27.01.2023, 18:47 ✶
Wraz z utratą przytomności kończył się pewien rozdział w jego życiu. Nie mógł wiedzieć, że w jego trzewiach tkwią jeszcze słabe oddechy. Nie słyszał swojego bicia serca, tak samo jak szumu w uszach. Nie było nawet zimna wilgotnego chodnika czy ciepła bijącego z płonącego kontenera. Nie było dla niego ważne czy jest dzień czy noc. Zanim zamknął oczy zapytał sam siebie dlaczego był tak słaby, aby nie potrafić uciec sprzed oblicza mordercy? Trzymał obie dłonie na dziurze w brzuchu spod której krew już tak obficie nie wypływała... bo cała reszta znajdowała się wokół jego nieruchomej sylwetki. O ironio, gdy odpłynął w objęcia śmierci pojawił się uzdrowiciel. Ktoś dziwny, kogo nie powinno tu być; logika zakazywała pojawiania się tak niezbędnej osoby w tym miejscu. Niestety ale się spóźnił, a poświadczała o tym bezwładność Cody'ego. Blady jak ściana, pokryty doszczętnie swoją krwią, z zaszytą dziurą na brzuchu był przenoszony z miejsca zbrodni. Ta ostatnia iskra życia, którą William w nim dostrzegł wyleciała spomiędzy jego ust dokładnie wtedy kiedy został położony. Głowa Cody'ego zsunęła się na bok, tak samo jak ręka. Każda linia papilarna na jego dłoniach, każda linia, z której wróżyła mu kiedyś urocza czarnulka - nawet najmniejszy cal wybrudzony był krwią. Ciało nie okazywało już żadnych funkcji życiowych. Już nigdy serce miało nie przyspieszać swojego tempa kiedy pochyla się przy ślicznych dziewczętach. Bogin jego ukochanej, zmarłej matki właśnie się ziścił. Równie martwy syn, którego zamiłowanie do magii sprowadziło na niego śmierć. Nigdy by nie podejrzewał, że nastąpi ona w piwnicy jakiegoś szalonego naukowca. Gdyby miał w sobie choć więcej życia to nagadałby się z nim za wszystkie czasy. Niestety, ale William przyniósł sobie do piwnicy trupa tylko jeszcze o tym nie wiedział. Za moment się zorientuje i nastąpi poważny problem: jak się z tego wytłumaczy?