13.01.2025, 16:31 ✶
– Każdy, kto przynosi kawę, jest najlepszy. I kto przynosi czekoladę. Mam w kieszeni parę cukierków, jeśli masz ochotę – powiedziała Brenna, unosząc kawę do ust, by upić parę łyków: kawa wciąż była ciepła, ale już nie na tyle gorąca, by trzeba było uważać przy jej piciu. – Nie ma pośpiechu, myślę, że najważniejsze, żeby założyć zabezpieczenie. Planujesz coś konkretnego? Jakąś specjalną pułapkę? I mam w torbie trzy kanapki i pudełko z lunchem, nie wiem, czemu absolutnie wszyscy ostatnio podejrzewają mnie o to, że nie jem. Czy ja zapadłam na jakąś śmiertelną, wychudzającą człowieka chorobę, i nic nie zauważyłam? – zażartowała, odruchowo zerkając na swój nadgarstek. Był szczupły, ale nie wychudzony: Brenna genetycznie została zaprogramowana na wysokiego chudzielca, a duża aktywność fizyczna wyrównywała wszystkie pochłaniane przez nią kalorie.
Jadła. Często w pośpiechu, niekoniecznie o równych godzinach, ale praktycznie zawsze miała przy sobie jakąś przekąskę, nie rezygnowała ze śniadań – od często pochłaniała je już przy swoim biurku, zerkając na papiery – i zawsze pilnowała, aby po południu zjeść coś konkretniejszego. Nie dało się funkcjonować na dłuższą metę na pełnych obrotach, jeżeli nie spałeś porządnie i nie jadłeś, więc Brenna tego drugiego naprawdę pilnowała, zwłaszcza że wiele osób w jej otoczeniu jakoś o tym zapominało, więc próbowała pamiętać o tym i za nich.
– Normalnie poprosiłabym przyjaciela, żeby postawił jakieś pieczęcie, ale jest teraz mocno obłożony. – Thomas w końcu zabezpieczał Księżycowy Staw, a poza tym miał własne zlecenia i jeszcze pomagał siostrze w klubokawiarni: Brenna zwyczajnie nie miała sumienia, aby ciągnąć go z dnia na dzień i tutaj, po tym, jak napisała do niej Pandora.
Brakowało im zasobów w stosunku do potrzeb. Mogłaby zapłacić komuś z zewnątrz, żeby wykonał takie zlecenie, ale już samo zatrudnienie kogoś niepewnego tworzyło pewną lukę w bezpieczeństwie i sprawiało, że Brenna się nad tym wahała. W tym przypadku na całe szczęście jednak i Pandora przyniosła informację, i od razu rozwiązanie problemu.
– Uprzedziłam ich listownie, że dzisiaj rano wpadniemy, ale też nie miałam czasu wcześniej wpaść… bez przesady. Mnie to nie dotyczy aż tak bardzo – westchnęła Brenna. Jasne, m o g ł a stać się celem ataku jako zdrajczyni krwi, ale w ostatecznym rozrachunku wciąż była w lepszej sytuacji niż mugolacy. Nimi prawie nikt by się nie przejął, większość nie miała do kogo iść po pomoc, nie było ich stać na to, aby naprawdę dobrze zabezpieczyć mieszkanie albo kupić lokal, o którego istnieniu nikt nie wiedział.
I nikt nie mówił jej, że powinna umrzeć tylko z powodu krwi, która płynęła w jej żyłach. Ją chcieli zamordować z powodu wyborów, które sama podjęła.
– Dobra z ciebie dusza, Panda – stwierdziła łagodnie, na moment obejmując lekko Pandorę ramieniem. Domyśliła się, jakie poglądy miała Prewettówna na te sprawy, ale od tolerancyjnych poglądów do poświęcania czasu, zasobów oraz starań ku temu, aby faktycznie pomóc, była daleka droga. I gdyby nie znajdowały się na środku Horyzontalnej, gdzie każdy mógł je usłyszeć, może powiedziałaby na ten temat już więcej: bo przecież pewien wstęp poczyniły już kilka tygodni temu, kiedy rozmawiały o tym, że Pandora byłaby bardzo chętna do zaangażowania się, gdyby gdzieś była potrzebna…
Brenna czasem miała wrażenie, że jest w takich sprawach za mało ostrożna, a czasem – że za bardzo. Może powinna działać szybciej. Może dałoby się zrobić więcej, gdyby wcześniej sama poprosiła Pandorę o spotkanie.
– Zapewniam, że czuję się doskonale. I o… nie spodziewałam się – mruknęła, bo jeśli mówiła o tych koliberkach, których używali w New Forest, to… cóż, to był bardzo cenny prezent. – To co? Na górę? – spytała, pchnęła drzwi wejściowe, a potem skierowała się prosto ku schodom.
Jadła. Często w pośpiechu, niekoniecznie o równych godzinach, ale praktycznie zawsze miała przy sobie jakąś przekąskę, nie rezygnowała ze śniadań – od często pochłaniała je już przy swoim biurku, zerkając na papiery – i zawsze pilnowała, aby po południu zjeść coś konkretniejszego. Nie dało się funkcjonować na dłuższą metę na pełnych obrotach, jeżeli nie spałeś porządnie i nie jadłeś, więc Brenna tego drugiego naprawdę pilnowała, zwłaszcza że wiele osób w jej otoczeniu jakoś o tym zapominało, więc próbowała pamiętać o tym i za nich.
– Normalnie poprosiłabym przyjaciela, żeby postawił jakieś pieczęcie, ale jest teraz mocno obłożony. – Thomas w końcu zabezpieczał Księżycowy Staw, a poza tym miał własne zlecenia i jeszcze pomagał siostrze w klubokawiarni: Brenna zwyczajnie nie miała sumienia, aby ciągnąć go z dnia na dzień i tutaj, po tym, jak napisała do niej Pandora.
Brakowało im zasobów w stosunku do potrzeb. Mogłaby zapłacić komuś z zewnątrz, żeby wykonał takie zlecenie, ale już samo zatrudnienie kogoś niepewnego tworzyło pewną lukę w bezpieczeństwie i sprawiało, że Brenna się nad tym wahała. W tym przypadku na całe szczęście jednak i Pandora przyniosła informację, i od razu rozwiązanie problemu.
– Uprzedziłam ich listownie, że dzisiaj rano wpadniemy, ale też nie miałam czasu wcześniej wpaść… bez przesady. Mnie to nie dotyczy aż tak bardzo – westchnęła Brenna. Jasne, m o g ł a stać się celem ataku jako zdrajczyni krwi, ale w ostatecznym rozrachunku wciąż była w lepszej sytuacji niż mugolacy. Nimi prawie nikt by się nie przejął, większość nie miała do kogo iść po pomoc, nie było ich stać na to, aby naprawdę dobrze zabezpieczyć mieszkanie albo kupić lokal, o którego istnieniu nikt nie wiedział.
I nikt nie mówił jej, że powinna umrzeć tylko z powodu krwi, która płynęła w jej żyłach. Ją chcieli zamordować z powodu wyborów, które sama podjęła.
– Dobra z ciebie dusza, Panda – stwierdziła łagodnie, na moment obejmując lekko Pandorę ramieniem. Domyśliła się, jakie poglądy miała Prewettówna na te sprawy, ale od tolerancyjnych poglądów do poświęcania czasu, zasobów oraz starań ku temu, aby faktycznie pomóc, była daleka droga. I gdyby nie znajdowały się na środku Horyzontalnej, gdzie każdy mógł je usłyszeć, może powiedziałaby na ten temat już więcej: bo przecież pewien wstęp poczyniły już kilka tygodni temu, kiedy rozmawiały o tym, że Pandora byłaby bardzo chętna do zaangażowania się, gdyby gdzieś była potrzebna…
Brenna czasem miała wrażenie, że jest w takich sprawach za mało ostrożna, a czasem – że za bardzo. Może powinna działać szybciej. Może dałoby się zrobić więcej, gdyby wcześniej sama poprosiła Pandorę o spotkanie.
– Zapewniam, że czuję się doskonale. I o… nie spodziewałam się – mruknęła, bo jeśli mówiła o tych koliberkach, których używali w New Forest, to… cóż, to był bardzo cenny prezent. – To co? Na górę? – spytała, pchnęła drzwi wejściowe, a potem skierowała się prosto ku schodom.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.