14.01.2025, 00:15 ✶
To coś na pewno nie smakowało jak kurczak. Może tak mówili ludziom bez kubków smakowych, albo takim nie czującym różnicy w teksturze, ślepym na to, co jedli. A oni w to wierzyli, bo potrzebowali jakiegoś porównania. Kulinaria były dla niektórych jak myślenie o innej planecie - musiały być suche jak Sahara albo mroźne jak Arktyka. A co jeżeli tam było coś innego? Coś, czego się nikt nie spodziewał? Tak właśnie Crow postrzegał takie jedzenie - jak piekielne trudne do zrozumienia odkrycie, na które nigdy nie był gotowy. I wcale nie chciał być. Jego ocena pozostawała taka sama - obrzydliwe. Wolałby pewnie zjeść jakieś przystawki. Jakieś grzanki z masłem, tego się przecież nie dało spierdolić. Ostatecznie mogły być te kluski... Cokolwiek zrobionego jednolitego ciasta pomagało mu wrócić do przytomności.
- Ok.
Bardzo konkretne pytanie, na które nie znał odpowiedzi, było lepsze niż to będące teraz na piedestale jego lęków. Tylko jak znaleźć w głowie cokolwiek, co mógł o tym powiedzieć? Nie było przecież tak, że każda taka sytuacja była jednoznaczna.
- Nie wiem - przyznał wreszcie po chwili namysłu, odkładając talerz. Bo tak, zjadł to wszystko od razu, w identyczny sposób co pierogi i właściwie każdą rzecz jedzoną, żeby się najeść i móc iść dalej. - Mam... zły temperament? Tak się to mówi? - Ten agresywny, kipiący energią, jaką chciało się ukierunkować w... ha. Nie, nie chciało się go ukierunkować w gniew, ale ten gniew przychodził sam, jakby był czymś długo wyczekiwanym. - Porywczy. - Znalazł wreszcie słowo zagubione gdzieś w rozmowach z człowiekiem, którego imienia wolał już podczas tej rozmowy nie wymawiać. W jego ustach brzmiało to jak coś pochodzącego z innego języka, ale to przecież było powszechnie używane słowo. Pewnie fakt, że poznał je dopiero w dorosłym życiu, nosił jakieś znamiona obciachu, ale on się do trzydziestki nie pozbył naleciałości akcentu z północy Anglii. Niby tego nie powiedział, ale to nie było szczególnie trudne, żeby skumać, o co chodziło - że się musiał czasami ogarnąć, zanim chlapnie coś, czego będzie żałował albo zrujnuje mu jego ulubione miejsce.
No a później jego brew drgnęła. Pokręcił głową. I naprawdę liczył na to, że nie będą o tym elaborować.
- Ok.
Bardzo konkretne pytanie, na które nie znał odpowiedzi, było lepsze niż to będące teraz na piedestale jego lęków. Tylko jak znaleźć w głowie cokolwiek, co mógł o tym powiedzieć? Nie było przecież tak, że każda taka sytuacja była jednoznaczna.
- Nie wiem - przyznał wreszcie po chwili namysłu, odkładając talerz. Bo tak, zjadł to wszystko od razu, w identyczny sposób co pierogi i właściwie każdą rzecz jedzoną, żeby się najeść i móc iść dalej. - Mam... zły temperament? Tak się to mówi? - Ten agresywny, kipiący energią, jaką chciało się ukierunkować w... ha. Nie, nie chciało się go ukierunkować w gniew, ale ten gniew przychodził sam, jakby był czymś długo wyczekiwanym. - Porywczy. - Znalazł wreszcie słowo zagubione gdzieś w rozmowach z człowiekiem, którego imienia wolał już podczas tej rozmowy nie wymawiać. W jego ustach brzmiało to jak coś pochodzącego z innego języka, ale to przecież było powszechnie używane słowo. Pewnie fakt, że poznał je dopiero w dorosłym życiu, nosił jakieś znamiona obciachu, ale on się do trzydziestki nie pozbył naleciałości akcentu z północy Anglii. Niby tego nie powiedział, ale to nie było szczególnie trudne, żeby skumać, o co chodziło - że się musiał czasami ogarnąć, zanim chlapnie coś, czego będzie żałował albo zrujnuje mu jego ulubione miejsce.
No a później jego brew drgnęła. Pokręcił głową. I naprawdę liczył na to, że nie będą o tym elaborować.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.