To nie był jej dzień. Nie, żeby ją to specjalnie dziwiło. Powroty do rzeczywistości bywały bardzo bolesne. Okazywało się, że nie była ona wcale tak kolorowa, jak mogło się wydawać. Gdy znajdowali się w Whitby jakoś nie myślała o tym, co zastaną na miejscu, gdy wrócą. Było to w końcu dopiero kilka dni. Nie do końca tego się jednak spodziewała. Nie wiedziała, że z Astarothem jest tak źle, że męczą go koszmary, że to ona nawiedza go w snach. To było mocno przytłaczające, jeszcze jednak nie zdążyła się tym podzielić z Roisem.
Było wiele spraw bardzo naglących, które nie mogły zaczekać. Krąg w lesie, który widziała, gdzie miała ich zaprowadzić, ale dała dupy - to też nie było szczególnie pocieszające, bo po raz kolejny kogoś zawiodła i nie popisała się swoimi umiejętnościami. Wyszło chujowo, ale stabilnie, bo przecież zawsze mogli wylądować w samym środku Kniei i zostać wpierdoleni przez Widma. Z dwóch opcji, tak która im się przytrafiła była chyba lepsza. Był inny sposób na to, aby przekazać Longbottomom informacje, które miała, tak powinna po prostu wyciągnąć swoje wspomnienia i je im dostarczyć, to było zdecydowanie bezpieczniejsze. Cóż, nie wątpiła, że Brenna podzieli się z nią informacjami, jeśli już jakieś uzyskają, to był barter - ona pokaże im co dokładnie widziała, a oni powiedzą jej co to oznaczało. Chyba każdy w tej sytuacji wygrywał.
Przemierzali uliczki Londynu dosyć szybko, nie miała nic przeciwko palcom splecionym z jej i podążaniu za Ambroisem. Nie widziała w tym nic złego, chociaż, czy nie powinna? W końcu nie znajdowali się już w Piaskownicy, w bezpieczniej przystani, tylko tutaj, gdzie rzeczywistość miała ich pogrążyć. Cóż, nie odzywała się ani słowem. Szła za nim nie zadając żadnych, niepotrzebnych pytań.
Nie miała pojęcia skąd Ambroise wziął klucze, czy Corio mu je dorobił, żeby mógł się tutaj pojawiać, gdy tylko będzie miał na to ochotę? Być może. Nie wnikała w to, to nie była jej sprawa. Nie pojawiła się tutaj, aby wypytywać. Nie wątpiła, że nadal się przyjaźnili, bo w końcu ta relacja łączyła ich od dawna.
Warto było połączyć siły, nie do końca wiedziała, jak wyjaśnią swoją wspólną obecność przyjacielowi, ale tym pewnie będzie się martwić dopiero, gdy staną przed jego drzwiami. Kiedyś nie było by nic dziwnego w ich wspólnym pojawieniu się tutaj, teraz - cóż, to nie było normalne i Lestrange na pewno nie będzie miał ku temu żadnych wątpliwości.
Gdy znaleźli się przed drzwiami Greengrass wypuścił jej dłoń, w sumie to posunięcie mogło spowodować, że ominą ich nie do końca mile widziane pytania, na które pewnie nie potrafiłaby udzielić odpowidzi. Schowała więc dłonie w głąb kieszeni skórzanego płaszcza, tak było bezpieczniej, nie będzie szukała zupełnie przypadkowego dotyku.
Zauważyła ten gest, niemalże to zrobił, ale się powstrzymał, spoglądała na Roisa dłuższą chwilę zastanawiając się, co oni właściwie teraz robią, ale chyba nie chciała znać odpowiedzi. Czekała, aż drzwi w końcu się otworzą i będą musieli się zderzyć z Corneliusem.
Drzwi się otworzyły, czuła na sobie spojrzenie przyjaciela, uśmiechnęła się dość niemrawo, bo chyba wypadało to zrobić. Nie sądziła, że mógł się ich tutaj spodziewać, nie w tej wersji, nie razem, cóż - niespodzianka.
- Cześć. - Rzuciła po czym wpakowała się do środka bez najmniejszych skrupułów, przecież nie robili nic złego, przyszli po prostu odwiedzić przyjaciela. Jasne, niestety znał ich zbyt dobrze, żeby wiedzieć, iż nie był to przypadek. Taki przypadki im się nie zdarzały, nie ostatnio.
- W skali jeden do stu, jakieś pięćdziesiąt? Nie jest najgorzej, ale mogło być lepiej, w sumie sam ocenisz. - Nie miała zamiaru udawać, że jest kolorowo. Mieli trochę do nadrobienia, właściwie to nie miała pojęcia od czego zacząć, bo trochę szamba ostatnio wyjebało.