13.01.2025, 02:21 ✶
Cisza.
Znów szum w jego głowie, delikatne drgnięcia interpretowane jako nuty, stały się głośniejsze niż cokolwiek innego wokół. Słyszał siebie, Laurenta i swoje skołatane myśli. To był ten stan, z którego łatwo było zaciągnąć go w złe miejsce. W to, w którym reagował agresją, gniewem, albo kompletnym zamknięciem się w sobie. I było to widać - w rozbieganym spojrzeniu, czuć - bo ręka mu drgała, słychać - bo but zaczął wystukiwać rytm.
Kelnerka postawiła na stole talerz z tym smutnym obrazkiem, a on się tym do końca nie przejął. Niby przemknęło mu to przez głowę - że bardziej niż obrzydliwe to było smutne - bo to chyba było żywe i być może cierpiało tu przed nim, a on już nic z tym nie zrobi, bo ktoś pociął to nożem. Strasznie głupie. Z niemrawą miną wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów, pokazał jej, poczekał na skinięcie głową. Wsadził sobie tego papierosa do ust z nadzieją, że siwy dym go chociaż trochę zasłoni. Nie będzie się już czuł taki goły w obliczu tego, co mówił Alexandrowi w dniu, w którym został wyrzucony z wozu okupowanego przez trzy ostatnie lata. Mógł być dziwką, mógł być kurwą i szmatą, ale nigdy go nie zapomni. Że będzie cierpiał z tej miłości i żałował pozbycia się go ze swojego życia każdego pierdolonego dnia. Że nie znajdzie nikogo lepszego niż on, z nikim życie nie będzie smakowało tak samo. I miał rację. Jego brat siedział tam gdzieś, liczył te swoje rachunki i pewnie myślał o nim co jakiś czas, bo druga strona łóżka była zimna i pusta - ręka obejmująca go przez te wszystkie dni, teraz była oferowana komuś innemu.
- Nie minęło dwadzieścia dni - poprawił go od razu. - Może dla ciebie minęło dwadzieścia dni. - On sam nawet ich nie liczył. Zaciągnął się dymem, wlepiając wzrok w talerz. - Dla mnie minęło trzydzieści lat. Połowę z nich spędziłem poza jego zasięgiem, a kiedy wróciłem nie byłem już człowiekiem, którego znał. Złożyłem mu obietnicę, będąc kimś, za kim tęsknił i próbowałem jej dotrzymać, ale wiesz co, Laurent? - Oderwał się od tej ośmiornicy, zamiast tego zamknął oczy i przetarł je palcami, opierając się łokciem o kanapę. - Jedynym co tym osiągnąłem, było pokazanie mu, że czas poza tym cyrkiem leci do przodu. Że jest człowiek, który rozumie mnie lepiej niż on i lubię opowiadać mu o sobie. Że dziwka ze Ścieżek wie o mnie więcej niż on. I może... - Otworzył je, pozwalając spojrzeniu przystosować się do tego dziwnego światła, nim spróbował odszukać oczu Laurenta, o ile ten w ogóle spoglądał w jego kierunku.
Może to brzmi źle, ale to nie jest historia o tobie.
I dobrze, że to nie była historia o nim. Że to były jakieś odrębne rzeczywistości. Że to jak był nazywany kimś niewartym miłości i poświęcenia, kimś żałosnym, niepotrafiącym kochać, to coś za jego plecami. Mówiono mu, że był zdrajcą, bo myślał o kimś innym, ale jednocześnie nikt nie dawał mu prawa dzielenia się tym, co czuł do Alexandra ze swoimi przyjaciółmi. Chuj z nim, naprawdę.
- Mhmm... Możesz mi powiedzieć, w jaki sposób niby to miało mnie zmienić na lepsze? Ostatnie miesiące naszego życia to były wieczne kłótnie, wyzwiska, szarpaniny. Wyjebał mnie na bruk jeszcze przed Lammas. Ludzie nie nabierają od tego łagodności, tylko strachu. - Pokręcił głową. - Pojawiałem się przez niego to co najwyżej najebany po kolejnej napierdalance. Po którejś zwyczajnie przestałem się starać. Widzisz mnie innym, bo obiecałeś mi życie, którego chciałem, a ja podjąłem decyzję. - Dokonał wyboru.
Znów szum w jego głowie, delikatne drgnięcia interpretowane jako nuty, stały się głośniejsze niż cokolwiek innego wokół. Słyszał siebie, Laurenta i swoje skołatane myśli. To był ten stan, z którego łatwo było zaciągnąć go w złe miejsce. W to, w którym reagował agresją, gniewem, albo kompletnym zamknięciem się w sobie. I było to widać - w rozbieganym spojrzeniu, czuć - bo ręka mu drgała, słychać - bo but zaczął wystukiwać rytm.
Kelnerka postawiła na stole talerz z tym smutnym obrazkiem, a on się tym do końca nie przejął. Niby przemknęło mu to przez głowę - że bardziej niż obrzydliwe to było smutne - bo to chyba było żywe i być może cierpiało tu przed nim, a on już nic z tym nie zrobi, bo ktoś pociął to nożem. Strasznie głupie. Z niemrawą miną wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów, pokazał jej, poczekał na skinięcie głową. Wsadził sobie tego papierosa do ust z nadzieją, że siwy dym go chociaż trochę zasłoni. Nie będzie się już czuł taki goły w obliczu tego, co mówił Alexandrowi w dniu, w którym został wyrzucony z wozu okupowanego przez trzy ostatnie lata. Mógł być dziwką, mógł być kurwą i szmatą, ale nigdy go nie zapomni. Że będzie cierpiał z tej miłości i żałował pozbycia się go ze swojego życia każdego pierdolonego dnia. Że nie znajdzie nikogo lepszego niż on, z nikim życie nie będzie smakowało tak samo. I miał rację. Jego brat siedział tam gdzieś, liczył te swoje rachunki i pewnie myślał o nim co jakiś czas, bo druga strona łóżka była zimna i pusta - ręka obejmująca go przez te wszystkie dni, teraz była oferowana komuś innemu.
- Nie minęło dwadzieścia dni - poprawił go od razu. - Może dla ciebie minęło dwadzieścia dni. - On sam nawet ich nie liczył. Zaciągnął się dymem, wlepiając wzrok w talerz. - Dla mnie minęło trzydzieści lat. Połowę z nich spędziłem poza jego zasięgiem, a kiedy wróciłem nie byłem już człowiekiem, którego znał. Złożyłem mu obietnicę, będąc kimś, za kim tęsknił i próbowałem jej dotrzymać, ale wiesz co, Laurent? - Oderwał się od tej ośmiornicy, zamiast tego zamknął oczy i przetarł je palcami, opierając się łokciem o kanapę. - Jedynym co tym osiągnąłem, było pokazanie mu, że czas poza tym cyrkiem leci do przodu. Że jest człowiek, który rozumie mnie lepiej niż on i lubię opowiadać mu o sobie. Że dziwka ze Ścieżek wie o mnie więcej niż on. I może... - Otworzył je, pozwalając spojrzeniu przystosować się do tego dziwnego światła, nim spróbował odszukać oczu Laurenta, o ile ten w ogóle spoglądał w jego kierunku.
Może to brzmi źle, ale to nie jest historia o tobie.
I dobrze, że to nie była historia o nim. Że to były jakieś odrębne rzeczywistości. Że to jak był nazywany kimś niewartym miłości i poświęcenia, kimś żałosnym, niepotrafiącym kochać, to coś za jego plecami. Mówiono mu, że był zdrajcą, bo myślał o kimś innym, ale jednocześnie nikt nie dawał mu prawa dzielenia się tym, co czuł do Alexandra ze swoimi przyjaciółmi. Chuj z nim, naprawdę.
- Mhmm... Możesz mi powiedzieć, w jaki sposób niby to miało mnie zmienić na lepsze? Ostatnie miesiące naszego życia to były wieczne kłótnie, wyzwiska, szarpaniny. Wyjebał mnie na bruk jeszcze przed Lammas. Ludzie nie nabierają od tego łagodności, tylko strachu. - Pokręcił głową. - Pojawiałem się przez niego to co najwyżej najebany po kolejnej napierdalance. Po którejś zwyczajnie przestałem się starać. Widzisz mnie innym, bo obiecałeś mi życie, którego chciałem, a ja podjąłem decyzję. - Dokonał wyboru.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.