Cieszył się, a teraz się nie cieszył - ale to nadal było tak samo dobre, prawda? Teraz tylko zimne, ale nadal dobre. Na szczęście nie wszystko z tej tacy musiało być ciepłe, żeby nie tracić na walorach smakowych. Zresztą - co za różnica. Wszystko i tak jest smutne w tym smutnym jak pizda świecie. Pomyślał, ale wcale nie powiedział. Bo nie chciał tak myśleć, bo nie akceptował takiego osunięcia się znowu na te żałosne mielizny nieszczęścia. Miał wyrzuty sumienia, bo nie ma już radości, ale wyrzuty sumienia brały się tylko z tego? Przypomniała mu się ta pościel i ten... pies. Jakieś małe wzburzenie i chęć zaprzeczenia w nim wzbierały na myśl o tym haśle. Takie naprawdę malutkie. Sięgnął po drugą małżę i spojrzał na swoją dłoń - przybrudzoną popiołem. Teraz to on przeprosił na chwilę - bo musiał umyć ręce. Jakoś nie wiedział, czego się spodziewać, kiedy spojrzy w lustro - a nie był nawet zawiedziony tym widokiem. Zdecydowanie wyglądał lepiej niż wstrząśnięty Flynn, który dopiero łapał jakiś grunt pod nogami. Przemycie twarzy wodą jemu też dobrze zrobiło. Wrócił naprawdę po krótkiej chwili na swoje miejsce.
- To? To jest krewetka. Jestem gotowy na skrzywioną minę. Chociaż smakuje trochę jak... kurczak. - Tak, patrzył na niego. - A to jest gnochchi. Taki... makaron? - Laurent się nie znał na gotowaniu - wiedział, co lubi jeść, ale gotować? Miałby problem z tym, jak ma sobie kanapkę zrobić, a jedyne, co w kuchni sporządzał to kawa i herbata. Przy tym i to lepsze zazwyczaj wychodziło Migotkowi. Zaczął mu pokazywać kolejne składniki, na niektóre musiał zerknąć do karty, co oni tam wsadzili. Więc tak - nie było nawet pytania słownego, ale wzrokowe - jak najbardziej. Po pierwsze - czy zamawiać mu jednak coś normalniejszego, czy może wręcz przeciwnie - przypadnie mu do gustu. A sam dłubał w swoich owocach morza. - Czy w takich chwilach jak tamta, kiedy się odsuwasz, potrzebujesz czasu dla siebie? Mam cię wtedy nie szukać, nie przeszkadzać? - Chciał to wiedzieć, żeby być w stanie stworzyć strefę komfortu dla tego człowieka i jednocześnie samemu się nie trząść z niewiedzy, że nie wie, co się dzieje, co ma robić i czego Flynnowi w ogóle potrzeba, żeby poczuł się lepiej. A jeśli nie padło "dobre" albo "niedobre" (skoro nie doczekał się skrzywionej miny) to w końcu zapytał. - Smakuje? - Wybieranie mu w menu samych rzeczy słodkich, bo niczego innego jeść nie chciał, wcale nie było proste. Chociaż tutaj, może mylnie, ale chciał mu pokazać coś... nowego. W tych smakach.