Mieli kilka miejsc, w których spędzali razem czas, bądź pomieszkiwali. Jednak to jedno było wyjątkowe. Wybrali je sobie już wtedy, gdy pojawili się tutaj pierwszy raz, może wtedy nie do końca legalnie, jednak dosyć szybko się to zmieniło. Stało się ono ich wspólną własnością. Spędzili tutaj naprawdę wiele chwil, długich weekendów, wakacji, a nawet zostali tu na dłużej gdy wszystko się zaczęło sypać. To był ich dom, najbardziej ze wszystkich. Może teraz nieco zaniedbany, pozostawiony sam sobie, ale nigdy nie wątpiła, że kiedyś do niego wrócą, razem, no poza tym jednym razem, gdy zjawiła się tutaj sama i znalazła na stole w kuchni te nieszczęsne dokumenty. Wiedziała, że lepiej było się tutaj nie pojawiać w pojedynkę, dlatego też unikała Whitby przez niemalże pół roku. To zawsze wydawało jej się być niewłaściwe.
Od samego początku czuła, że jest to ich miejsce na ziemi. Oddalone od świata, do tego nikt nie miał pojęcia o tym, gdzie zaszywali się, kiedy znikali ze stolicy. Bezpieczna przystań o której nikt miał nie wiedzieć. To było całkiem wygodne, bowiem dzięki temu nie pojawiali się tutaj nieproszeni goście. Gdy byli tutaj - nikt ich nie niepokoił. Mogli zajmować się sobą, no i domem, który wymagał sporej pracy, bo miejsca jak to tak już miały. Zawsze znajdowało się tutaj coś do naprawy. To nie było szczególnie męczące, wręcz przeciwnie wydawało jej się raczej odprężające, mogli siedziec tutaj całymi dniami i dłubać, kreować swój świat. Z czasem zaczęli wypełniać go swoimi pamiątkami przywożonymi z różnych stron świata, Roise zadbał o rośliny, ona stworzyła sobie tutaj swój mały arsenał broni. Było to ich własne miejsce na świecie, w którym potrafiła wyobrazić sobie ich dalsze życie. Może nie była to ogromna posiadłość, ale wystarczająca dla nich, i może kogoś więcej. Nie potrzebowali dużo do szczęścia, bo dom przecież nie był tylko i wyłącznie miejscem, raczej chodziło o to, przy czyim boku się go znajdowało. Miało ich tutaj spotkać jeszcze wiele dobrego, przynajmniej kiedyś tak sądziła, z czasem te wizje nieco się rozmyły, bo ich drogi się rozeszły, nie zmieniało to jednak faktu, że Piaskownica zawsze miała się jej kojarzyć tylko i wyłącznie z Roisem i ich wspólnymi marzeniami. To było niezmienne, nawet jeśli doprowadził do tego, że tylko ona widniała na papierze jako właściciel tego domu.
Cóż, alkohol może nie pomagał im przemierzać drogi, jednak zdecydowanie miał dobry wpływ na to, jak ze sobą rozmawiali. Było to całkiem zabawne, musieli wyglądać żałosnie z boku, kiedy przemierzali tę trasę, ale grunt, że dobrze się przy tym bawili, czyż nie? Dawno nie mieli szansy na aż taką beztroskę. Wszystkie ich problemy zniknęły niczym przez dotknięcie czarodziejskiej różdżki. Co do różdżki, nie mogła znaleźć swojej, ale chyba zostawiła ją w domu, co nie było do końca rozsądnym zachowaniem, ale w sumie, czy cokolwiek jej tu groziło? Nie, nie powinna się zupełnie tym przejmować, nie powinni przejmować się niczym. Szkoda by było zakłócić ten chwilowy spokój i radość.
Miała świadomość, że jeśli wleją w siebie kolejne trunki, to mogą pojawić się większe problemy z koordynacją, ale jakoś specjalnie się tym nie przejmowała. Byli w domu, zupełnie sami, nikt nie będzie ich oceniał. Mogli tu robić wszystko to, co im się żywnie podobało. To było pocieszające.
Właśnie dlatego z taką desperacją udała się do tej nieszczęsnej spiżarki, którą dogłębnie przeglądała. Wierzyła w to, że uda jej się znaleźć cokolwiek, co będą mogli w siebie wlać, w końcu kiedyś mieli tutaj naprawdę spore zapasy alkoholu. Zimą wcale nie tak prosto było się dostać do miasteczka, gdy mieli nałożone zaklęcia zabezpieczające nie mogli się teleportować, więc musieli sobie jakoś radzić.
Póki co zaliczyli sukces, sądziła, że te dwie butelki im wystarczą, aby utrzymać ten stan w jakim się znajdowali, tak właściwie to mogły go jeszcze pogłębić, bo nie był to byle jaki alkohol, tylko księżycówka, wątpliwego pochodzenia, więc pewnie była dużo mocniejsza. Na szczęście znajdowała się już na etapie, w którym obojętne jej było to co w siebie wleje, byleby kopało, więc nie zamierzała się tym specjalnie przejmować.
Miała duży fart, że Ambroise wykazywał jakiekolwiek umiejętności kulinarne. Ona sama - cóż, jadła cokolwiek, co była w stanie wyciągnąć z puszki, lub zalać wodą. Dzięki niemu jednak mogła nieco zróżnicować swoje posiłki. Zawsze dbał o to, aby zrobić im coś pysznego do jedzenia. W tym wypadku typowe w rodzinie role były u nich odwrócone, co uważała za spory plus. Gdyby to miało spaść na nią... pewnie umarliby z głodu dosyć szybko. Nigdy jednak nie wymagał od niej tego, że nadrobi braki. Wydawało jej się nawet, że karmienie jej sprawia mu przyjemność.
Nie musieli chyba nazywać jakoś konkretnie posiłku który mieli zjeść, miał być ich śniadaniem, obiadem, kolacją? Wszystkim po kolei, bo dawno nic nie jedli, co nie było do końca rozsądnym rozwiązaniem zwłaszcza, że wlewali w siebie spore ilości alkoholu. Nikt nie mówił, że będzie prosto.
Dawno straciła poczucie czasu, wszystko jej się zamazywało, wiedziała jednak, że dzień jeszcze trwa, bo nie było ciemno, ale jaką mieli godzinę? Czy to w ogóle było istotne, chyba nie. Przecież nigdzie się nie spieszyli, chyba?
Sięgnęła po gumkę do włosów, bo miała wrażenie, że jak dalej będą jej tak fruwać przed twarzą, to podpali je albo zapalniczką, albo szlugiem i związała swoje kudły w wysokiego kucyka. Tak zdecydowanie było prościej, przynajmniej miała pewność, że nie będą jej przeszkadzać. Zresztą nigdy jakoś specjalnie nie przepadała za tym jak latały sobie samopas.
Nie otworzyła jeszcze żadnej z butelek, które udało jej się znaleźć, bo nie chciała zaczynać degustacji bez niego. Musieli pić równym tempem, chociaż i tak wiedziała, że nie do końca ma mu szansę dorównać, gdyby więc sama wychyliła kilka kolejek... pewnie zasnęłaby na tym stole i tyle byłoby z tego wszystkiego.
Obserwowała go uważnie, chociaż nieco jej się rozjeżdżał, właściwie to jeśli nie mrużyła oczu to widziała dwie sylwetki. Zdawała sobie sprawę, że jest porządnie nawalona. Nie przejmowała się tym jakoś specjalnie.
Obawiała się jednak tego, że on znajduje się w podobnym stanie, co ona, a jak wiadomo gotowanie mogło być bardzo, ale to bardzo niebezpieczną czynnością, szczególnie po pijaku. - Nie, jakbym chciała ci cokolwiek upierdolić, to pewnie odcięłabym od razu całe ręce. - Nigdy się jakoś za bardzo nie rozdrabniała, jej rozwiązania należały do tych najbardziej konkretnych. - Zastanawiam się po prostu, czy jak sobie ujebiesz palca to będziesz mógł być lekarzem, w sumie jakbyś to zrobił, to mogłabym go przyszyć i by jeszcze działał, czy raczej lepiej byłoby nim coś nakarmić? - Na pewno znalazłyby się jakieś stworzenia, które chętnie zjadłyby ludzkie mięso. W jej głowie pojawiało się coraz więcej głupich pytań, na które chciała uzyskać odpowiedzi.