się spodziewać. Jakie emocje się pojawią i zostaną wyłożone na stół. Ten supełek splotu się w nim rozplątywał - zbieranie zębami fragmentów musiało działać, a czasami najlepiej działało e bezruchu i ciszy. Bo Laurent miał w końcu mnóstwo do powiedzenia, miał mnóstwo słów, które starał się skracać, żeby Flynn się nie gubił, ale och, no był pewien, że i tak dobrze mu to nie wyszło. Mógł bardzo skupiać się na przekazie i siedzieć napiętym, albo sobie peplać, co mu przejdzie przez myśli i czuć się swobodnie. Wykorzystywał malutkie wypośrodkowanie - bo się starał. Naprawdę próbował. Szkoda, że próby to za mało. Posiadanie jednak osoby, której możesz powiedzieć wszystko. Takiej, przy której nie boisz się aż tak konsekwencji. Gdzie on sam nie był laleczką z saskiej porcelany, a druga strona ślicznym soplem lodu zaglądającym do niego przez okno. Szronem na szybie, co fantazyjnością wzorów sprawiał, że błagał o możliwość jego dotknięcia. Dotknie - roztopi się. A gdyby dało się nie..?
- Gdyby cię nie rzucił, to byś do mnie nie przyszedł z takim nastawieniem. - Nie było zawahania w jego odpowiedzi. Może nie do końca "inny", ale jednocześnie tak... trochę w sumie inny? Ten sam Flynn, tylko dziwiący swoim... wszystkim. - Mylę się? - Odważył się, by patrzeć na jego twarz i w jego oczy. Tak, zabrzmiało to cierpko - na tyle, że Laurent umoczył te usta w winie drugi raz. Wolnym ruchem nieśpiesznym. Budowa muru obaw było tu bardzo proste - na nowo kładziemy każdą z cegieł, na nowo wypełnia wolną przestrzeń maź, która niby ma to wszystko trzymać. Nikt się nie przejmuje szlifem - to nigdy nie miało być ładne. Jeśli się skaleczysz - właściwie dobrze. Tak miało być. Twoja tarcza będzie twoją zgubą - nie zapominaj o tym. Za to pamiętaj o oddychaniu, bo przez moment Laurent wstrzymał oddech, na czym się przyłapał. I zadbał o to, żeby wziąć głębszy wdech, głębiej odetchnąć. - Znowu zbywałbyś moje pytania udając, że wcale tego nie robisz, burczał na mnie, a potem poczucie winy doprowadzałoby cię do wariactwa. - Mylę się? Wolałby się mylić. Jednocześnie miałby wielki problem z przyjęciem zaprzeczenia. Problem w uwierzenie w to zaprzeczenie.