13.01.2025, 00:49 ✶
Oczywiście, że nie. Tak samo nie przyszedłby do niego taki jakim go zastał w swoim domu, gdyby mama nie porzuciła go na ulicy, gdyby się nie tułał tygodniami po ulicy, gdyby Bellowie nie zaciągnęli go od razu do pracy, gdyby nie zakochał się w wariatce, która mówiła mu, że go kocha, a później karała go, przypalając skórę papierosami. Byłby kompletnie innym człowiekiem. Nie przyszedłby do niego z takim nastawieniem. Więc nie mylił się. Oczywiście, że się nie mylił. A jednocześnie mylił się całkowicie. Jak?
Milczał długo. Kilka tych piekielnie długich sekund poświęconych na ucieknięcie spojrzeniem w bok, ale nie w jakiejś obawie. Crow się zwyczajnie zawiesił. Nieobecne spojrzenie utkwiło nie w jakimś konkretnym obiekcie, lecz w nicości - musiał te słowa i własne emocje jakoś przetrawić, a to nie przychodziło mu łatwo. Niestety nie potrafił jak gdyby nigdy nic wypluć z siebie czegoś takiego jeżeli nie flirtował, tylko poruszał jakieś głębokie tematy o tym jak działała natura ludzka... i ta jego, której się tak wstydził i próbował zakrywać ją kiedy tylko się dało.
- Nawet jeżeli nie - odparł wreszcie, znów przenosząc spojrzenie na jego oczy - nawet jeżeli istnieje tutaj jakaś obiektywna prawda i znajduje się w twoich rękach - w którą nie wierzył ani trochę - to zadajesz teraz złe pytanie. Takie, które cię pewnie dobija. Dałem ci do ręki fiolkę z Veritaserum, żebyś mógł zapytać o cokolwiek, ale nigdy nie zapytałeś o rzeczy, o których na pewno myślisz, skoro uważasz, że „nagle zrobiłem się grzeczny, bo on mnie rzucił”. Heh. A nie wiesz nawet, dlaczego się rozstaliśmy. Nie wiesz, co było ostatnim tematem naszej rozmowy. Nie wiesz, dlaczego było ich dwóch. Ani gdzie ten drugi teraz jest.
Puścił jego dłoń, żeby unieść swoją do góry i rzucić jej cień na okoliczną ściankę.
- Ten cień, to jest to, co widzisz. To jest to, co dopowiadam sobie, kiedy nie mówisz wprost. Kiedy bawisz się w obchodzenie tematu naokoło. - Przygryzł wargę, opuszczając rękę i kręcąc głową. - Znam to uczucie. Strach przed powiedzeniem czegoś wprost, bo wszystko może się skończyć. Nie chcę go czuć nigdy więcej. - A jednak wcale nie był z nim zawsze do końca szczery. Pewne zagadnienia... wciąż warto było zachować dla siebie.
Milczał długo. Kilka tych piekielnie długich sekund poświęconych na ucieknięcie spojrzeniem w bok, ale nie w jakiejś obawie. Crow się zwyczajnie zawiesił. Nieobecne spojrzenie utkwiło nie w jakimś konkretnym obiekcie, lecz w nicości - musiał te słowa i własne emocje jakoś przetrawić, a to nie przychodziło mu łatwo. Niestety nie potrafił jak gdyby nigdy nic wypluć z siebie czegoś takiego jeżeli nie flirtował, tylko poruszał jakieś głębokie tematy o tym jak działała natura ludzka... i ta jego, której się tak wstydził i próbował zakrywać ją kiedy tylko się dało.
- Nawet jeżeli nie - odparł wreszcie, znów przenosząc spojrzenie na jego oczy - nawet jeżeli istnieje tutaj jakaś obiektywna prawda i znajduje się w twoich rękach - w którą nie wierzył ani trochę - to zadajesz teraz złe pytanie. Takie, które cię pewnie dobija. Dałem ci do ręki fiolkę z Veritaserum, żebyś mógł zapytać o cokolwiek, ale nigdy nie zapytałeś o rzeczy, o których na pewno myślisz, skoro uważasz, że „nagle zrobiłem się grzeczny, bo on mnie rzucił”. Heh. A nie wiesz nawet, dlaczego się rozstaliśmy. Nie wiesz, co było ostatnim tematem naszej rozmowy. Nie wiesz, dlaczego było ich dwóch. Ani gdzie ten drugi teraz jest.
Puścił jego dłoń, żeby unieść swoją do góry i rzucić jej cień na okoliczną ściankę.
- Ten cień, to jest to, co widzisz. To jest to, co dopowiadam sobie, kiedy nie mówisz wprost. Kiedy bawisz się w obchodzenie tematu naokoło. - Przygryzł wargę, opuszczając rękę i kręcąc głową. - Znam to uczucie. Strach przed powiedzeniem czegoś wprost, bo wszystko może się skończyć. Nie chcę go czuć nigdy więcej. - A jednak wcale nie był z nim zawsze do końca szczery. Pewne zagadnienia... wciąż warto było zachować dla siebie.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.